Reklama

Reklama

Marine Le Pen straci połowę wynagrodzenia z PE

Liderka francuskiego Frontu Narodowego i kandydatka na prezydenta Francji straci połowę swej pensji oraz świadczenia przysługujące jej jako europosłance za nieprawidłowe wydanie 300 tysięcy euro z kasy europarlamentu - poinformowały w środę źródła w PE.

We wtorek o północy upłynął termin, w którym Le Pen miała zwrócić Parlamentowi Europejskiemu 300 tysięcy euro. Według ustaleń unijnego urzędu ds. zwalczania nadużyć finansowych OLAF pieniądze te francuska europosłanka przeznaczyła na wynagrodzenie dla asystentki, która w rzeczywistości pracowała tylko dla partii Le Pen we Francji. Jest to niezgodne z regulaminem PE.   

Reklama

Le Pen odmówiła jednak zwrotu nieprawidłowo wydanych środków, dlatego do końca kadencji zostanie pozbawiona połowy pensji w wysokości około 8,5 tysiąca euro miesięcznie. Także dzienna dieta europosłanki zostanie obcięta o połowę. Od marca Le Pen ma też stracić ryczałt na utrzymanie biura.   

Kara została wyliczona tak, by do końca obecnej kadencji PE odzyskał od eurodeputopwanej nieprawidłowo wydane 300 tysięcy euro. Miesięcznie PE może odzyskać ponad 8000 euro.   

Według źródeł w PE francuska polityk może stracić jeszcze więcej, bo do końca lutego ma zwrócić kolejne 40 tysięcy euro, które - według OLAF-u - także zostały nieprawidłowo wydane na zatrudnienie asystenta.   

Marine Le Pen już jesienią ub. roku, gdy europarlament zażądał zwrotu nieprawidłowo wydanych pieniędzy, zapowiedziała skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE. W ubiegłym tygodniu napisała na Twitterze, że procedurę przeciwko niej i politykom jej frakcji rozpoczął socjalista Martin Schulz, ówczesny szef PE. "Przeszkadzamy im w Parlamencie Europejskim, jesteśmy ich opozycją i chcą naszej skóry" - napisała europosłanka.   

Także kilkorgu innych eurodeputowanych partii Le Pen zarzucono nieprawidłowe wydawanie środków z europarlamentu. Ojciec liderki Frontu Narodowego, Jean-Marie Le Pen, miał zwrócić do kasy PE 320 tysięcy euro. On również odmówił, dlatego w ubiegłym roku europarlament pozbawił go części wynagrodzenia.   

Szef frakcji centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej, Niemiec Manfred Weber oświadczył w środę, że "oskarżenia rzucane przez Marine Le Pen wobec Parlamentu Europejskiego są skandaliczne". "Regulamin Parlamentu Europejskiego dotyczy wszystkich 751 posłów, bez wyjątków. Marine Le Pen zdaje się jednak uważać, że stoi ponad prawem. To pokazuje prawdziwą naturę Frontu Narodowego" - ocenił Weber.   

"Marine Le Pen jest naciągaczem, który łamie zasady i musi zwrócić PE 300 tys. euro z pieniędzy podatników. Nie można tolerować tego typu nadużyć" - dodał.   

Z Brukseli Anna Widzyk (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL