Reklama

Reklama

Joe Biden: Kamala Harris najwłaściwszą osobą na stanowisko wiceprezydenta

Kandydat Partii Demokratycznej w wyborach prezydenta USA Joe Biden pojawił się w środę (12 sierpnia) po raz pierwszy z senator Kamalą Harris, którą dzień wcześniej wskazał jako kandydatkę na wiceprezydenta. Nazwał ją "najwłaściwszą osobą na to stanowisko".

Biden przedstawił Harris podczas mityngu w Wilmington, w stanie Delaware, jako "następną wiceprezydent Stanów Zjednoczonych".

Reklama

- Kamala, jak wszyscy Państwo wiedzą, jest mądra, twarda, ma doświadczenie. Jest też sprawdzoną bojowniczką o ducha tego kraju, o klasę średnią. (...) Kamala wie, jak rządzić i wie jak sprostać trudnym wyzwaniom" - przekonywał Biden.

Polityk z uznaniem mówił o doświadczeniu zawodowym kandydatki. Przypomniał o jej profesjonalizmie, gdy pełniła urząd prokuratora i umiejętnościach zademonstrowanych podczas wnikliwych przesłuchań w Senacie kandydatów wyznaczonych prezydenta Trumpa na ważne urzędy w administracji USA. - Historia Kamali Harris to historia Ameryki - powiedział, nawiązując do jej pochodzenia z rodziny imigrantów.

Podczas gdy Kamala Harris przysłuchiwała się jego słowom, siedząc w fotelu, Biden przywołał obraz Amerykanek o ciemnym kolorze skóry, które "często czują się pomijane i niedoceniane w swoich społecznościach, ale dziś, może po raz pierwszy, mogą na siebie spojrzeć w inny sposób, widząc się w roli przyszłych prezydentek i wiceprezydentek".

Krytyka pod adresem Donalda Trumpa

Środowe wydarzenie inicjujące wspólną kampanię wyborczą obojga demokratów stało się dla nich okazją do przypuszczenia ostrego ataku na politykę prezydenta Trumpa. Biden nazwał w tym kontekście listopadowe głosowanie na prezydenta USA przełomowym momentem dla kraju.

- Administracja Joe Bidena i Kamali Harris będzie miała kompleksowy plan, by sprostać wyzwaniom związanym z COVID-19 i odwrócić bieg epidemii (...), dostarczając klarownych naukowych wytycznych, radykalnie zwiększając skalę testów, pozyskując zasoby dla stanów i lokalnych władz. Musimy bezpiecznie otwierać szkoły i firmy. Możemy to zrobić - zapewniał były wiceprezydent.

Biden podkreślał, że kraj potrzebuje "prezydenta i wiceprezydent, którzy chcą przewodzić i brać na siebie odpowiedzialność". Krytykował jednocześnie Trumpa, że tego unika.

Harris: Wszystko, na czym nam zależy, jest zagrożone

Joe Bidenowi wtórowała Harris, wysuwając podobne zarzuty pod adresem obecnego gospodarza Białego Domu. - Wszystko, na czym nam zależy: nasza gospodarka, nasze zdrowie, nasze dzieci, charakter kraju, w którym żyjemy - jest zagrożone. Jesteśmy przytłoczeni najgorszym kryzysem zdrowia publicznego od wieku. Niewłaściwe zarządzanie epidemią przez prezydenta pogrążyło nas w najgorszym kryzysie gospodarczym od czasu wielkiej depresji - powiedziała.

Przypomniała, że Stany Zjednoczone są krajem najbardziej dotkniętym skutkami epidemii na świecie - z 5,22 mln osób, u których potwierdzono obecność koronawirusa. Winą za taki stan rzeczy Harris obwiniła politykę Trumpa, który, jej zdaniem, od samego początku nie traktował poważnie skali zagrożeń.

- Jego urojone przeświadczenie, że wie lepiej niż eksperci. Wszystko to jest (...) powodem, dla którego z powodu COVID-19 co 80 sekund umiera Amerykanin - oceniła.

Demokratka wytknęła prezydentowi, że chociaż "odziedziczył po poprzednikach, Baracku Obamie i Joe Bidenie najdłuższy okres koniunktury w historii, zmarnował te osiągnięcia". Jak zaznaczyła, obecna administracja doprowadziła do potrojenia stopy bezrobocia w USA.

Wezwanie do głosowania

W swym wystąpieniu Kamala Harris wezwała Amerykanów do zorganizowania się i głosowania "jak jeszcze nigdy dotąd, ponieważ 3 listopada potrzebne jest nam coś więcej niż zwycięstwo". 

- Potrzebujemy mandatu, który udowodni, że ostatnie kilka lat nie pokazują tego, kim jesteśmy lub kim chcemy być - zakończyła swe wystąpienie senator z Kalifornii.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy