Reklama

Reklama

Katastrofa śmigłowca: Polski ambasador ma uraz kręgosłupa

Polski ambasador ma uraz kręgosłupa, a jego żona obrażenia głowy. Ich życie nie jest zagrożone - oświadczył minister spraw zagranicznych Pakistanu Aizaz Ahmad Chaudhry. Do zestrzelenia maszyny przyznali się talibowie.

W katastrofie zginęło siedem osób, w tym ambasador Norwegii i ambasador Filipin. Wśród rannych jest też dyplomata z Holandii. Na pokładzie śmigłowca pakistańskiej armii, który rozbił się wczoraj w dolinie Naltar na północy Pakistanu, znajdowali się m.in. ambasador Andrzej Ananicz wraz z małżonką Zofią.   

Reklama

Talibowie ogłosili, że zestrzelili helikopter przy użyciu ręcznej wyrzutni rakietowej, mając nadzieję, że celują w maszynę premiera Nawaza Sharifa. "Nawaz Sharif i jego sojusznicy to nasze najważniejsze cele" - napisał w oświadczeniu ich rzecznik Muhammad Khurasani.

Delegacja dyplomatów i dziennikarzy leciała wczoraj trzema helikopterami Mi-17 do turystycznego regionu Gilgit-Baltistan w pakistańskim Kaszmirze na uroczystość otwarcia wyciągu narciarskiego. Jeden ze śmigłowców podczas lądowania rozbił się i spadł na budynek szkoły.

Na uroczystości miał przemawiać premier Sharif. Szef rządu podróżował oddzielnie - leciał samolotem i wrócił do Islamabadu zaraz po wypadku. W mieście Gilgit miała odbyć się konferencja prasowa premiera wraz z dyplomatami i dziennikarzami.

Choć talibowie nie działają w regionie Gilgit, często biorą na siebie odpowiedzialność za incydenty, których faktycznie nie byli sprawcami - przypomina agencja Reutera.

Według świadków w wyniku wypadku w szkole w dolinie Naltar wybuchł pożar, w placówce były wtedy dzieci.

(mpw)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje