Reklama

Reklama

Milicja przesłuchuje mieszkańców Mińska

Białoruscy milicjanci chodzą od domu do domu w Mińsku, by przesłuchać możliwie jak najwięcej mieszkańców stolicy w związku z wybuchem na koncercie, na którym gościem był prezydent Alaksandr Łukaszenka - podała agencja Reutera.

Bomba domowej roboty eksplodowała 4 lipca na koncercie z okazji Dnia Niepodległości Białorusi, raniąc ponad 50 ludzi.

Reklama

- Przesłuchania ludności to standardowa praktyka przy dowolnym kryminalnym śledztwie. Biorąc pod uwagę społeczne następstwa i znaczenie przestępstwa, skala tej procedury została rozszerzona, przesłuchujemy maksymalną liczbę mieszkańców stolicy - powiedział rzecznik białoruskiego MSW Kanstantin Szalkiewicz, cytowany przez internetową gazetę "Biełorusskije Nowosti".

Funkcjonariusze pukają do drzwi wszystkich mieszkań w stołecznych blokowiskach i pytają mieszkańców m.in. o to, gdzie znajdowali się w chwili wybuchu oraz gdzie odbywali służbę wojskową. Podobno w planach mają przesłuchanie wszystkich mieszkańców Mińska.

W przesłuchaniach uczestniczą wszyscy - począwszy od dzielnicowego po pracowników różnych departamentów MSW, w tym studenci uczelni podległych resortowi.

W poniedziałek milicja rozpędziła w Mińsku kilkudziesięciu opozycjonistów, protestujących przeciwko zatrzymaniom po koncercie. Jak informowały niezależne portale białoruskie, w ramach śledztwa zatrzymano kilkunastu działaczy opozycji.

Szalkiewicz powiedział niezależnej agencji BiełaPAN, że pojawiające się w internecie pogłoski o ponad 70 zatrzymanych w tej sprawie są "mocno przesadzone". Dodał, że nikomu nie postawiono zarzutów.

Niektórzy przywódcy opozycji uważają, że zatrzymania mogą mieć związek z wrześniowymi wyborami parlamentarnymi, i rozważają bojkot wyborów.

Nikt nie przyznał się dotąd do odpowiedzialności za eksplozję na koncercie.

Dowiedz się więcej na temat: Alaksandr Łukaszenka | milicja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje