Reklama

Reklama

Mladić przed trybunałem: Te zarzuty są ohydne

Ratko Mladić, były dowódca sił Serbów bośniackich, na rozprawie wstępnej przed trybunałem haskim odmówił deklaracji, czy jest winien. Przedstawione zarzuty uznał za "ohydne". Sędzia wyznaczył termin następnej rozprawy na 4 lipca.

Stając po raz pierwszy przed ONZ-owskim trybunałem ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii, Mladić określił przedstawione mu oskarżenia jako "ohydne" i ujęte w "potworne słowa".

Reklama

Odmówił złożenia deklaracji, czy przyznaje się do winy. Ma na tę deklarację 30 dni, lecz podkreślił, że potrzebuje więcej niż miesiąc, aby przestudiować zarzuty.

Mimo to sędzia Alphons Orie zarządził, że kolejna rozprawa odbędzie się na 4 lipca.

- Chciałbym przeczytać te ohydne oskarżenia, które na mnie ciążą. Chcę przeczytać akt oskarżenia z moim adwokatem. Potrzebuję więcej niż miesiąc na zapoznanie się z tymi potwornymi słowami, których nigdy wcześniej nie słyszałem - powiedział.

Oznajmił też, że podczas wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995) bronił swego narodu i swojego kraju, a teraz musi bronić się przed oskarżeniami trybunału.

- Broniłem mojego narodu, mojego kraju, teraz bronię siebie. Chcę powiedzieć, że chciałbym przeżyć, aby doczekać tego, że będę wolnym człowiekiem - podkreślił.

Rozprawa wstępna trwała 100 minut.

Sąd miał się potem udać na prośbę Mladicia na niejawną sesję, na której generał chciał opowiedzieć o swoim stanie zdrowia. Według adwokata Mladić cierpi na raka węzłów chłonnych i może nie przetrwać procesu.

Mladić na początku rozprawy wstępnej nie chciał słuchać streszczenia oskarżenia ani innych wystąpień.

- Jestem człowiekiem bardzo ciężko chorym, potrzebuję więcej czasu, aby zastanowić się nad tym, co ona przeczytała - powiedział po odczytaniu przysługujących mu praw przez urzędniczkę sądową.

- Zostałem narażony na wielki stres, mało zrozumiałem z tego, co ta młoda osoba przeczytała. W gabinecie lekarskim dostarczono mi trzy segregatory, lecz nic z tego nie przeczytałem, niczego nie podpisałem, zbyt źle się czułem - oznajmił.

Mladić, ubrany w szary garnitur i szarą koszulę wyglądał na wyraźnie postarzałego i wychudzonego, opadał mu kącik ust i w niczym nie przypominał masywnego człowieka w wojskowym mundurze z lat 90. Z powodu niesprawnej prawej ręki po udarze strażnicy pomogli mu nałożyć na głowę słuchawki, aby mógł słuchać równoczesnego tłumaczenia rozprawy na język serbski.

38-stronicowy akt oskarżenia Mladicia zawiera 11 zarzutów, w tym dwa zarzuty o udział w ludobójstwie podczas masakry prawie 8 tys. Muzułmanów w Srebrenicy w lipcu 1995 roku i podczas mordów popełnionych na cywilach na początku wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995). Inne zarzuty przeciwko Mladiciowi dotyczą zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych.

Wśród osób przysłuchujących się wstępnej rozprawie były rodziny zabitych w Srebrenicy. Znajdowały się one na galerii oddzielonej od sali kuloodpornymi szybami. Na zewnątrz sądu stał człowiek z białym transparentem, na którym czerwonym tuszem napisano: "Mladić, rzeźnik Srebrenicy".

- To wielka ulga, że on stanął w końcu przed sądem. Jesteśmy jednak zaniepokojeni, że może być zbyt chory, aby doczekać wyroku - powiedział Axel Hageldoorn, prawnik reprezentujący ofiary Srebrenicy.

Dowiedz się więcej na temat: Ratko Mladić | Serbia | zbrodnie wojenne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama