Reklama

Reklama

Jak manipulować całym narodem? Tajemnice sukcesu propagandy nazistów

Jak strategię Goebbelsa wykorzystują dziś Putin, Erdoğan, Trump i inni.

Obyś żył w ciekawych czasach! – mówi stare zakamuflowane przekleństwo. Niestety, zdaje się ono spełniać na naszych oczach. Nowe konflikty zbrojne, nieoczekiwane rozstrzygnięcia wyborcze, wielkie migracje – to wszystko bilans zaledwie kilku ostatnich lat.

Reklama

Część ekspertów uważa, że skala zmian w światowej polityce oraz wzrost radykalizmu przypomina wydarzenia sprzed ponad 80 lat – te, które doprowadziły do objęcia władzy przez Benita Mussoliniego i Adolfa Hitlera oraz wybuchu najokrutniejszej wojny w dziejach.

Czy stoimy na krawędzi kolejnej globalnej katastrofy, a jej zapowiedzią jest decyzja Amerykanów o przekazaniu sterów mocarstwa radykałowi?

To były historyczne wybory. Jeszcze nigdy bowiem kampania w USA nie była tak bardzo naznaczona nienawiścią, kłamstwami, sztuczkami propagandowymi, manipulacjami, osobistymi atakami i pogróżkami. Od końca drugiej wojny światowej – przynajmniej w demokratycznych krajach Zachodu – niepisanym prawem było nieotwieranie szafy z arsenałem brudnych środków.

Najpóźniej odkąd Donald Trump został republikańskim kontrkandydatem dla reprezentującej partię demokratyczną Hillary Clinton, to się skończyło. Multimiliarder dolewał oliwy do ognia, twierdząc, że „te wybory są zmanipulowane przez zakłamane media, które wspierają skorumpowaną Hillary”.

Jednak nie tylko w USA, także w Rosji, Turcji i innych krajach stawia się w coraz większym stopniu na podstępne strategie manipulacyjne rodem z lat trzydziestych XX wieku. Najwyższy więc czas przyjrzeć się dokładniej, co kryje ta szafa z trucizną propagandy i dlaczego jej zawartość tak długo stanowiła tabu.

Zacznijmy od tego, który tę truciznę wynalazł i jako pierwszy z sukcesem zastosował: Josepha Goebbelsa, najważniejszego ministra w gabinecie Adolfa Hitlera...

Jak zostać naczelnym demagogiem Hitlera?

Na początku lat 20. XX wieku Joseph Goebbels nie jest jeszcze zdeklarowanym zwolennikiem prawicy. Z jednej strony fascynują go co prawda poglądy nacjonalistyczne, ale z drugiej czyta klasyków socjalizmu: Marksa i Engelsa.

Z końcem 1924 roku wstępuje do Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), zasilając jej lewe skrzydło. Adolf Hitler jako pierwszy odkrywa demoniczny talent tego doktora literaturoznawstwa do manipulowania ludźmi za pomocą słów – i mianuje go „naczelnym demagogiem” NSDAP.

Goebbels staje się tajną bronią Hitlera i przygotowuje zmęczony już jedną wojną naród na najpotworniejszy konflikt zbrojny wszech czasów. Minister propagandy Rzeszy jak nikt inny potrafi przeniknąć i wykorzystać mechanizmy kierujące ludzką psychiką.

Dziś, 80 lat później, lekcje ­Goebbelsa są bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Zarówno prezydenci, jak i dyktatorzy czy przywódcy religijni wykorzystują brudne strategie nazistów...

Lekcja 1: Powtarzaj kłamstwa do znudzenia

– Kiedyś nawet rosyjscy znajomi pytali mnie, dlaczego my, Niemcy, jesteśmy tak naiwni i nie widzimy, co się dzieje – wyjaśnia ekspert ds. Rosji, Boris Reitschuster, który od początku lat 90. pracował w Moskwie jako korespondent niemieckich mediów i dobrze poznał działanie kremlowskiej machiny kłamstw.

– Putin ma w Niemczech wojowników propagandowych – i są oni bardzo efektywni – mówi Reitschuster. Podobnie ma się zresztą sprawa w Polsce. Faktem jest, że Rosja prowadzi wojnę podjazdową z Zachodem – a jej pierwszą ofiarą ma paść prawda. Zasada jest prosta: ten, kto określa, co ma być uznawane za prawdę, zdobywa także panowanie nad masami ludzkimi.

– Putin używa do tego niebezpiecznej mieszanki strachu, korupcji i goebbelsowskiej propagandy – wyjaśnia rosyjski opozycjonista, Michaił Chodorkowski. Ponieważ prawdę najlepiej uśmiercić, zastępując ją kłamstwem propagandowym ubranym w jej pozory, rosyjskie służby specjalne FSB stawiają na pranie mózgu.

Jak to działa, zademonstrował Goebbels w latach 30. ubiegłego wieku. Aby objąć propagandą nazistowską jak najwięcej ludzi, zaopatrzył setki tysięcy gospodarstw domowych w tzw. odbiornik ludowy.

Putin przeniósł ten system na inny poziom: nie tylko pośrednio kontroluje główne media w kraju, ale i stworzył rosyjską stację telewizyjną nadającą dla zagranicy, Russia Today (RT). A ta opanowała zasadę manipulowania informacjami do perfekcji.

– Tłum jest słaby, leniwy i tchórzliwy – uważał Goebbels – a im większa ta masa, tym bardziej trzeba obniżyć poziom. Rozróżnienie pomiędzy prawdą i fałszem już nie ma przy tym znaczenia – ważna jest jedynie częstotliwość powtarzania kłamstw.

Faktycznie, badanie profesora Norberta Schwarza z Uniwersytetu Południowej Kalifornii pokazuje, że łgarstwo można uczynić prawdą, stale je powtarzając – to zasada, którą szczególnie łatwo wcielić w życie przy pomocy internetu.

Kreml zatrudnia więc armię opłacanych blogerów, użytkowników Twittera i komentatorów, którzy zalewają krajowe oraz zagraniczne fora rosyjską propagandą. Jednak Putin, wyjątkowo zręcznie wykorzystujący goebbelsowskie strategie manipulacji masami ludzkimi, od dawna nie jest jedyny.

Oczywiście żaden rząd nie chce dziś zrezygnować z korzystnego dla siebie kształtowania nastrojów społecznych. Przykładem może być choćby Unia Europejska, która w lipcu 2014 roku hucznie ogłosiła wprowadzenie sankcji wobec Rosji – między innymi zakaz eksportu produktów przemysłu zbrojeniowego.

W rzeczywistości jednak cofnięto raptem 31 tego typu licencji, a ponad 250 (!) pozostało nadal w mocy. Jak zaprezentować swoje kłamstwa tak, aby masy zaakceptowały je jako prawdę, wiedzą również Erdoğan, Duterte i Trump...

Lekcja 2: Obudź niskie instynkty

Jego twarz jest czerwona ze złości, a palec co chwila unosi się w geście napomnienia. – Meksykanie przywożą ze sobą narkotyki, przestępczość. To gwałciciele! – krzyczy do swoich słuchaczy Donald Trump. Ludzie siedzący przed telewizorami oczekują zwykle od kandydata na najwyższy urząd w państwie konkretnego politycznego planu. Trump jednak go nie ma.

Miliarder stawia na coś innego: strach. I gra nim w wyborczej walce tak zręcznie, jak nikt do tej pory. Prawie codziennie ostrzega Amerykanów przed imigrantami, terrorystami i skorumpowanymi elitami. Jego przesłanie jest proste: jeśli mnie nie wybierzecie, ten kraj zginie.

To, że ów strach coraz częściej zamienia się w nienawiść, wydaje się Trumpa tylko cieszyć, a stosowane przez niego mechanizmy odnoszą skutek: 8 listopada zostaje wybrany 45. prezydentem USA. Pierwszym efektem są zamieszki na ulicach amerykańskich miast.

Strach i nienawiść to narzędzia manipulacji

Gdy Goebbels w latach 30. projektował strategie propagandowe nazistów, znalazł czuły punkt w ludzkiej psychice, który sam opisał jako „niskie instynkty”. „Nienawiść jest trwalsza niż niechęć” – pisał w swoim dzienniku.

To, co badania psychologiczne wykazały dopiero dziesięciolecia później, Goebbels wiedział już wtedy: nienawiść zawsze wyrasta ze strachu – a skuteczna propaganda sprawia, że człowiek stale się boi.

Faktycznie, siły wytwarzane przez strach i nienawiść są tak ekstremalne, że mogą w ciągu kilku miesięcy całkowicie zmienić całe społeczeństwo – to doskonałe narzędzia manipulacji. Sięgają po nie coraz ­częściej populistyczne partie prawicowe, takie jak francuski Front Narodowy czy Alternatywa dla Niemiec.

Nie tylko wzmacniają one grupowe lęki, lecz także prowadzą do stopniowego odczłowieczenia określonych grup społecznych. Czołowy prawnik Trzeciej Rzeszy, Carl Schmitt, mówił o „samodefinicji przez wskazanie wroga” – zasadzie, którą Goebbels rozwinął do maksymy „My, naród, przeciwko innym”.

I właśnie z tych dwóch składników propagandy (strachu i wskazywania wrogów) powstaje mieszanka wybuchowa o niezwykłej sile.

Lekcja 3: Wyprowadź politykę na ulice

– Kilka miesięcy temu zabiłem trzy osoby – człowiek mówiący te słowa przed kamerą nie okazuje skruchy; wręcz przeciwnie: wydaje się dumny. I obiecuje: – Dopiero zacząłem. W ciągu najbliższych miesięcy nakażę zabić tysiące ludzi.

Ale 71-latek po tym wyznaniu nie tylko nie zostaje aresztowany, lecz kilka tygodni później, 9 maja 2016 roku, zostaje wybrany prezydentem Filipin – przywódcą dwunastego pod względem liczby ludności państwa na świecie.

Szybko stało się jasne, że Rodrigo Duterte dotrzyma słowa. Krótko po wygranych wyborach, tak jak zapowiedział, „spuścił ze smyczy” swoje szwadrony śmierci.

Do dziś dokonały one rzezi ponad 4000 ludzi, a każdego dnia pojawiają się nowe ofiary. Jak to jednak możliwe, że ewidentnie spragniony krwi psychopata został wybrany przez miliony na prezydenta? Jak Duterte zdołał zmanipulować naród?

Jak skłonić społeczeństwo do współudziału w zbrodni?

Rodrigo Duterte przygotował obywateli swojego kraju na bezlitosne polowanie na ludzi. Sięgnął przy tym po jedną z najefektywniejszych technik manipulacyjnych w historii: taktykę kozła ofiarnego, stosowaną także przez Adolfa Hitlera.

– Hitler doprowadził do masakry trzech milionów Żydów. My mamy tu trzy miliony narkomanów. Chętnie bym ich wyrżnął – powiedział Duterte po zwycięstwie w wyborach. Abstrahując od tego, że naziści zgładzili w rzeczywistości ponad 6 milionów Żydów, wypowiedź ta uzmysławia, jaką strategię stosuje Duterte.

Tak jak Hitler (oraz jego minister ds. propagandy, Joseph Goebbels), azjatycki prezydent doskonale wie, czego lęka się jego naród. Podczas gdy po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku głównymi czynnikami wywołującymi strach były rosnąca bieda i bezrobocie, ludność Filipin obawia się zwłaszcza rosnącej przestępczości związanej z narkotykami.

Podobnie jak nazistowski dyktator, także Duterte podaje społeczeństwu rozwiązanie problemu niejako na tacy: wystarczy pozbawić życia wszystkich narkomanów i dealerów, a sytuacja automatycznie się poprawi.

Ponadto prezydent nawołuje obywateli do walki z tym wrogiem oraz własnoręcznego egzekwowania prawa, wyprowadzając tym samym politykę na ulice. Skutek: podobnie jak w latach 30. żołnierze SA i SS pod dowództwem Hitlera polowali na Żydów i przeciwników politycznych, dziś samozwańcze szwadrony śmierci przeczesują dzielnice filipińskich miast i dokonują linczów na podejrzanych o narkomanię. Zaskakuje, że aż 91 procent społeczeństwa popiera tę „czystkę”.

Rodrigo Duterte pokazał, że aby w ciągu kilku miesięcy zmanipulować wystraszone społeczeństwo i podjudzić je do morderstwa, wystarczy tylko zaprezentować odpowiedniego kozła ofiarnego. W dłuższej perspektywie strategia ta przebudowuje ludzką psychikę. Permanentna przemoc i demonstracje siły zastraszają obywateli, a lęk przed stanięciem po niewłaściwej stronie coraz głębiej wżera się w umysły.

W ten sposób Duterte skłonił społeczeństwo do współudziału w swoich zbrodniach, zapewniając sobie jednocześnie utrzymanie władzy – im większa bowiem liczba współspiskowców, tym bardziej zależy im na trwaniu przywódcy na stanowisku. Jadą z nim przecież na jednym wózku.

Lekcja 4: Przesuwaj i testuj granice

Nocą 30 września 1938 roku w Monachium za pomocą zaledwie czterech podpisów porządek pokojowy w Europie został bezpowrotnie pogrzebany. Szefowie rządów Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch spotkali się z Führerem, aby podpisać zgodę na aneksję przez Trzecią Rzeszę należącego do Czechosłowacji Kraju Sudetów.

Dla dyktatora spotkanie to było przełomowym sygnałem, pozwalającym zrobić decydujący krok w stronę wielkiego celu: światowego zwycięstwa narodowego socjalizmu. Aneksja była bowiem dla niego czymś o wiele ważniejszym niż tylko możliwością zdobycia terytorium bez jednego strzału – był to także test psychologiczny, sprawdzający i przesuwający granice.

Hitler dowiedział się, jak jest silny, jak słabi są inni – oraz jak daleko może się posunąć. Niezależnie od tego, czy chodziło o zajęcie Nadrenii, anszlus Austrii czy aneksję Kraju Sudetów – mocarstwa zachodnie wciąż pozwalały Hitlerowi na więcej, aby utrzymać pokój.

Ceną za to była nie tylko utrata przez nie siły i znaczenia, lecz także destabilizacja całego układu sił w Europie. Jeśli bowiem dyktatorowi pozwoli się raz go zakwestionować, będzie to robił ciągle.

I faktycznie: pół roku później narodowi socjaliści mieli już również resztę Czechosłowacji, a krótko po tym wspólnie ze Związkiem Radzieckim podzielili Polskę. Druga wojna światowa stała się faktem...

Czy aneksja Krymu była tylko początkiem?

Hitler nazwał aneksję terenów sąsiada „powrotem do Rzeszy”. Ponadto uzasadnił ją koniecznością obrony Niemców sudeckich przed ludnością Czech, która rzekomo planowała ich masakrę. Niemal identycznej argumentacji używał w 2014 roku prezydent Władimir Putin w czasie agresji na ukraiński półwysep.

– Zostaliśmy zmuszeni do rozpoczęcia prac nad przywróceniem Krymu Rosji, ponieważ nie chcemy pozostawiać jego mieszkańców na pastwę nacjonalistów – oznajmił rosyjski prezydent w 2015 roku.

– Słowa te niebezpiecznie przypominają to, co Hitler powiedział przed aneksją Kraju Sudetów – a resztę historii znamy – ocenił sytuację amerykański politolog polskiego pochodzenia Zbigniew Brzeziński.

Jaki jednak jest cel Putina? Czy Krym był tylko testem, który miał zbadać reakcję Zachodu? Dziś nie ma wątpliwości, że interwencja na półwyspie była jedynie preludium do szeregu prowokacji, za pomocą których sprawdza on, jak daleko może się posunąć, by rozszerzyć strefę swoich wpływów i ustanowić nowy porządek na świecie.

I tak Putin nie tylko kwestionuje prawną niezależność Litwy, Łotwy oraz Estonii, lecz także angażuje się militarnie w wojnę w Syrii, walcząc po stronie despoty Baszara al-Asada. Jednocześnie wspiera europejskie populistyczne partie prawicowe milionowymi dotacjami.

Dla eksperta ds. Rosji Borisa Reitschustera wszystko to stanowi jedynie „różne aspekty tej samej strategii globalnej” w wojnie propagandowej Kremla.

Lekcja 5: Rozpowszechniaj swoją ideologię

– Jedyną ideologią Putina jest utrzymanie władzy – mówi Reitschuster. W tym celu chce zasiać na całym świecie wątpliwości, aby zniszczyć wiarę w to, co jest dla niego zagrożeniem: w demokrację.

Propaganda prezydenta wschodniego mocarstwa odnosi takie sukcesy, ponieważ może on sięgnąć po potężną broń, której naziści jeszcze nie znali: internet. Nawet szef sztabu generalnego rosyjskich sił zbrojnych, Walerij Gierasimow, mówiąc o doktrynie militarnej swego kraju, podkreśla znaczenie „środków niemilitarnych” dla „wojny przyszłości, w tym także środków wojny informacyjnej”.

Wiele wskazuje na to, że taktyka ta jest obecnie stosowana do destabilizacji Stanów Zjednoczonych. Część ekspertów uważa, że Rosja za pomocą środków wojny informacyjnej wpłynęła na wynik niedawnych wyborów. Latem dwie grupy hakerów uzyskały dostęp do systemów komputerowych Partii Demokratycznej.

Niedługo później do internetu wyciekły maile wskazujące, że władze partii sabotowały rywala Hillary Clinton, Berniego Sandersa – wizerunek kandydatki na urząd prezydenta bardzo na tym ucierpiał. Firma zapewniająca bezpieczeństwo cyfrowe, CrowdStrike, przypisuje ­cyberatak rosyjskiemu wywiadowi.

Podobnego zdania jest też zwierzchnik służb specjalnych USA oraz Departament Bezpieczeństwa Krajowego. Przypadek ten pokazuje, że w celu zmanipulowania wyników wyborów wcale nie trzeba hakować maszyn do głosowania – wystarczy zaatakować umysły wyborców.

Gdy 22 000 nazistów ­krzyczało w Nowym ­Jorku „Heil Hitler!”

Także Hitler próbował, oprócz rozpowszechniania swojej narodowosocjalistycznej ideologii, zasiać na całym świecie wątpliwości dotyczące demokratycznej formy rządów.

W 1936 roku w Berlinie odbyły się igrzyska olimpijskie, podczas których Niemcy zaprezentowały się światu jako otwarte, tolerancyjne państwo. Był to kolejny z całego szeregu PR-owych sukcesów w wojnie wizerunkowej – Hitler i Goebbels już dawno zrozumieli, że to ich najpotężniejsza broń.

Propaganda nie tylko umożliwiła karierę narodowego socjalizmu, ale także poniosła w świat jego idee, czyniąc go w ten sposób zjawiskiem globalnym. W Europie Włochy, Hiszpania czy Portugalia były faszystowskimi reżimami sojuszniczymi, w obszarze Pacyfiku potężnym sprzymierzeńcem stała się Japonia.

Nawet w krajach demokratycznych, takich jak USA, znaleźli się sympatycy nazistów – według szacunków sam Związek Amerykańsko-Niemiecki zdołał zgromadzić 25 000 członków. W 1939 roku jego lider, Fritz Julius Kuhn, w nowojorskim Madison Square Garden przed ogromnymi transparentami ze swastyką wygłosił płomienną mowę, podczas której 22 000 ludzi odkrzykiwało mu „Heil Hitler!”.

Działo się to zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej. Dziś mamy internet, ale również wtedy istniało ważne medium do rozpowszechniania propagandy: radio.

Hitler już w latach 30. utrzymywał znakomite relacje z bliskowschodnim, palestyńsko-arabskim ruchem narodowym, któremu przewodniczył Muhammad Amin al-Husajni. Podczas powstania w roku 1936, skierowanego przeciwko Żydom i brytyjskim władzom mandatowym, naziści wspierali Arabów nie tylko politycznie, ale także jawnie przekazując pieniądze i broń.

W odpowiedzi na to Husajni nawoływał w audycjach radiowych po arabsku i persku do dżihadu przeciwko brytyjskim i żydowskim wrogom na Bliskim Wschodzie.

Równolegle do tego z Berlina nadawano przepełnione nienawiścią antysemickie tyrady po arabsku, persku i w języku hindi, sprytnie przeplatane cytatami z Koranu oraz arabską muzyką, wzbudzając w ten sposób w słuchaczach na Bliskim Wschodzie sympatię do kraju narodowych socjalistów. Jej echa pobrzmiewają na tych terenach jeszcze dziś...

Lekcja 6: ­Podporządkuj sobie prawo

– Reichstag płonie – zakomunikował zaraz po wejściu do pokoju Goebbels. Hitler spojrzał na niego zdumiony. Chciał to zobaczyć, natychmiast. Już pół godziny później wpatrywał się w ogarnięty pożarem budynek. – To znak od Boga – usłyszał jego mruczenie Goebbels. Hitler wiedział: ten atak z nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku zmieniał wszystko.

Otwierał przed nim możliwość całkowitego unieważnienia porządku demokratycznego i uprzątnięcia z drogi każdego wroga – ze znienawidzonymi przez niego komunistami na czele. Jeszcze w noc pożaru aresztowano w Berlinie 1500 członków Komunistycznej Partii Niemiec.

Dzień później Hitler, który był raptem od czterech tygodni kanclerzem Rzeszy, wydał rozporządzenie w sprawie ochrony społeczeństwa i państwa, aby usankcjonować mocą prawa stan wyjątkowy jako... trwały sposób sprawowania władzy.

Podstawowe prawa obywatelskie zostały uchylone, przywrócono karę śmierci. Do połowy maja ponad 100 000 przeciwników politycznych padło ofiarą fali czystek. Jednocześnie organy administracji państwowej, wymiar sprawiedliwości oraz media znalazły się pod kontrolą NSDAP, która odtąd była jedyną partią w Niemczech.

Całkowite ujednolicenie dokonało się. Hitler zdobył wszelkie instrumenty niezbędne do manipulowania społeczeństwem.

Czy Erdoğan tylko ­wykorzystał pucz?

To, jak szybko udało im się osiągnąć cel, zaskoczyło nawet samych nazistów. Dopiero później Hitler i spółka dostrzegli, jak ważną rolę odegrała przy tym dynamika mas ludzkich.

Ostatecznym czynnikiem pozwalającym zbudować dyktaturę jest bowiem szeroka zgoda społeczeństwa, które ochoczo daje się zmanipulować. Jedyny poważny bunt wybuchł dopiero w roku 1943, gdy kilkaset niemieckich kobiet rozpoczęło w Berlinie demonstrację przeciwko uwięzieniu ich żydowskich małżonków.

Goebbels już w tej małej grupie osób dostrzegł niebezpieczeństwo dla reżimu i uwolnił aresztowanych.

Znacznie łatwiej jest przeforsować kontrowersyjne plany, gdy istnieje rzekome zagrożenie z zewnątrz – wróg, który pozwala usprawiedliwić wszystkie środki. W przypadku Hitlera była to „żydokomuna” – pojęcie wykorzystywane w walce politycznej do dziś.

Także tureckiemu prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoğanowi przysłużyło się nagłe zdarzenie – próba puczu z 15 lipca 2016 roku, o którą do dziś oskarża on swojego największego przeciwnika: przywódcę duchowego Fethullaha Gülena. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, czy to faktycznie on kierował przewrotem, czy może cała akcja była inspirowana przez władze.

Ale to i tak bez znaczenia, ponieważ zakończony niepowodzeniem zamach stanu przyniósł korzyści wyłącznie jednej osobie: samemu Erdoğanowi.

– Dla nas demokracja jest tylko pociągiem, do którego wsiadamy, aby dotrzeć do celu – powiedział kiedyś. Od kilku lat dokładnie widać, co jest tym celem: stworzenie autokratycznego systemu prezydenckiego.

Ze swoich zamiarów Erdoğan nie robi tajemnicy: – Państwo centralistyczne i system prezydencki nie wykluczają się. Przykłady takich krajów istnieją na świecie obecnie i istniały w przeszłości. Jednym z nich są hitlerowskie Niemcy. I podobnie jak Führer, prezydent Turcji wykorzystuje nagłe zdarzenie do umocnienia władzy i przeprowadzenia czystek.

Aresztowani zostali politycy opozycyjnych partii, ważni urzędnicy, nauczyciele oraz wojskowi. Do końca lipca zatrzymano 10 000 żołnierzy, w tym prawie 2500 oficerów, 163 generałów i admirałów. Ponadto ma zostać przywrócona kara śmierci.

– Mimo to tzw. oczyszczanie armii jest dla Erdoğana tylko celem pobocznym – mówi ekspert ds. Turcji, Hans-Georg Fleck. Prezydentowi chodzi podobno głównie o to, by podporządkować sobie system prawny.

– Wszystkie inne obszary państwa uformował już według swojego planu. Jeszcze w noc puczu ponad 2700 urzędników sądowych zostało zwolnionych, a setki sędziów aresztowano.

– To, co obserwujemy dzisiaj w Turcji, mocno przypomina narodziny III Rzeszy w 1933 roku. Wtedy pożar Reichstagu umożliwił NSDAP przejęcie pełnej władzy i zniszczenie politycznych przeciwników nazistów – mówi niemiecki politolog Joachim Krause.

Po czym poznać, że ­demokracja umiera?

Na początku października 2016 roku ogłoszony przez Erdoğana stan wyjątkowy został przedłużony o 3 miesiące. Czy ostatecznie stanie się stanem permanentnym, jak w reżimie Hitlera, nie wiadomo.

Niezależnie jednak od tego, jak rozwinie się sytuacja w USA, Turcji czy Rosji, spojrzenie wstecz na rok 1936 uświadamia jedno: „ujednolicone” państwo jest zawsze stadium końcowym przemiany demokracji w dyktaturę.

Gdy ten stan zostanie osiągnięty, nie ma już odwrotu – przynajmniej nie na drodze pokojowej. Czy historia sprzed ponad 80 lat się powtórzy? Miejmy nadzieję, że nasze czasy nie będą aż tak „ciekawe”...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy