Reklama

Reklama

Media: Putin zamiast o zacofaniu Rosji, mówi o nowej broni

Czwartkowe orędzie do narodu prezydenta Rosji Władimira Putina pokazało, że po raz kolejny będzie koncentrował się na rozwijaniu potencjału wojskowego swego kraju, by straszyć Zachód, kosztem koniecznych reform - ocenia w piątek niemiecka prasa.

"Dla Rosji prawdziwym zagrożeniem nie jest NATO, amerykański system obrony przeciwrakietowej ani sankcje; jest nim zacofanie kraju", co "w swoim orędziu do narodu przyznał sam Putin" - podkreśla "Sueddeutsche Zeitung".

"Putin nie ma żadnej recepty na to, że jego kraj w światowych zestawieniach spada coraz niżej, jeśli chodzi o standard życia, innowacje i gospodarkę. Kieruje krajem od 18 lat, za długo, by można było wierzyć w jego zapewnienia o prawdziwej modernizacji. Putin to obecnie uosobienie zastoju, ale zwycięstwo nad starym rywalem - USA - nadal pociesza, nawet jeśli odnoszone jest tylko na symulacjach komputerowych" przedstawionych w ramach orędzia - pisze dziennik.

Reklama

W osobnym artykule "SZ" zwraca uwagę, że po raz pierwszy prezydenckie orędzie do narodu przesunięto z grudnia aż na marzec, przez co przemowa Putina "nabrała charakteru programowego wystąpienia na kolejne sześć lat na Kremlu".

Przyspieszenie programu zbrojeń

Także "Tagesspiegel" ocenia mowę Putina jako "wystąpienie wyborcze" przed wyborami prezydenckimi wyznaczonymi na 18 marca. "Putin nie pozostawia wątpliwości, że co najmniej do (końca kolejnej prezydenckiej kadencji w 2024 roku) widzi się nadal jako przywódcę rządzącego Rosją żelazną ręką", a Rosja w jego wizji jest krajem, "na który z czcią mają spoglądać inne państwa, który z determinacją podąża własną wyjątkową drogą".

Putin jasno przedstawił, "co rozumie pod pojęciem nieziszczonej dotąd 'modernizacji' - ma to być przyspieszenie gigantycznego programu zbrojeń, który może dramatycznie zmienić militarny układ sił na świecie" - ocenia w czwartkowym komentarzu "Die Welt". Zaznacza przy tym, że "deklaracje Putina, jakoby jego nowe 'Wunderwaffen' miały służyć tylko zapewnieniu pokoju, są aż nazbyt dobrze znane z czasów ZSRR".

W ocenie gazety rosyjski prezydent najprawdopodobniej nie zamierza użyć nowej broni w przewidywalnej przyszłości, a jego "przechwałki" mają zastraszyć Zachód i być ostrzeżeniem dla każdego, kto chciałby przeciwstawić się jego "agresywnym zachciankom i planom stworzenia nowego porządku światowego", demonstrowanym obecnie w Syrii i na Ukrainie.

Cytowany przez "Die Welt" ekspert ds. polityki zagranicznej w liberalnej FDP Alexander Graff Lambsdorff ocenia, że groźby Putina "w mniejszym stopniu dotyczą USA, a w większym - jego obaw, że frekwencja podczas najbliższych wyborów prezydenckich okaże się zbyt niska". Według niego jest to "potrząsanie szabelką w celu zmobilizowania elektoratu".

Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" dzięki czwartkowemu wystąpieniu rosyjskiego prezydenta "Rosja i świat wiedzą już, czego spodziewać się (...) w kolejnej kadencji Putina - polityki 'ludowych rakiet atomowych". Jak dodaje gazeta, "pokaz broni to punkt kulminacyjny jego przemówienia, a wręcz politycznego życia w Rosji od dłuższego czasu". Przedstawiony przez niego "katalog broni w najbliższym czasie będzie spędzał sen z powiek (...) zachodnim politykom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo", podobnie jak pytanie, "w jakim stopniu to, co zaprezentował Putin, naprawdę istnieje".

Według "FAZ" wystąpienie rosyjskiego przywódcy było nie tylko "tradycyjną zapowiedzią walki" pod adresem USA i NATO, ale też "sposobem na zastraszenie przede wszystkim państw europejskich według wzoru wyznaczonego już przez rozmieszczenie rakiet Iskander, zdolnych do przenoszenia ładunków atomowych, w obwodzie kaliningradzkim".

Dziennik komentuje też część gospodarczą, krajową, czwartkowej przemowy Putina. "Wszyscy wiedzą, że nie będzie żadnych prawdziwych reform gospodarczych, zwłaszcza że po latach recesji rosyjska gospodarka ma odnotować niewielki wzrost"; "jasne jest też po raz kolejny, że Putin nie zamierza tak naprawdę walczyć z korupcją". W kraju z ogromną i powiększającą się przepaścią między biednymi i bogatymi, towarzysze samego Putina to "beneficjenci systemu władzy i redystrybucji, regularnie obnażanego przez Aleksieja Nawalnego", jednego z przywódców rosyjskiej opozycji i walczącego z korupcją blogera.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje