Reklama

Reklama

Kobiety wyzwalają Ścianę Płaczu

W Izraelu rośnie frustracja wobec dominacji ultraortodoksyjnego judaizmu. Symbolem stała się Ściana Płaczu, o prawo do modlitwy przy której walczy grupa kobiet.

W słoneczny grudniowy poranek ćwierć wieku temu grupa kobiet, które zjechały się do Jerozolimy na Żydowską Konferencję Feministyczną udała się pod Ścianę Płaczu. Owinięte w tałesy - szale modlitewne, na głos zaczęły odczytywać zwój Tory, który przyniosły ze sobą. Mężczyźni, którzy byli po drugiej stronie przepierzenia oddzielającego część dla mężczyzn i (mniejszą) dla kobiet zaczęli się denerwować, krzyczeć, grozić kobietom.

Reklama

Tak powstał ruch Kobiet Ściany Płaczu, walczących o równouprawnienie kobiet w modlitwie pod Ścianą Płaczu (Zachodnią - ha-Kotel ha-Maarawi), najświętszym miejscu judaizmu. W tradycji ultraortodoksyjnej tałes i czytanie zwojów Tory na głos są zarezerwowane dla mężczyzn.

Naczelny Rabinat Izraela, ultraortodoksyjna instytucja, sprawuje kontrolę nad miejscami kultu, w tym Ścianą Płaczu, ale też nad ślubami, rozwodami, pogrzebami i konwersjami religijnymi. W Izraelu rośnie frustracja z powodu dominacji ultraortodoksyjnego nurtu nad pozostałymi denominacjami judaizmu. Choć ultraortodoksyjni Żydzi stanowią ledwie 9 procent izraelskiego społeczeństwa, cieszą się wyjątkowymi przywilejami - szczodrym wsparciem finansowym z państwowego budżetu dla uczniów szkół religijnych i zwolnieniem z obowiązkowej służby wojskowej.

Ale obecny klimat polityczny nie sprzyja ultraortodoksyjnej społeczności, której partie po raz pierwszy od lat nie znalazły się w rządzącej koalicji. Za rozmontowanie ich przywilejów chce się zabrać nowy, cieszący się popularnością minister finansów Jair Lapid.

Na tej fali wypłynęły też Kobiety Ściany Płaczu. Ruch powstał z inicjatywy głównie amerykańskich Żydówek; wiele z nich należy do judaizmu reformowanego, bardziej progresywnego nurtu, w którym kobiety mają takie same prawa przy odprawianiu modłów jak mężczyźni.

- Pluralizm religijny to idea, która przyszła z zewnątrz; równouprawnienie różnych nurtów judaizmu nie było popularnym postulatem w Izraelu. Tu dominowała dychotomia: albo jesteś religijny, albo świecki. Kobiety Ściany Płaczu postrzegają świat inaczej, pracujemy z różnymi nurtami, szanujemy je i doceniamy. Idea pluralizmu religijnego powoli zadomawia się w Izraelu, i my jesteśmy tego częścią - powiedziała rzeczniczka Kobiet Ściany Płaczu Szira Pruce.

Choć przez 25 lat kobiety przychodziły modlić się pod Ścianę Płaczu w tałesach i ze zwojami Tory, często znieważane przez ultraortodoksyjnych Żydów i aresztowane przez policję, w Izraelu ich walka przez lata nie budziła poważnego zainteresowania. Teraz sytuacja się zmienia, a kobiety zyskują coraz więcej wsparcia ze strony izraelskich polityków, w szczególności partii Lapida.

- Obecne napięcia między ultraortodoksyjnymi Żydami a świecką częścią społeczeństwa doprowadziły do wspólnoty interesów Kobiet Ściany Płaczu i świeckiej części społeczeństwa. W centrum uwagi znalazła się kwestia wykluczenia kobiet; gdy kobiety sprzeciwiają się standardom skromności na ulicach i wysyłaniem ich na tyły w segregowanych autobusach, to ich walka staje się tożsama z naszą - powiedziała Pruce.

Premier Benjamin Netnajahu zlecił wypracowanie kompromisu, który zakończyłby konflikt pod Ścianą Płaczu. Szef Agencji Żydowskiej zaproponował stworzenie dodatkowej przestrzeni w pobliżu ściany przeznaczonej na egalitarną modlitwę, wspólną dla kobiet i mężczyzn. Choć Kobiety Ściany Płaczu odrzuciły w tym tygodniu to rozwiązanie, już sama próba wyjęcia Ściany Płaczu spod wyłącznej kontroli ultraortodoksyjnego Rabinatu wskazuje na zmianę układu sił.

"Kobiety Ściany Płaczu chcą, by kobiety mogły swobodnie się modlić, z szalem modlitewnym i Torą pod Ścianą Płaczu. Nie satysfakcjonuje nas oferta poszerzenia przestrzeni przeznaczonej na modlitwę o Łuk Robinsona. To jest osobna część, dla nas to oznacza banicję z miejsca, w którym Żydzi modlą się od pokoleń" - powiedziała Pruce.

Jednocześnie sąd okręgowy w Jerozolimie wydał w zeszłym tygodniu precedensowy wyrok w sprawie pięciu działaczek Kobiet Ściany Płaczu aresztowanych za modlitwę w tałesach i oskarżonych przez policję o naruszanie porządku publicznego.

Jak pisał dziennik "Haarec", sąd uznał, że "+miejscowy zwyczaj+ regulujący zachowanie przy Ścianie Płaczu nie odnosi się do ortodoksyjnej interpretacji, lecz interpretacji pluralistyczno-świecko-narodowej; jego orzeczenie całkowicie odrzuca obecny status quo i przywraca status Ściany Płaczu jako narodowego symbolu, który należy do każdego izraelskiego obywatela, jak i Żydów z całego świata".

Choć wciąż nie wiadomo, jak przy okazji ich kolejnej modlitwy zachowa się policja, orzeczenie sądu Kobiety Ściany Płaczu uznały za swoje zwycięstwo. - Dziś Kobiety Ściany Płaczu wyzwoliły Kotel dla wszystkich Żydów - komentowała wyrok sądu przewodnicząca organizacji Anat Hoffman.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy