Reklama

Reklama

​Londyn: Chcieli rozbudować wart 43 mln zł dom. Budynek złożył się jak domek z kart

Około 40 osób ewakuowano po tym, jak runął jeden z budynków na ekskluzywnej ulicy w londyńskim Chelsea. - To było surrealistyczne - stwierdził 30-latek mieszkający w pobliżu. Właściciele chcieli zbudować w domu mega piwnicę.

Okolica słynie z tego, że zamieszkują ją zamożne osoby, celebryci i biznesmeni. Niedaleko mieli swoje domy między innymi Mick Jagger i Roman Abramowicz.

Reklama

W nocy z poniedziałku na wtorek (2 na 3 listopada) mieszkańców spokojnej ulicy, której zabudowa pochodzi z XVIII wieku, zostali wyrwani ze snu przez potężny huk. Na miejscu zjawiły się służby ratunkowe, które zastały ruiny wartego 8,5 mln funtów (w przeliczeniu około 43 mln zł) luksusowego domu. W chwili przybycia ratowników nie było wiadomo, czy ktokolwiek ucierpiał. Mieszkańcy zostali ewakuowani i zajęto się zabezpieczaniem rumowiska oraz sąsiadujących z nim budynków.

Media szybko dowiedziały się, do kogo należy zawalony budynek. Okazało się, że właściciele nieruchomości to rodzina słynnego producenta filmowego, zmarłego w 2000 roku Arthura Abelesa, który był szefem brytyjskiego oddziału hollywoodzkiej wytwórni Warnej Bros. Właściciele chcieli rozbudować dom, między innymi dodając trzymetrowe przedłużenie piwnicy i taras na jego dachu. W sierpniu ubiegłego roku władze miejskie dla Kensington i Chelsea wydały im pozwolenie na budowę.

Władze ostrzegały

Władze ostrzegały w liście aplikacyjnym, że "jeśli nie będzie odpowiednio zarządzana, prace budowlane mogą prowadzić do znacznego negatywnego wpływu na lokalne środowisko, zmniejszając udogodnienia mieszkaniowe i bezpieczne funkcjonowanie drogi".

Wniosek dotyczący planowania dla sąsiedniej nieruchomości, w której także trwały prace remontowe, został złożony niecałe dwa tygodnie temu, z pismem rady z dnia 23 października, w którym szczegółowo opisano "wykop piwnicy, wyburzenie rozbudowy i tarasu dachowego oraz zastąpienie go dwukondygnacyjnym przedłużeniem tylnym z tarasem na dachu i jednokondygnacyjnym przedłużeniem w niskim parterze ".

Jak podkreślają sąsiedzi, na których powołuje się BBC, w budynkach były prowadzone prace remontowe, które obejmowały także piwnice. - Pracownicy kopali w nich od kilku tygodni - powiedziała jedna z mieszkających po sąsiedzku osób. - Dach runął do środka, zabierając ze sobą całą resztę - dodała.

Zamiast domu o jeszcze wyższej wartości rynkowej właściciele mają teraz do dyspozycji stertę gruzu. Ich bezpośredni sąsiedzi, którzy równocześnie prowadzili remont mogą mówić o szczęściu - ich nieruchomość nadal stoi. Wyjaśnieniem przyczyn katastrofy budowlanej zajmie się Departament Zdrowia i Bezpieczeństwa.   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje