Reklama

Reklama

Kolejna ofiara zamachu w Wiedniu zmarła w szpitalu. Relacja polskiego dziennikarza

Dwie osoby aresztowano w mieście Sankt Poelten w północno-wschodniej Austrii w związku z poniedziałkowymi atakami w Wiedniu, w wyniku których cztery osoby zginęły, a 17 zostało rannych - poinformowała agencja APA. Jeden z napastników zginął z rąk policji.

Szef MSW Austrii Karl Nehammer poinformował, że jeden ze sprawców, 20-latek o korzeniach północnomacedońskich, uprzednio karany na mocy przepisów o organizacjach terrorystycznych, miał austriacki i północnomacedoński paszport.

Przeszukany dom sprawcy

Reklama

Wcześniej Nehammer obwinił za poniedziałkowy zamach zwolenników Państwa Islamskiego.

- Atak w Wiedniu to próba osłabienia i podzielenia naszego demokratycznego społeczeństwa - powiedział szef austriackiego MSW. - Nie pozwolimy, aby nasze podstawowe prawa zostały nam odebrane - podkreślił Karl Nehammer.

- Minister spraw wewnętrznych podkreślał, że jest to atak na demokrację i tolerancję, która wyróżnia Republikę Austrii - relacjonował w Polsat News Sławomir Iwanowski, dziennikarz pisma Polonii austriackiej "Polonika".

Poszukiwani pozostali sprawcy

Minister spraw wewnętrznych poinformował, że najprawdopodobniej napastników było więcej, śledztwo w sprawie ataku trwa.

Polityk dodał, został już przeszukany dom jedynego - jak na razie - znanego sprawcy, który został zastrzelony przez policję. 

Z kolei szef austriackiej policji nie udzielał szczegółowych informacji o zamachu.

- Policja zebrała ponad 20 tys. nagrań, które są analizowane. Pochodzą z monitoringu i od mieszkańców Wiednia - stwierdził Iwanowski w Polsat News. - Policja jest powściągliwa, jeżeli chodzi o udzielanie informacji. Dziennikarze zadawali wiele pytań, można się domyślać, że policja wie więcej, niż chce przekazać - powiedział Iwanowski w Polsat News.

- Swoją pomoc zaoferowały Niemcy i Węgry. Austria skorzysta z niej, jeśli zajdzie taka potrzeba - przekazał Nehammer.

To był atak na zwykłych ludzi

- Nikt nie spodziewał się w Wiedniu, do tej pory mieście spokojnym, takiego ataku terrorystycznego - dodał polski dziennikarz, który tam pracuje. - Dziennikarze zastanawiają się, czy ta sytuacja ma związek z tym, że na ulicy, gdzie doszło do ataku, jest synagoga. Była ona jednak zamknięta, można się domyślić, że terroryści zdawali sobie z tego sprawę. Strzelali do ludzi, którzy siedzieli w ogródkach przy lokalach - powiedział Iwanowski.

- Wydaje się, że dzień nie był przypadkowo wybrany. Właśnie od dziś, w nocy z poniedziałku na wtorek (z 2 na 3 listopada), jest wprowadzany lockdown, czyli ograniczenie wyjść między godz. 22 a 6 rano. Będą też zamknięte lokale gastronomiczne. To był więc ostatni moment, bo była dobra pogoda i było bardzo dużo ludzi na ulicach. Dużo ludzi siedziało na zewnątrz lokali, chociażby ze względu na koronawirusa. Zamach był wymierzony w przeciętnych ludzi, którzy chcieli miło spędzić wieczór - powiedział Sławomir Iwanowski.

Według polskiego dziennikarza władze stolicy Austrii wprowadziły nadzwyczajne środki ostrożności po ataku.

- Dzieci w Wiedniu są we wtorek zwolnione z obowiązku szkolnego, policja apeluje, aby do pierwszej dzielnicy Wiednia, a więc do centrum, nie przyjeżdżać bez ważnego powodu, jakim jest chociażby praca - powiedział Iwanowski.

"Sytuacja w Polsce na bieżąco monitorowana"

O sytuację w Wiedniu pytany był w programie "Graffiti" w Polsat News wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker. Na pytanie, czy w związku z atakiem polskie służby zostały postawione na baczność, powiedział, że nasze służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo kraju obserwują sytuację w Austrii i w Europie.

- Przez całą noc pracował zespół antyterrorystyczny, który przedstawi wnioski wynikające ze swojej pracy premierowi i szefom służb - zaznaczył.

- Sytuacja związana z bezpieczeństwem Polaków, z bezpieczeństwem w naszej części Europy po tym zamachu jest na bieżąco monitorowana - powiedział wiceminister.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL