Reklama

Reklama

Ludzie mają dość skrajnej prawicy. Nawet tam

Ponad dwa tysiące osób utworzyło w minioną sobotę w Pasewalku na północnym wschodzie Niemiec dwukilometrowy łańcuch ludzkich rąk, by zaprotestować przeciwko festynowi neonazistów. Był to pierwszy tak liczny protest w regionie, uchodzącym za bastion brunatnych.

"W tych okolicach być przeciwko skrajnej prawicy wcale nie jest łatwo" - przekonywał pochodzący ze Śląska Waldemar Okon, który od 18 lat mieszka w niemieckim landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie. "Jeśli w pobliskiej wiosce, która ma 100 mieszkańców, dziesięciu należy do partii neonazistowskiej, to oni mają siłę. Ludzie po prostu boją się w ogóle wykazać inny pogląd polityczny. Tym bardziej należy docenić to, co dziś się tu wydarzyło" - tłumaczył.

"Zamierzali udowodnić, że ta okolica należy do nich"

Reklama

12-tysięczny malowniczy Pasewalk, położony niespełna 40 km od Szczecina, jest trzecim co do wielkości miastem powiatu Vorpommern-Greifswald. Przygraniczny region jest jednym z najbiedniejszych w Niemczech. Wielu młodych ludzi ucieka stąd na zachód i do miast, a ci, którzy zostają, często nie widzą dla siebie perspektyw. To oni są narybkiem neonazistowskiej Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD) i najpewniej jej elektoratem.

Przed rokiem w wiosce Koblentz NPD zdobyła ponad 30-procentowe poparcie w wyborach regionalnych, w kilku sąsiednich miejscowościach - ponad 20 proc. Dzięki poparciu na tych terenach posłowie skrajnie prawicowej partii zasiadają w parlamencie całej Meklemburgii-Pomorza Przedniego.

To właśnie w najsilniejszym bastionie NPD medialny organ skrajnej prawicy, gazeta "Deutsche Stimme" postanowiła zorganizować tegoroczny dwudniowy letni festyn. W sobotę do miejscowości Viereck pod Pasewalkiem miało przyjechać ponad tysiąc działaczy i sympatyków skrajnej prawicy. "Zamierzali udowodnić, że ta okolica należy do nich - ocenił Axel Falkenberg z policji w Anklam. - Ale ten plan spalił na panewce".

W Pasewalku oraz sąsiednich miastach i wioskach przeciwnicy neonazistów uznali bowiem, że najwyższy czas skończyć z ignorowaniem i tolerowaniem brunatnych. Zdołali połączyć swoje siły i zakłócić święto NPD. W ciągu czterech tygodni sojusz, złożony z kilkudziesięciu organizacji pozarządowych, polityków wszystkich demokratycznych ugrupowań i burmistrzów okolicznych miejscowości zorganizował protest, który spotkał się z nadspodziewanie pozytywnym odzewem mieszkańców.

"Nie mogliśmy sobie pozwolić na to, by dalej odwracać wzrok od poczynań NPD. Gdybyśmy nie zrobili nic, to mówiono by, że w Pasewalku neonaziści mogą sobie świętować do woli. Na szali była przyszłość naszego miasta" - przyznał burmistrz Pasewalku Rainer Dambach, jeden z inicjatorów akcji pod hasłem "Pomorze Przednie otwarte na świat, demokratyczne i kolorowe".

"Okopali się w swojej twierdzy"

Najpierw mnożąc przeszkody administracyjne lokalne władze zmusiły NPD do skrócenia festynu w Viereck do jednego dnia. Teren swojej imprezy prawicowi ekstremiści ogrodzili wysokim płotem, tak by nie sposób było zobaczyć, co dzieje się w środku. "Okopali się w swojej twierdzy" - podsumował komisarz Falkenberg.

Szacuje on, że w sobotę na festyn przyjechało około 500 sympatyków skrajnej prawicy, których witały gwizdy i buczenie ludzi tworzących dwukilometrowy, wielobarwny łańcuch wzdłuż drogi do Viereck. Byli wśród nich Polacy mieszkający w Pasewalku i okolicach. Przeciwko nim często zwraca się propaganda NPD.

"Chcielibyśmy, by ludzie tutaj pokojowo ze sobą współżyli. Wysokie poparcie dla NPD na tych terenach bardzo nas niepokoi. Wszyscy w Niemczech mówią o brunatnej bazie na północy. Trzeba temu oddolnie przeciwdziałać. Dlatego przyjechaliśmy na demonstrację" - powiedziała Klaudia Schipek. Jej zdaniem NPD wiele obiecuje sfrustrowanym młodym mieszkańcom wschodnich rubieży Niemiec i sprawia wrażenie, że tylko ona się o nich troszczy. "Trzeba tej młodzieży uświadamiać, że to propaganda i puste słowa. Przecież historia tego nas nauczyła" - dodała Schipek.

Zastępca starosty powiatu Vorpommern-Greifswald Dennis Gutgesell przyznaje, że same demonstracje nie wystarczą, by osłabić NPD w regionie. "Można powiedzieć, że władze i mieszkańcy się przebudzili. Teraz trzeba się zastanowić, dlaczego tak wielu ludzi popiera neonazistów. Nie obejdzie się bez samokrytyki. Ludzie są niezadowoleni i dają temu wyraz skłaniając się ku radykalnym grupom. Tych ludzi musimy odzyskać. Przed nami wiele pracy" - powiedział chadecki polityk.

O tym, że "nawrócenie" radykałów nie będzie łatwe, przekonany jest 70-letni Dietrich Doepping, który na demonstrację przyjechał z niedalekiego Anklam. "Trzeba dać tym młodym ludziom perspektywę. Tutaj nie ma pracy, środki finansowe na inicjatywy młodzieżowe są ograniczane. Jest źle. Żeby młodzieży nie ciągnęło do skrajnej prawicy, trzeba się o nią troszczyć" - ocenia.

Trzy osiemnastoletnie mieszkanki Pasewalku: Paulina, Vicki i Laura mają neonazistów wśród szkolnych kolegów. "Ich na pewno nie będzie łatwo przekonać do zmiany poglądów. Oni głęboko wierzą w ideologię NPD i nie chcą słuchać żadnych innych argumentów. Trudno w ogóle z nimi gadać na ten temat" - przyznają uczennice. Ich zdaniem dla niektórych młodych ludzi bardzo ważne jest poczucie przynależności do wspólnoty, jakie dają im organizacje neonazistowskie.

Czy pomimo oczekiwanych trudności mobilizacja przeciwko brunatnym w Pasewalku pozostanie trwała, okaże się po następnych wyborach w regionie za cztery lata. Miarą sukcesu inicjatywy, która doprowadziła do sobotniej demonstracji, będzie poparcie wyborcze dla NPD.

Z Pasewalku Anna Widzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy