Reklama

Reklama

Jordania: Sześciu żołnierzy zabitych w zamachu

Jordania wzmacnia środki bezpieczeństwa przy granicy z Syrią. Wszystko to po samobójczym zamachu, w którym zginęło sześciu żołnierzy. Władze w Ammanie ogłosiły, że tereny przygraniczne stają się zamkniętą strefą wojskową.

Do ataku doszło w rejonie miejscowości Rukba. Wyładowana materiałami wybuchowymi ciężarówka z dużą prędkością przekroczyła granicę z Jordanią od strony Syrii i wjechała w posterunek policji. Wybuch zabił sześciu wojskowych. Nikt nie przyznał się do zamachu, ale o jego autorstwo podejrzewa się fanatyków z tzw. Państwa Islamskiego.

Reklama

Był to pierwszy tego typu atak od czasu rozpoczęcia przed pięcioma laty wojny domowej w Syrii. Spośród sąsiadów Syrii to właśnie w Jordanii było stosunkowo najspokojniej. Po zamachu władze kraju zdecydowały jednak o zaostrzeniu środków ostrożności. "Przede wszystkim zamykamy rejon, w którym to się stało, i zmieniamy go w strefę wojskową. W tym rejonie nie będziemy już rozbudowywać obozów dla uchodźców" - informował minister do spraw informacji Mohammad Al-Momani. Król Jordanii Abdullah zapowiedział, że jego kraj odpowie żelazną ręką każdemu, kto ośmieli się go zaatakować.

Jordania jako sąsiad Syrii przyjęła dotąd ponad 600 tysięcy uchodźców. Większość z nich mieszka w prowizorycznych namiotach. Równocześnie kraj jest członkiem międzynarodowej koalicji, która bombarduje cele związane z tzw. Państwem Islamskim.

Syryjska wojna domowa trwa już ponad pięć lat i według ONZ mogła kosztować życie nawet 400 tysięcy osób. Miliony uciekły ze swoich domów. Mimo wielu spotkań i rozmów społeczności międzynarodowej nie udało się doprowadzić do zakończenia konfliktu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy