Reklama

Reklama

John Kerry o Iraku: Możliwe naloty na cele ekstremistów w Iraku

Nie wykluczamy nalotów na Irak - o takim scenariuszu mówił amerykański sekretarz stanu John Kerry. Jak stwierdził, rebelianci, którzy przejęli kontrolę nad częścią irackich miast, chcą wyrządzić szkodę nie tylko w Iraku, ale też w Syrii, Stanach Zjednoczonych i Europie.

Kerry dodał, że jest otwarty na rozmowy z Iranem, który jest najważniejszym sojusznikiem szyickiego rządu w Bagdadzie.

Reklama

Zapytany o ewentualne naloty, John Kerry podkreślał, że dopuszcza taką możliwość. - Gdy dochodzi do morderstw, zamachów, masowych zabójstw, musimy to zatrzymać - mówił sekretarz stanu. 

Rebelianci z Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu zajęli duże tereny w północnej i środkowej części kraju. Sunniccy rebelianci mieli też dokonać egzekucji na kilkuset irackich żołnierzach w Tikricie na północy Iraku. 

Amerykański prezydent Barack Obama mówił wcześniej, że Waszyngton rozważa wszelkie możliwości wsparcia irackiego rządu w walce z sunnickimi rebeliantami. Wiadomo jednak, że interwencja zbrojna w Iraku jest raczej mało prawdopodobna. 

Od wielu tygodni rebelianci z Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu przejmują władzę w kolejnych miastach na sunnickiej północy Iraku. W ich rękach są już Faludża, Tikrit i Mosul. Marsz na Bagdad został na razie zatrzymany przez rządową armię, ale w zdobytych miastach islamiści wprowadzają własne porządki. Kobietom zakazano wychodzi z domów bez opieki mężczyzn, zabroniono też słuchać muzyki i "nieskromnie" się ubierać.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy