Reklama

Reklama

Koniec nadziei dla setek amatorów loterii

Brytyjska loteria publiczna rozwiązała zagadkę wygranego losu na 33 miliony funtów. Chodzi o połowę puli z 16 stycznia, po którą początkowo nikt się nie zgłosił. Potem jednak zgłosiło się kilkaset osób, które wpadły na ten sam pomysł: kupon zaginął, zamókł na deszczu, sprał się, został zjedzony przez psa albo porwany przez wiatr.

Firma Camelot, która prowadzi brytyjską loterię, przygotowywała się już na półroczną procedurę dociekań, kto z licznych chętnych do wygranej mówi prawdę. Tymczasem nieoczekiwanie ogłosiła, że już dokonała wypłaty, nie podając nazwiska zwycięzcy, który zastrzegł sobie anonimowość. Może to tylko oznaczać, że Camelot otrzymał autentyczny, nie budzący żadnych wątpliwości kupon z trafioną szóstką.

Reklama

Największy zawód spotkał 48-letnią mieszkankę Worcester, w zachodniej Anglii, która jako pierwsza zgłosiła się z wydobytym z wypranych dżinsów kuponem. Widniały na nim właściwe numery, ale zatarły się data i numer seryjny. Kupon mógł być autentyczny, ale pochodzić z innego losowania. Reszta zgłoszeń to najprawdopodobniej próby oszustwa.
Już raz nie udało się stwierdzić, kto wygrał prawie 64 miliony funtów. Cała suma została wówczas przeznaczona na cele dobroczynne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje