Reklama

Reklama

Katastrofa kolejowa w Hiszpanii: Reakcje pielgrzymów

Ten wieczór na długo zapadnie w pamięć wielu tysiącom pielgrzymów z całego świata. W katastrofie kolejowej w pobliżu miasta zginęło co najmniej 77 osób, a około 140 jest rannych. Bilans katastrofy może jeszcze wzrosnąć, bo na miejscu nadal pracują służby ratunkowe.

W Santiago de Compostela wczoraj wieczorem na Placu Katedralnym miał się rozpocząć wielki odpust świętego Jakuba. Na to wydarzenie czekały dziesiątki tysięcy pielgrzymów, którzy zgodnie z tradycją przemierzali pieszo szlaki świętego Jakuba. Niektórzy z nich przeszli trasę o długości nawet 800 kilometrów.

Reklama

Wczoraj wieczorem plac katedralny wypełniony był pielgrzymami z Hiszpanii, Francji, Niemiec, ale także z Korei, Stanów Zjednoczonych i Australii. Tuż przed godziną 22.00 ludzie nagle zaczęli opuszczać plac i spoglądać na monitory telewizorów. Wieczorem media informowały o 15 ofiarach śmiertelnych katastrofy pociągu, ale ta liczba zaczęła szybko rosnąć. 

"To nie mógł być wypadek"

W rozmowie z dziennikarzami Hiszpanie sugerują, że to nie mógł być wypadek, ponieważ do zdarzenia doszło tuż przed stacją Santiago, na odcinku, gdzie pociąg nie mógł jechać zbyt szybko. - Poza tym wypadek w dniu, w którym w mieście są dziesiątki tysięcy turystów z całego świata byłby niezwykłym zbiegiem okoliczności - mówią Hiszpanie. 

Odwołano wszystkie uroczystości, organizowane w ramach odpustu świętego Jakuba. Teraz w Santiago panuje spokój. Pielgrzymi przebywają w swoich schroniskach i hotelach. Nie wiadomo na razie, jak będzie przebiegała dzisiejsza kościelna ceremonia odpustowa. W obawie o swoje bezpieczeństwo nie wszyscy pielgrzymi pojawią się w katedrze. Media informują, że na oficjalny komunikat w sprawie wypadku musimy zaczekać kilkanaście godzin.

Dowiedz się więcej na temat: katastrofy | kolej | Hiszpania | katastrofa kolejowa | zabójstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy