Reklama

Reklama

Islandia: Częściowe wyniki wyborów parlamentarnych

Partia Niepodległości (PN) obecnego premiera Bjarni Benediktssona prowadzi, po przeliczeniu ok. połowy oddanych głosów, w sobotnich wyborach do parlamentu Islandii (Althingi). Jest jednak zagrożona przez dobry wynik opozycyjnego Ruchu Lewicowo-Zielonego (VG).

Według obecnych wyników konserwatywna Partia Niepodległości może liczyć na ok. 17 miejsc w 63-osobowym jednoizbowym parlamencie, co oznacza - w porównaniu z dotychczasowym stanem posiadania - utratę czterech mandatów.

Reklama

Opozycyjny Ruch Lewicowo-Zielony, na którego czele stoi charyzmatyczna Katrin Jakobsdottir, zdobył dotychczas 11 mandatów, podobnie jak powstała we wrześniu Partia Centrowa byłego premiera Sigmundura Gunnlaugssona. Pozostałe miejsca zajmują mniejsze ugrupowania.

Ostateczne wyniki głosowania mają być znane w niedzielę, ale uważa się, że będą się one tylko nieznacznie różnić od wyżej podanych.

Obserwatorzy podkreślają, że rozproszenie głosów nie wróży dobrze rządzącym dotychczas konserwatystom i sformowanie większościowej koalicji, czy to prawicowej czy lewicowej, może potrwać wiele tygodni, jeśli nie miesięcy.

Przyznał to zresztą dotychczasowy premier Benediktsson. "Cieszę się, że jesteśmy na czele, ale sytuacja jest bardzo skomplikowana. Jestem jednak optymistą co do naszych szans sformowania rządu" - powiedział nocy z soboty na niedzielę.

Natomiast Jakobsdottir oświadczyła, że nie wyklucza koalicji z nowopowstałą Partią Centrową, ale w pierwszej kolejności będzie dążyła do porozumienia z ugrupowaniami lewicowymi. "Mamy nadzieję że opozycja zdobędzie większość, ale obecnie sytuacja jest niejasna" - powiedziała.

Dysponująca zaledwie jednym głosem przewagi koalicja rządowa upadła we wrześniu, kiedy koalicyjna Jasna Przyszłość oskarżyła premiera Benediktssona o tuszowanie faktu, że jego ojciec zabiegał o zatarcie wydanego w 2004 roku wyroku 5,5 roku więzienia dla mężczyzny za gwałty popełniane przez 12 lat na adoptowanej córce.

Przedterminowe wybory odbyły się rok po poprzednich z 29 października 2016 roku, do których doszło w rezultacie skandalu wokół Panama Papers. Okazało się, że konta w rajach podatkowych miało ok. 600 Islandczyków, w tym ówczesny premier Gunnlaugsson i dwóch ministrów.

Islandia znacznie ucierpiała podczas kryzysu finansowego w 2008 roku. Jego główną przyczyną na liczącej 330 tys. mieszkańców wyspie była utrata zdolności refinansowania krótkoterminowych zobowiązań przez trzy największe banki komercyjne w tym kraju. Kapitalizacja giełdy w Reykjaviku spadła o ponad 90 proc., islandzka korona straciła na wartości blisko o połowę.

Gospodarka islandzka wyszła już jednak z kryzysu. W 2016 PKB Islandii wzrósł o 7,2 proc., a bezrobocie utrzymuje się na poziomie poniżej 3 proc.

Dowiedz się więcej na temat: Islandia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje