Reklama

Reklama

L​itwa: Wybory parlamentarne. Wystartuje około 130 Polaków

Około 130 litewskich Polaków z różnych opcji politycznych wystartuje wyborach parlamentarnych na Litwie, które odbędą się w niedzielę (11 października). Zdecydowana większość, prawie 120, startuje z listy partii Akcja Wyborcza Polaków na Litwie - Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR). Realne szanse na zdobycie mandatu mają Ewelina Dobrowolska oraz Robert Duchniewicz.

- Im więcej Polaków w naszym Sejmie, tym lepiej, niezależnie od tego, jakimi drzwiami wchodzą do parlamentu - mówi politolog Andrzej Pukszto.

Reklama

Od 30 lat AWPL-ZChR ma swoich przedstawicieli w litewskim Sejmie, a przed czterema laty zdobyła osiem mandatów (na 141), stworzyła własną frakcję sejmową i przez ostatni rok należała do koalicji rządzącej. Partia liczy co najmniej na utrzymanie obecnej pozycji.

Polacy z realnymi szansami

Tradycyjnie Polacy starują też z list innych litewskich partii. Tym razem takich kandydatów jest około 10, ale realne szanse na zdobycie mandatu mają tylko Ewelina Dobrowolska, radna Wilna, zajmująca ósmą pozycję na liście liberalnej Partii Wolności (LP), oraz Robert Duchniewicz, radny rejonu wileńskiego, startujący pod numerem 10 z listy Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP).

- Jestem młodą osobą, mam poglądy lewicowe, a partia (AWPL-ZChR) Waldemara Tomaszewskiego jest partią konserwatywną. Nie odpowiadają mi jej wartości - mówi Duchniewicz.

Pukszto podkreśla, że od lat otwarte pozostaje pytanie, kto mógłby lepiej reprezentować Polaków na Litwie w Sejmie: Polacy startujący z list innych partii czy z AWPL-ZChR, której czołowymi postulatami nie są już sprawy mniejszości narodowej, lecz wartości chrześcijańskie, tradycyjny model rodziny i sprawiedliwość społeczna.

- Oddając głos w wyborach, powinniśmy wybierać nie tylko partie, ale też poszczególne osoby - mówi Dobrowolska. - Jeżeli chcemy, by rozstrzygnięte zostały kwestie litewskich Polaków, to powinniśmy głosować na tych kandydatów, którzy tą sprawą się zajmują - podkreśla.

Dobrowolska jest prawniczką, współpracuje z Europejską Fundacją Praw Człowieka. Od ośmiu lat reprezentuje przed litewskimi sądami osoby walczące o poprawny zapis swego imienia i nazwiska w litewskich paszportach, w tym Polaków. Zgodnie z obowiązującym na Litwie prawem wszystkie nazwiska są zapisywane w formie zlituanizowanej.

Dobrowolska wygrała już w sądach ponad 100 takich spraw. Z jej inicjatywy samorząd Wilna pozwolił petentom zwracającym się do urzędu miasta w formie pisemnej na używanie nie tylko języka państwowego, ale i na przykład polskiego. Prawniczka przewodniczyła także grupie roboczej, która przygotowała konsultowany teraz w poszczególnych ministerstwach projekt ustawy o mniejszościach narodowych.

- Jeżeli chodzi o sprawy polskie na Litwie, jednym z głównych zadań przyszłego parlamentu będzie przyjęcie ustawy o mniejszościach narodowych - ocenia Dobrowolska. Stara ustawa wygasła 10 lat temu. Od tego czasu zgłoszono kilka nowych projektów, ale żaden nie został zaakceptowany. Dobrowolska mówi, że projekt przygotowany pod jej kierownictwem "jest kompromisowy i ma duże szanse na przyjęcie".

"Ustawy o mniejszościach narodowych nie jest panaceum"

Tymczasem przewodniczący AWPL-ZChR Tomaszewski zaznacza, że "przyjęcie ustawy o mniejszościach narodowych nie jest panaceum".

- Przez pierwsze 20 lat niepodległej Litwy taka ustawa funkcjonowała, była ona dobra, niemniej jednak Polscy byli karani grzywnami za używanie języka polskiego w przestrzeni publicznej - zauważa Tomaszewski.

Przypomina, że Litwa w 2000 r. podpisała i ratyfikowała bez wyjątków konwencję ramową o ochronie praw mniejszości narodowych, która określa prawa mniejszości. - Powinniśmy dążyć do posiadania wpływów na władze wykonawcze, by konwencja była realizowana - podkreśla prezes AWPL-ZChR.

Chociaż czołowe postulaty AWPL-ZChR nie są bezpośrednio związane z sytuacją Polaków na Litwie, Tomaszewski mówi, że w programie wyborczym jego ugrupowania zapisano, że "prawa mniejszości narodowych na Litwie powinny być identyczne jak w niektórych krajach Unii Europejskiej, na przykład w Danii, Niemczech, Finlandii".

"Powoli zachodzi pozytywna zmiana"

Według Pukszty sprawa rozstrzygnięcia problemów mniejszości narodowych, w tym litewskich Polaków, którzy są najliczniejszą mniejszością w kraju, stanowiącą 5,6 proc. mieszkańców, staje się sprawą ogólnokrajową.

- Powoli zachodzi pozytywna zmiana w spojrzeniu na to elit politycznych, kulturalnych kraju - mówi politolog. Podkreśla, że do zmiany poglądu Litwinów na sprawy polskie w wielkiej mierze przyczynił się obecny rząd Sauliusa Skvernelisa i sam premier, bardzo przychylny Polsce i kontaktom polsko-litewskim.

Za czasów jego rządu nastąpił przełom m.in. w oświacie polskiej na Litwie. Szkołom polskim pozwolono na korzystanie z podręczników sprowadzanych z Polski, na co wcześniej przez lata nie było zgody. Pojawiła się też zapowiedź, że na listę obowiązkowych egzaminów maturalnych w szkołach polskich powróci język polski, o co od lat walczą Polacy.

W ocenie Pukszty, mimo pozytywnych zmian, w kwestii litewskich Polaków "ciągle pozostają sprawy do załatwienia".

Zdaniem politologa zadaniem Sejmu nowej kadencji i nowego rządu będzie przede wszystkim przyjęcie ustawy o mniejszościach narodowych, przygotowanie wizji rozwoju ich szkolnictwa, wsparcie ich kultury i mediów.

Pukszto przytacza przykład opublikowanego w tym tygodniu sondażu przeprowadzonego przez Wileński Instytut Analiz. Wynika z niego, że 50 proc. elektoratu AWPL-ZChR ufa powszechnie dostępnym na Litwie rosyjskim kanałom telewizyjnym i radiowym, a 15 proc. darzy je bezgranicznym zaufaniem.

Według politologa są to bardzo niepokojące dla bezpieczeństwa narodowego kraju dane, które pokazują, że Wileńszczyzna, gdzie koncentruje się elektorat tej partii, pozostaje pod wpływem propagandy rosyjskiej.

Z Wilna Aleksandra Akińczo 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje