Reklama

Reklama

"Jo wierzyła w lepszy świat". Politycy złożyli hołd zamordowanej parlamentarzystce

Po śmierci brytyjskiej posłanki Jo Cox, w wyniku zamachu w jej rodzinnym miasteczku na północy Anglii, dziś na cały dzień zawieszono kampanię przed referendum unijnym. Na budynkach państwowych w Londynie, flagi opuszczono do połowy masztów, a przed gmachem Parlamentu odbyło się nocne czuwanie przy świecach.

"Jo wierzyła w lepszy świat i walczyła o niego na co dzień" - powiedział lider Partii Pracy Jeremy Corbyn o labourzystowskiej posłance, która zasiadała w parlamencie dopiero od roku.

Hołd złożyli jej politycy wszystkich partii, od konserwatywnego premiera Davida Camerona po lidera UKIP Nigela Farage'a. Były lider Partii Liberalnej, Nick Clegg podkreślił, że poza tragedią dla rodziny, napaść na Jo Cox była również zamachem na brytyjską demokrację.

Wiele gazet podkreśla, że posłanka zginęła przed biblioteką w rodzinnym Birstall w północnej Anglii, idąc na sesję regularnych, cotygodniowych spotkań z wyborcami. Jest to brytyjska tradycja, której przestrzegają wszyscy posłowie, włącznie z premierem.

Reklama

Trzeci od 2000 roku zamach na posła

Prasa przypomina, że był to już trzeci od 2000 roku zamach na posła. W poprzednich raniono dwóch parlamentarzystów.

Policja, która zaraz po zamachu zatrzymała domniemanego sprawcę, prowadzi śledztwo, by ustalić motywy. Jedyny świadek twierdzi, że zamachowiec, który trzykrotnie strzelił z pistoletu i zadał 7 pchnięć nożem posłance, krzyknął "Britain first", czyli "Brytania ponad wszystko". Niewielka prawicowa organizacja o tej nazwie potępiła zamach i podkreśla, że sprawca nie miał z nią nic wspólnego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje