Reklama

Reklama

Londyn wypowie Europejską Konwencję Praw Człowieka?

Brytyjscy konserwatyści wzmagają kampanię rewindykacyjną wobec Europy. Niezależnie od sporów kompetencyjnych z Unią Europejską, Londyn chciałby zmniejszyć swoje podporządkowanie Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka. Torysi mają mu za złe udzielenie prawa głosu więźniom, utrudnianie deportacji kryminalistów i ekstradycji podejrzanych o terroryzm.

- Mówimy dość tego, basta - to nasz parlament musi mieć ostateczny głos i móc powiedzieć: nie tak chcemy wdrażać prawa człowieka - powiedział brytyjski minister sprawiedliwości Chris Grayling. I zapowiedział podjęcie prac nad własną, brytyjską Kartą Praw, na wzór Magna Charty z 13 wieku, fundamentu demokracji i rządów prawa.

Reklama

Ale nie wszyscy konserwatyści chcą wypowiedzieć posłuszeństwo Trybunałowi w Strasbourgu, a nawet samą Europejską Konwencję Praw Człowieka. Były naczelny radca prawny rządu, Dominic Grieve powiedział BBC: "Zawsze byliśmy w centrum obrony praw człowieka w świecie, z nieocenionymi korzyściami dla bardzo wielu ludzi".

Opozycja podkreśla, że Wielka Brytania stanęłaby w jednym szeregu z Białorusią, która jako jedyne państwo Europy nie podpisała Konwencji Praw Człowieka. Pretensje do Trybunału wydają się zresztą przesadne, bo na 1700 spraw wniesionych w zeszłym roku przez brytyjskich obywateli, tylko w ośmiu Trybunał orzekł przeciwko brytyjskiemu rządowi.

Dowiedz się więcej na temat: Europejska Konwencja Praw Człowieka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje