Reklama

Reklama

"Jego śmierć to czarna plama na wizerunku Chin"

​"Śmierć Liu zgodnie z prawem międzynarodowym i światowymi standardami praw człowieka pozostanie na zawsze 'czarną plamą' na wizerunku chińskich władz" - oświadczyło w czwartek stowarzyszenie pisarzy PEN America na wieść o śmierci chińskiego dysydenta Liu Xiaobo.

"Liu jako szef Niezależnego Chińskiego Ośrodka PEN był przyjacielem i krewnym wszystkich pisarzy na całym świecie, którzy walczą z tyranią, używając słów jako swojej jedynej broni (...) Rzekome przestępstwo Liu Xiaobo nie było żadnym przestępstwem, a raczej przedstawieniem wizjonerskiej koncepcji potencjalnej przyszłości kraju, który kochał" - podkreśliła Suzanne Nossel, dyrektor wykonawcza amerykańskiego stowarzyszenia pisarzy PEN America w oświadczeniu wydanym w czwartek na wieść o zgonie 61-letniego Liu, pisarza, działacza politycznego i laureata Pokojowej Nagrody Nobla z roku 2010.

Reklama

Liu, bardziej znany i częściej wydawany w tłumaczeniach poza granicami niż w swoim ojczystym kraju, zmarł w szpitalu ściśle chronionym przez funkcjonariuszy chińskiej służby bezpieczeństwa bez możliwości kontaktu z najbliższymi. Liu jest po Carlu von Ossietzkym, niemieckim działaczu pacyfistycznym, drugim laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, który nie zmarł na wolności.

Zdaniem mieszkającego obecnie w Stanach Zjednoczonych Yu Jie, autora biografii Liu i jednego z najbliższych przyjaciół zmarłego, władze w Pekinie celowo opóźniały leczenie dysydenta i nie zgadzały się na jego wyjazd do USA. "Władze chińskie obawiały się, że gdyby Liu wyszedł żywy z więzienia, stałby się przywódcą walk na rzecz demokracji i społeczeństwa obywatelskiego w Chinach" - powiedział Yu.

Senator Ted Cruz, republikanin ze stanu Teksas, który od dawna zabiega, aby nazwać plac przed ambasadą Chin w Waszyngtonie placem Liu Xiaobo, oświadczył, że "niezgodne z prawem uwięzienie Liu stało się wyrokiem śmierci". "Świat stracił bohatera wolności i swobody" - napisał senator Cruz.

Kongresmen Christopher Smith, republikanin ze stanu New Jersey, w przeszłości często przypominający w Kongresie o prześladowaniach tego "zapomnianego laureata Nobla", napisał w oświadczeniu, że "cały świat ma dług wdzięczności wobec Liu, dzięki któremu wiedział, że prawa człowieka nie są martwe w Chinach". "Pekin będzie cenzurował wszystkie informacje o śmierci Liu Xiaobo, dając światu jeszcze więcej podstaw do tego, aby głośno wyrażać żal z powodu jego odejścia i potępiać represje wobec Liu i wielu innych obrońców praw człowieka w Chinach (...)" - dodał Smith.

Smith jest współprzewodniczącym jednej z podkomisji Izby Reprezentantów, która jeszcze przed śmiercią Liu zapowiedziała posiedzenie poświęcone "tragicznemu przypadkowi Liu". Spotkanie upamiętniające pisarza, jak poinformowali PAP doradcy kongresmana Smitha, tak jak planowano, odbędzie się w piątek.

Liu zmarł na skutek zaawansowanej choroby nowotworowej podczas odbywania kary więzienia za działalność opozycyjną. O śmierci noblisty poinformowały w czwartek władze w Shenyang, gdzie był on leczony w związku ze zdiagnozowanym u niego w maju rakiem wątroby. Jako bezpośrednią przyczynę śmierci wskazano niewydolność wielonarządową wywołaną chorobą nowotworową w zaawansowanym stadium.

Mimo ponawianych apeli zachodnich rządów i organizacji praw człowieka władze Chin nie zgodziły się na wyjazd Liu na leczenie za granicą.

61-letni Liu Xiaobo był wielokrotnie zatrzymywany i więziony za działania na rzecz praw człowieka i demokracji w swym kraju, był też jednym z przywódców prodemokratycznych protestów na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 roku oraz głośnym krytykiem Komunistycznej Partii Chin.

W 2009 roku został skazany na 11 lat więzienia za "działalnością wywrotową" w związku z przygotowaną przez niego petycją "Karta 08", wzywającą do zniesienia w Chinach jednopartyjnego systemu politycznego. Rok później otrzymał pokojowego Nobla "za długą walkę bez przemocy na rzecz podstawowych praw w Chinach".

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy