Reklama

Reklama

Minister obrony Białorusi: Może dojść do wojny domowej

Minister obrony Białorusi ostrzegł armię, że w kraju może dojść do wybuchu wojny domowej. - Potem nas, mnie, oskarżą o zbrodnię ludobójstwa na własnym narodzie. Bo gdy używa się broni, giną cywile - powiedział podczas spotkana z wyższymi rangą oficerami. Wystąpienie generała cytuje Bielsat TV.

Jak informuje Bielsat TV, do zamkniętego spotkania w Domu Oficerów w Mińsku 19 sierpnia. Obecne było na nim kierownictwo Sztabu Generalnego i wyżsi dowódcy Sił Zbrojnych, a także kierownicy departamentów i wydziałów Ministerstwa Obrony.

Reklama

Nagranie przemówienia ministra obrony gen. Wiktara Chrenina otrzymała niezależna gazeta "Nasza Niwa".

Na spotkaniu minister streścił przemowę prezydenta Alaksandra Łukaszenki przed parlamentem, a następnie przedstawił swoją analizę sytuacji.

- Wojna przyszła do naszego domu. Cały kraj jest w epicentrum. Ci, którzy wymyślili kolorowe rewolucje, wyciągnęli wnioski z I i II wojny światowej, że wielkimi armiami trudno osiągnąć założone cele. Wtedy cele chcieli osiągnąć morzem krwi, ale nie osiągnęli. Nasz naród to przetrwał, świętujemy 75 lat zwycięstwa. Ale ci spin doktorzy, czarne głowy, nie zrezygnowali ze swoich celów. Od razu po zakończeniu wojny zaczęli myśleć, jak zniszczyć nas po kawałku, bez krwi - mówił minister.

Chrenin stwierdził, że "na terytorium Ukrainy szykują się bojownicy".

Minister mobilizował też wojskowych do obrony reżimu Łukaszenki. - System państwa nie upadł, pracuje, prezydent został wybrany. Dopóki wojsko nie przejdzie na stronę protestujących, państwa nie można zniszczyć. Cała nadzieja w nas. Nie jesteśmy zdemoralizowani. Musimy walczyć, jeśli trzeba, z bronią. O kraj, o siebie, o nasze rodziny, o te zastraszone nauczycielki - mówił.

Chrenin ostrzegł, że na Białorusi może dojść do wybuchu wojny domowej. - Potem nas, mnie, oskarżą o zbrodnię ludobójstwa na własnym narodzie. Bo gdy używa się broni, giną cywile. Tak, to oczywiste, że możemy wejść w wojnę domową, a ludzkie życie z każdym dniem traci cenę. To straszne. Niewykluczone, że może dojść do wojny, teraz to już realne. Naszym zadaniem jest nie dopuścić do strzału w górę - oświadczył.

Od ponad tygodnia Na Białorusi trwają protesty po wyborach prezydenckich, które według oficjalnych wyników wygrał Łukaszenka, zdobywając ponad 80 proc. głosów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy