Reklama

Reklama

Milosz Zeman: To moje ostateczne polityczne zwycięstwo

"To moje ostateczne polityczne zwycięstwo" - powiedział zwycięzca wyborów prezydenckich w Czechach Milosz Zeman. "Po nim nie będzie już porażek, bo konstytucja stanowi, że prezydentem można być tylko dwie kadencje, a ja nie zamierzam jej zmieniać" - dodał.

Słowa Zemana wygłoszone na wiecu w sobotę cytuje w niedzielę tygodnik "Politico" w komentarzu zamieszczonym na portalu internetowym.

Reklama

"Wzmocniony zwycięstwem Zeman, najbardziej Trumpoidalny prezydent w Europie (Europe's Trumpiest president), zapewne będzie kontynuować swój awanturniczy sposób sprawowania władzy" - pisze "Politico".

"Jego wygrana oznacza też dalszy ciąg batalii z Unią Europejską w kwestii imigracji i w sprawie sankcji wobec Rosji, którym Zeman jest przeciwny" - zaznacza w komentarzu.

Niewykluczone - dodaje "Politico" - że na porządku dnia pojawi się kwestia referendum na temat dalszego członkostwa Czech w UE. Jednakże, przy tak niewielkiej przewadze, jaką uzyskał Zeman, takie referendum wymagałoby przejścia przez bardzo skomplikowaną i złożoną drogę prawną - wskazano w komentarzu.

Zwycięstwo Zemana w drugich w historii Czech bezpośrednich wyborach prezydenckich z radością odnotował Tomio Okamura ze skrajnie prawicowej, antyimigracyjnej SPD (Svoboda a Prima Demokracie). "Coraz więcej obywateli Republiki Czeskiej myśli samodzielnie. To oczywiste! Prezydent Zeman jak my promuje demokrację bezpośrednią, jest przeciwny imigrantom i islamistom; jest patriotą i niestrudzonym bojownikiem, który zwalcza międzynarodowy terroryzm" - powiedział w wypowiedzi dla czeskiej telewizji.

Okamuro skrytykował media za ich rolę w kampanii prezydenckiej. Negatywny stosunek do środków masowego przekazu był zaś lejtmotywem kampanii Zemana. Świętując zwycięstwo w sobotę, czeski prezydent po raz kolejny użył w odniesieniu do dziennikarzy określenia "idioci". Lokalne media donoszą, że niektórzy reporterzy byli poszturchiwani a jeden nawet poturbowany przez ochronę Zemana.

"Czechy to nasz kraj! Zatrzymać migrantów!"

Zwracając się do swych zwolenników na wiecu powyborczym, Zeman ponownie - jak podczas kampanii prezydenckiej - podkreślił: "Czechy to nasz kraj! Stop! Zatrzymać imigrantów!"

Premier Andrej Babisz, poproszony o komentarz po zwycięstwie Zemana, zapowiedział przyspieszenie prac na sformowaniem rządu. "Jeśli prezydent przegrał, to znaczy rząd musi się pospieszyć i powstać" - wskazał w wypowiedzi dla telewizji publicznej.

"Przeżyjemy to jakoś, jak zawsze, ale usuwanie szkód zajmie dużo czasu i nie będzie łatwe" - ocenił ze swej strony wygraną prorosyjskiego Zemana Miroslav Kalouszek, szef frakcji parlamentarnej centroprawicowej partii TOP9.

Drahosz zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów zapowiedział, że z życia publicznego nie odejdzie. W powyborczą niedzielę powiedział w rozmowie z Czeskim Radiem: "Przede wszystkim chciałbym zasypać doły między wyborcami Milosza Zemana i pozostałymi. Uważam je za rzecz złą i sztucznie stworzoną (...). Jestem przekonany, że tę przepaść można zasypać". Drahosz chce za kilka tygodni przestawić szczegóły dotyczące swojej politycznej przyszłości.

Wygrał głosami partii komunistycznej i skrajnej prawicy

Milosz Zeman wygrał drugą turę wyborów prezydenckich w Czechach głównie dzięki poparciu sympatyków i członków partii komunistycznej oraz skrajnie prawicowego ugrupowania Wolność i Bezpośrednia Demokracja (SPD) - wynika z badań pracowni Kantar TNS.

Badanie przeprowadzone przez pracownię Kantar TNS nas zlecenie czeskiej telewizji publicznej, a opublikowane w niedzielę, wskazuje też, że ok. 47 proc. uczestników głosowania, którzy poparli w wyborach profesora Jirzego Drahosza, oddało na niego głos "tylko po to, by zablokować reelekcję Milosza Zemana", a jedynie 52 proc. wyborców oddało na niego głos z myślą o tym, żeby Drahosz docelowo zdobył prezydenturę.

W wypadku Milosza Zemana sytuacja wygląda odmiennie - wskazuje agencja CTK. "77 proc. jego wyborców zdecydowanie życzyło sobie, by został ponownie wybrany i nadal sprawował urząd, a tylko 22 proc. głosowało nań przede wszystkim dlatego, by powstrzymać ewentualny wybór Drahosza".

Z poprzednich badań pracowni Kantar TNS wynika zaś - pisze CTK - że aż 72 proc. zwolenników Zemana, wiedziało na kogo zagłosuje jeszcze przed pierwszą turą, a jeśli chodzi o Drahosza tylko 52,5 proc. deklarowało już wtedy, że zagłosuje na kandydata liberalnego. Pomiędzy turami 41,5 proc. zapowiadało oddanie głosu na Zemana, a 20 proc. na Drahosza.

"Ostatecznie - pisze CTK - Zemana przyciągnął dodatkowe 7,5 proc. głosów tuż przed drugą turą, a Drahosz 5,5 proc."

Z ankiety przeprowadzonej przez Pavla Ranochę wynika, że największe poparcie Milosz Zeman uzyskał na północy Czech, w krajach: morawsko-śląskim, usteckim i karlowarskim. Głosy wyborców w tych regionach przyczyniły się do rekordowo wysokiego poparcia dla Zemana w drugiej turze - 66,6 proc., przy 62 proc., jakie uzyskał tam w turze pierwszej.

Za kandydaturą Zemana głosowali w 75 proc. sympatycy i członkowie Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSCM), skrajnie prawicowego ugrupowania Wolność i Bezpośrednia Demokracja (SPD) oraz w pewnym zakresie - partii Andreja Babisza ANO 2011 (utworzonej na bazie ruchu politycznego Akcja Niezadowolonych Obywateli), którzy wcześniej oddawali swe głosy na socjaldemokrację.

W sobotę ogłoszono wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich, którą wygrał Milosz Zeman z wynikiem 51,36 proc. oddanych głosów. Jego rywal, b. przewodniczący Akademii Nauk, liberał Jirzi Drahosz uzyskał 48,62 proc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje