Reklama

Reklama

Masowa demonstracja klimatyczna w Nowym Jorku

Setki tysięcy ludzi wyszły w niedzielę na ulice Nowego Jorku w marszu klimatycznym, żądając działań na rzecz uratowania planety. Wzięli w nim udział m.in. sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon i były wiceprezydent USA Al Gore i burmistrz miasta Bill de Blasio.

W demonstracji, która rozpoczęła się przed południem na Columbus Circle tysiące ludzi żądało redukcji emisji zanieczyszczeń powodujących globalne ocieplenie oraz bezzwłocznych działań i przeobrażeń w polityce unikającej, do tej pory, skutecznych rozwiązań.

Reklama

"Huffington Post", a także strona internetowa http://peoplesclimate.org/ podały, że w manifestacji wzięło udział ponad 300 tys. osób.  Organizatorzy nazwali ją "największym marszem klimatycznym w historii".

Demonstranci przybyli z odległych stanów takich jak Kalifornia i Waszyngton oraz z tak dalekich krajów jak Brazylia, RPA, czy Australia. Skandowane okrzyki, intonowane pieśni, hasła na transparentach i koszulkach wzywały do zapobieżenia klimatycznej katastrofie.

"Zieleń najlepszym rozwiązaniem aby powstrzymać zanieczyszczenia", "Zmieńcie politykę, a nie klimat", "Zwróćcie się w stronę utopii", Dobrą planetę trudno znaleźć, chrońmy naszą", "Zmiany klimatyczne zagrożeniem dla zdrowia", "Koniec z debatą", "Akcja konieczna natychmiast - głosiły postulaty uczestników protestu.

Uczestnicy marszu przeszli ponad trzykilometrową trasą ulicami miasta z planszami, różnobarwnymi flagami i parasolkami. Były balony, rydwany, makiety globusów, zagrożonych gatunków itp.

Organizatorzy protestu przestrzegali przed uciekaniem się do przemocy. Nie wszyscy byli jednako wstrzemięźliwi w swoich opiniach. Łączyli zagrożenia dla planety  z niesprawiedliwością, poddawaną krytyce taktyką wielkich korporacji i jednego procenta najbogatszych Amerykanów. Wzywali do tworzenia miejsc pracy i walki z AIDS. W kolorowym tłumie widać było nawet takie hasła jak: "Jesteśmy wściekli" czy "Zmiany klimatyczne symptomem, kapitalizm chorobą, socjalizm rozwiązaniem".

- Zorientowaliśmy, że politycy ciągle grają na zwłokę. ONZ niewiele może. Dlatego bierzemy sprawę naszej ziemi-matki w swoje ręce. Ktoś wreszcie musi wykazać odpowiedzialność za przyszłość, za nasze dzieci. Może milionerzy przeniosą się na inną planetę, ale nas na to nie stać - powiedział PAP Joe Carr z Queensu.

Dla dodania dramatyzmu wydarzeniu ok. godz. 13 zarządzono chwilę ciszy, która przerodziła za moment w kakofonię okrzyków, gwizdów, dźwięków bębnów, tub, rogów i telefonów komórkowych. Miało to stanowić alarm dla odpowiedzialnych za losy świata.

Obywatelski Marsz Klimatycznym zaplanowany został w Nowym Jorku na dwa dni przed rozpoczynającym się w mieście szczytem klimatycznym ONZ z udziałem ponad 120 przywódców różnych krajów w tym prezydentów USA Baracka Obamy i Bronisława Komorowskiego.

Wśród znanych osobistości popierających protest maszerowali aktorzy Leonardo DiCaprio oraz Mark Ruffalo, miliarder, filantrop i ekolog menedżer funduszu hedgingowego Tom Steyer, a także kilku senatorów USA. Na manifestację przyjechała brytyjska prymatolog Jane Goodall, jedna z najwybitniejszych na świecie badaczek dzikiej fauny.

Demonstranci reprezentowali wszystkie rasy i profesje. Pojawili się politycy, lekarze, przywódcy religijni, inżynierowie, artyści, naukowcy, przedstawiciele organizacji społecznych, związków zawodowych i studenci. Dorosłym towarzyszyły maleńkie nawet dzieci.

Do organizatorów marszu nowojorskiego należą m.in. Sierra Club, Avaaz, New York City Environmental Justice Alliance, Climate Justice Alliance. Wsparcia udzieliło protestowi 1570 instytucji partnerskich.

Jak przekonywał w jednym z wywiadów dyrektor wykonawczy Sierra Club Michael Brune, manifestacja dowiodła siły jej uczestników.

- To zróżnicowana koalicja. Jest rozległa, rośnie w siłę i różnorodność. Jest też  coraz bardziej zniecierpliwiona słabym tempem postępu - dodał szef Sierra Club.

Dowiedz się więcej na temat: zmiany klimatyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne