Reklama

Reklama

Kontrole dokumentów. Reakcja Szwecji na kryzys migracyjny

Bez okazania dowodu tożsamości nikt nie może od północy wjechać na teren Szwecji, podróżując pociągiem, autobusem lub promem. Szwedzkie władze wprowadziły ten przepis na pół roku - jako reakcję na kryzys migracyjny i coraz większą liczbę uchodźców przybywających do Europy.

Na razie kontrole przebiegają sprawnie, ale przewoźnicy są pewni obaw o przyszłość. To na nich spadła bowiem odpowiedzialność za prowadzanie kontroli. Szwedzka Straż Graniczna wydała instrukcje, zgodnie z którymi sprawdzenie może przebiegać w dwóch wariantach; trzeba albo skopiować dowód tożsamości albo okazać listę pasażerów, na której będzie podane, jakiego rodzaju dokument został przedstawiony. 

Reklama

Takie kontrole to nowość dla obywateli Danii i Szwecji, przyzwyczajonych do przekraczania granicy bez obowiązku legitymowania się. Christel Grip, rzeczniczka firmy Swebus obsługującej regularne kursy do Kopenhagi, powiedziała szwedzkiemu radiu publicznemu, że trzeba było zatrudnić firmą zewnętrzną, by sprawnie prowadzić kontrole.

Przyznała, że personel radzi sobie ze skontrolowaniem tak wielkiej liczby osób, ale wnikliwa ocena ich dokumentów tożsamości może być trudna. Jak powiedziała, policyjne instrukcje są jasne. Dokument powinien zawierać dane osobiste, zdjęcie, podpis, datę ważności. Trudna jednak może być ocena na przykład tego, czy dana osoba jest tą samą co na fotografii albo czy dziecko rzeczywiście nie skończyło 18 lat. Jeśli bowiem jest małoletnie, to nie musi się legitymować. 

Duński operator kolei DSB poinformował pasażerów, że w związku z kontrolami należy liczyć się z opóźnieniami. Brak dokumentacji kontrolnej może spowodować nałożenie kary pieniężnej na operatorów transportowych. Ci zaś podkreślają, że dopiero najbliższe dni pokażą, jak funkcjonują kontrole. Nadal bowiem, z powodu niedawnych świąt, ruch jest mały. 

Komentując wprowadzenie przez Danię kontroli na granicy z Niemcami, szwedzki minister sprawiedliwości i migracji Morgan Johansson powiedział, że to dobra decyzja i powinna była zapaść wcześniej. Dania służyła bowiem za kraj tranzytowy dla uchodźców, co nie jest zgodne z zasadami Schengen.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy