Reklama

Reklama

Kreml: Dane o wypadku, w którym zginęli marynarze, są tajemnicą państwową

Część danych o pożarze, w którym zginęło 14 marynarzy jednostki głębinowej, stanowi tajemnicę państwową; nie będą one podane do wiadomości publicznej - poinformował w środę rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Nie ujawnił, na jakiej jednostce doszło do katastrofy.

"W całości informacje te nie mogą być rozgłaszane publicznie, odnoszą się one do kategorii danych ściśle tajnych. Jest rzeczą absolutnie normalną, że tego się nie ujawnia" - powiedział Pieskow. Jak dodał, chodzi o informacje stanowiące tajemnicę państwową, która jest przestrzegana "w interesach państwa i bezpieczeństwa państwowego". Dane te nie będą upublicznione również w późniejszym terminie - zapowiedział.

Reklama

Rzecznik prezydenta Władimira Putina nie odpowiedział na pytanie, czy chodzi o okręt podwodny o napędzie nuklearnym. Pieskow podkreślił, że pełnymi informacjami na temat wypadku dysponuje prezydent Rosji jako zwierzchnik sił zbrojnych. Nie wyjaśnił, czy Putin spotka się z rodzinami ofiar, a jedynie wskazał, że do bazy marynarki wojennej w Siewieromorsku udał się na polecenie prezydenta minister obrony Rosji Siergiej Szojgu.

W środę szef resortu obrony spotkał się w Siewieromorsku z komisją badającą przyczyny katastrofy. Mówiąc o śmierci 14 członków załogi, Szojgu podkreślił, że "pozostałych udało się uratować". Według jego słów na pokładzie był cywilny specjalista, który "został ewakuowany jako pierwszy". Do tej pory nie informowano oficjalnie o uratowanych ani o liczebności załogi.

"Marynarze zachowali się w sposób bohaterski"

"W sytuacji krytycznej marynarze zachowywali się w sposób bohaterski. Z komory objętej pożarem ewakuowali przede wszystkim cywilnego przedstawiciela przemysłu, zamknęli za nim na głucho luk, aby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się pożaru" - oświadczył Szojgu. Oznajmił, że marynarze "kosztem własnego życia wykonali trudne zadanie - zlikwidowali ognisko pożaru, uratowali swych towarzyszy i aparat głębinowy".

Nieoficjalne informacje o uratowanych pojawiły się już wcześniej w mediach; według dziennika "Kommiersant" hospitalizowano pięciu marynarzy. U poszkodowanych stwierdzono oparzenia różnego stopnia i zatrucie toksycznymi produktami spalania - przekazał szef niezależnego radia Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow.

Media utrzymują, że na jednostce, gdzie wybuchł pożar, znajdowało się 25 ludzi.

Trwa kontrola


Media podały także, że marynarze, którzy zginęli w pożarze, służyli w jednostce w Petersburgu. Potwierdził to w środę Aleksandr Biegłow, który pełni obowiązki gubernatora miasta nad Newą. Biegłow nie podał danych o jednostce wojskowej, ale według "Kommiersanta" chodzi o mieszczącą się w Peterhofie jednostkę o numerze 45707. Portal RBK poinformował, że w związku ze śmiercią marynarzy w jednostce tej trwa kontrola. Nie jest jasne, kto ją prowadzi, ale źródła RBK przekazały, że znajdują się tam funkcjonariusze kontrwywiadu wojskowego i prokuratorzy wojskowi.

W mediach pojawiły się nazwiska czterech marynarzy, choć oficjalnie tożsamości 14 zabitych nie podano. Putin wspomniał, że było wśród nich siedmiu oficerów w stopniu kapitana I rangi (odpowiednik komandora - przyp. red.) i dwie osoby odznaczone tytułem Bohatera Rosji. Portale internetowe przypuszczają, że chodzi o Denisa Dołonskiego i Nikołaja Filina. Dołonski był dowódcą okrętu podwodnego AS-12 i przed kilkoma laty otrzymał tytuł Bohatera Rosji za badania Arktyki i Antarktydy - podał portal Baza. Oficjalnie informacje te nie zostały potwierdzone.

Imiona ofiar, bez nazwisk, pojawiły się na stronie internetowej świątyni w Murmańsku, która zapowiedziała nabożeństwo za zmarłych w środę. Imiona te są jak dotąd jedyną listą ofiar.

O katastrofie, do której doszło 1 lipca na Morzu Barentsa, ministerstwo obrony poinformowało we wtorek, podając, że 14 marynarzy zginęło w rezultacie pożaru na głębinowej jednostce badawczej należącej do floty wojennej. Liczne źródła cytowane przez media oceniają, że może chodzić o mały okręt głębinowy AS-12, znany jako Łoszarik. Przyczyna pożaru nie jest znana, pojawiają się wersje m.in. o zwarciu elektrycznym. To najtragiczniejszy wypadek w rosyjskiej flocie podwodnej od 2008 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje