Reklama

Reklama

Kampania wyborcza w USA. Szef FBI ostrzega przed Rosją

Dyrektor Federalnego Biura Śledczego (FBI) Christopher Wray oświadczył w czwartek (17 września), że rosyjscy agenci próbują ingerować w trwającą w USA kampanię przed wyborami prezydenckimi. Według niego ich głównym celem jest oczernianie kandydata demokratów Joe Bidena.

Amerykańskie służby wywiadowcze oceniają, że "Rosja kontynuuje próby wpływania na nasze wybory" - powiedział Wray, zeznając przed komisją parlamentarną. Szef FBI dodał, że "można to nazwać wrogą zagraniczną próbą wpływu".

Reklama

Wśród pól działań rosyjskich służb wymienił media społecznościowe, państwowe media oraz internetowych dziennikarzy. Zdaniem Wraya Rosjanie "starają się siać podziały i niezgodę". Głównym celem jest - w jego ocenie - "oczernianie Bidena i tego, co Rosjanie uważają za antyrosyjski establishment".

Wray przyznał, że w tym roku FBI nie odnotowało szeroko zakrojonych ataków na infrastrukturę wyborczą, ale jest zaniepokojone kampaniami dezinformacyjnymi i "nasileniem się mniejszych cyberwłamań". Wyraził przy tym obawę, że ta taktyka "z czasem przyczyni się do braku zaufania amerykańskich wyborców do ważności ich głosowań".

Sytuacja podczas ostatnich wyborów

Obawy o ingerencję Rosji w amerykański proces wyborczy utrzymują się od poprzednich wyborów prezydenckich. Agenci Kremla - jak uważają amerykańskie środowiska wywiadowcze - w 2016 roku m.in. prowadzili dezinformacyjną kampanię w mediach społecznościowych i włamali się do serwerów Partii Demokratycznej.

W czwartek były dyrektor Wywiadu Narodowego Dan Coats zaapelował na łamach dziennika "New York Times" o ponadpartyjną odpowiedź w kwestii zagranicznych ingerencji w proces wyborczy. "Jeśli nie podejmiemy wszelkich możliwych wysiłków, aby zapewnić uczciwość naszych wyborów, to zwycięzcami nie będą ani Donald Trump czy Joe Biden, ani republikanie czy demokraci. Jedynymi zwycięzcami będą Władimir Putin, Xi Jinping i Ali Chamenei" - napisał.

Podjęto kroki

Biden w lipcu w oświadczeniu ostrzegł Rosję i inne państwa przed próbami mieszania się w wybory. "Jeśli zostanę wybrany prezydentem, to będę traktował zagraniczne ingerencje w nasze wybory jako wrogi akt, znacząco rzutujący na relacje między USA i rządem kraju, który to robi" - ostrzegł w nim.

Jak przypomina portal Hill, administracja Trumpa "podjęła kilka kroków w reakcji na zagraniczne ingerencje", w tym nałożyła sankcje na rosyjskich agentów zaangażowanych w takie działania w 2016 i 2018 roku oraz zgodziła się przekazać ponad 800 mln dolarów stanom na zwiększenie bezpieczeństwa wyborczego.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje