Reklama

Reklama

Kłopoty polskiej wyprawy na Gaszerbrum

Kierownik niemieckiej wyprawy, który koordynował akcję poszukiwawczą, rozmawiał z Marcinem Kaczkanem, gdy Rosjanie dotarli do niego dzisiaj rano. Marcin przekazał mu, że Artur Hajzer nie żyje - powiedział w rozmowie z RMF FM Janusz Majer, himalaista i przyjaciel Hajzera. Obaj Polacy dwa dni temu wyszli do ataku szczytowego na Gaszerbrum I w Karakorum. Musieli jednak zawrócić z powodu silnego wiatru. Naprzeciw naszym wspinaczom wyszła wyprawa z Rosji.

- Usiłujemy tę wiadomość zweryfikować, sprawdzić. Czekamy jeszcze na kolejne łączenia z ludźmi, którzy są w bazie na miejscu. Słyszalność była dość kiepska - dodał Majer.

Reklama

Nie było z nim kontaktu od niedzieli

Marcin Kaczkan został odnaleziony przez Rosjan w obozie drugim. Jak powiedział wcześniej naszemu dziennikarzowi Janusz Majer, z Hajzerem udało się natomiast nawiązać ostatni kontakt w niedzielę o godz. 11. - W niedzielę rano atakowali szczyt, startując z obozu trzeciego. Doszli do wysokości 7600 metrów. Ze względu na silny wiatr zawrócili. Z obozu trzeciego połączyli się z bazą. Rozmawiali ze swoim kucharzem poprzez radiotelefon. Stwierdzili, że wszystko jest OK i że wychodzą do obozu drugiego. Potem o godz. 11 naszego czasu Artur Hajzer wysłał SMS do swojej żony, że Marcin Kaczkan spadł w kuluar japoński - wyjaśnił Majer.

- Od tego czasu nie było kontaktu z Hajzerem. W związku z tym usiłowaliśmy zorganizować jakąś akcję poszukiwawczą. Na miejscu kieruje nią lider wyprawy niemieckiej. Wysłał tragarzy pierwszej nocy, ale pogoda wtedy się załamała. Były duże opady śniegu, brak widoczności i ci tragarze wrócili do bazy. Dopiero dzisiejszej nocy wyszli z obozu pierwszego Rosjanie i dotarli do obozu drugiego na przełęczy. Tam znaleziono Marcina - dodał.

Wyprawa polskich himalaistów rozpoczęła się 19 czerwca.

Przygotowanie do ekspedycji zimowych

Cel wyprawy Polaków to zdobycie w jednym sezonie mającego 8068 m szczytu Gaszerbrum I i o 33 m niższego Gaszerbrum II z przejściem przez łączącą je przełęcz Gaszerbrum Col (6400 m). Ma ona być przygotowaniem do ewentualnych ekspedycji zimowych.

Obie góry nieraz były zdobywane jedna po drugiej, bez powrotu do bazy, a jedynie do obozu pierwszego. Nie dokonano natomiast pełnego trawersu masywów ze szczytu na szczyt łączącą je granią przez przełęcz. - Zakładamy skromnie, że oba wierzchołki atakować będziemy bez użycia tlenu z butli drogami klasycznymi. Ewentualny trawers to trudna opcja, zależna od warunków i naszej dyspozycji - mówił przed wyjazdem Hajzer.

Wyprawa na Gaszerbrumy organizowana jest przez związek alpinizmu, ale nie korzysta ze wsparcia publicznego czy dotacji PZA. - Finansowana jest z naszych własnych środków i sponsorów - zaznaczył Hajzer.

Zdobywał ośmiotysięczniki razem z Kukuczką i Rutkiewicz

Hajzer z Jerzym Kukuczką 3 lutego 1987 roku dokonał pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę (8091 m). Spośród ośmiotysięczników zdobył też Manaslu (8156 m) w 1986 wraz z Kukuczką, Sziszapangmę (8013 m) w 1987 nową drogą z Wandą Rutkiewicz, Ryszardem Wareckim i Kukuczką, Dhaulagiri (8167 m) w 2008 i Nanga Parbat (8126 m) w 2010 - oba z Robertem Szymczakiem, a dwa lata temu Makalu (8481 m) z Adamem Bieleckim i Tomaszem Wolfartem.

Bartosz Styrna

Michał Rodak

Dowiedz się więcej na temat: himalaiści | Gasherbrum | Artur Hajzer | Marcin Kaczkan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje