Reklama

Reklama

​Impeachment Trumpa: Bujda czy realny scenariusz?

Senator Lidnsey Graham dopuszcza możliwość wszczęcia procedury impeachmentu wobec Donalda Trumpa. Można by to zbyć wzruszeniem ramion, gdyby nie fakt, że Graham jest republikaninem. Czy są podstawy do usunięcia prezydenta Trumpa z urzędu po ledwie dwóch miesiącach rządzenia? - Nie dostrzegam takich przesłanek - mówi Interii amerykanista Paweł Laidler, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

O procedurze impeachmentu Lindsey Graham mówił podczas przesłuchania kandydata na sędziego Sądu Najwyższego - Neila Gorsucha.

Graham: Czy zgadza się pan ze mną, że ustawa o traktowaniu internowanych zabrania waterboardingu (rodzaj tortury - przyp. red.)?

Gorsuch: Tak, senatorze.

Graham: Jeśli ogląda nas teraz prezydent Trump, po pierwsze - dobra robota z nominacją dla sędziego Gorsucha. Po drugie - to ta zła wiadomość - jeśli prezydent zacznie stosować waterboarding, może mu grozić impeachment. Czy to słuszny wniosek?

Gorsuch: Impeachment to prerogatywa Kongresu.

Reklama

Graham: Tym lepiej. Czy byłoby to przedmiotem śledztwa?

Gorsuch: Nie będę spekulował.

Graham: Ale nikt nie stoi ponad prawem?

Gorsuch: Nikt nie stoi ponad prawem. Nikt.

Co wynika z tej wymiany zdań? Prasa odczytuje to jako groźbę skierowaną przez republikanów bezpośrednio do Donalda Trumpa - "jeśli posuniesz się za daleko, usuniemy cię z urzędu".

Nie jest tajemnicą, że czołowi republikanie, jak Paul Ryan, nie przepadają za Donaldem Trumpem, uważają, że nie reprezentuje on konserwatywnych warości. Z kolei wiceprezydent Mike Pence, który objąłby urząd w przypadku impeachmentu Trumpa, jest w partii lubiany.

Bukmacherzy zaczęli już nawet przyjmować zakłady w tej sprawie. Paddy Power za każdego dolara postawionego na impeachment w pierwszym półroczu urzędowania oferuje oferuje cztery dolary.

Petycje domagające się usunięcia Donalda Trumpa z urzędu podpisały już setki tysięcy obywateli.

Czy jednak prezydent swoim postępowaniem dał podstawy do takich spekulacji?

Argumenty za, argumenty przeciw

- Impeachment to nie jest procedura kontroli politycznej, tylko procedura kontroli prawnej, czyli trzeba udowodnić, że prezydent podczas pełnienia urzędu naruszył prawo. Na podstawie działań, o których się słyszy oficjalnie, nie ma przesłanek, by twierdzić, że prezydent złamał prawo - komentuje dla Interii prof. Paweł Laidler.

- To nie jest tak, że działania, które uznajemy za moralnie naganne albo kontrowersyjne, od razu spełniają te przesłanki. Można Trumpa krytykować za jego politykę, ale raczej nie za łamanie prawa - dodaje ekspert.

Zwolennicy impeachmentu Trumpa podają kilka argumentów.

Przede wszystkim, jak ujawnił szef FBI, od miesięcy toczy się śledztwo dotyczące relacji między sztabem Donalda Trumpa a rosyjskimi władzami. Jeśli dochodzenie ujawni współpracę między Moskwą a ludźmi Trumpa, 45. prezydent USA znajdzie się w poważnych tarapatach. Wcześniej bowiem służby ujawniły, że Rosjanie ingerowali w amerykańskie wybory m.in. wykradając maile Partii Demokratycznej.

"Szykujcie się na impeachment" - napisała Maxine Walters, demokratka w Izbie Reprezentantów.

Prezydent zareagował na te rewelacje zdecydowanie: "Nie mam nic wspólnego z Rosją. Już mówiłem - żadnych umów, nic".

Ale wątek rosyjski to niejedyne podstawa do impeachmentu w oczach zwolenników tego rozwiązania.

Autorzy petycji "Impeach Trump Now" cytują analizę profesorów Harvardu, wedle których Donald Trump z chwilą objęcia urzędu naruszył konstytucyjną klauzulę zakazującą prezydentowi czerpania korzyści od zagranicznych rządów i zagranicznych przywódców (Foreign Emoluments Clause). 

Chodzi o konflikt interesów - Trump jest jednocześnie prezydentem USA i właścicielem The Trump Organization. Rodzi to liczne wątpliwości np. jednym z największych pożyczkodawców Trumpa jest chiński bank przemysłowo-komercyjny, kontrolowany przez chińskie władze. Bank ten wynajmuje również apartamenty w nowojorskiej Trump Tower. Spośród wszystkich rezydentów płaci za czynsz najwięcej. Prezydent odnosi więc bezpośrednią korzyść, a jej źródłem jest chiński rząd. To naruszenie konstytucji - uważają przeciwnicy Trumpa.

Co więcej, chińskie władze dały ostatnio zielone światło na otwarcie kolejnych biznesów Trumpa w tym kraju: hoteli, ośrodków spa, usług ochroniarskich. Zezwolono także na rejestrację aż 38 znaków towarowych należących do The Trump Organization.

Wskazuje się również, że zagraniczni dyplomaci zmieniają swoje rezerwacje hotelowe w Waszyngtonie po to, by nocować w Trump International Hotel. Chcą w ten sposób przypodobać się prezydentowi lub po prostu go nie urazić. Tyle że firma Trumpa czerpie z tego korzyści - i tu znów przytaczana jest wspomniana klauzula.

Były sekretarz pracy Robert Reich podpowiada także, iż dobieranie przychylnych dziennikarzy na niektóre konferencje prasowe to naruszenie pierwszej poprawki do konstytucji, gwarantującej m.in. wolność prasy.

Z kolei Lindsey Graham w przytoczonym na wstępie wywodzie przekonywał, że przywrócenie tortur może być podstawą do usunięcia z urzędu.

Nawet jeśli powyższe zarzuty uznamy za naciągane (np. Trump nie ma raczej wpływu na to, gdzie dyplomaci rezerwują noclegi), to można przypuszczać, że republikanie będą stosować groźbę impeachmentu jako narzędzie do wpływania na prezydenta.

Clinton uciekł spod topora

Do tej pory procedura impeachmentu była wszczynana wobec dwóch prezydentów: Bill Clintona i Andrew Johnsona. Obaj przegrali głosowanie w Izbie Reprezentantów, ale obronili się w Senacie, gdzie do zdymisjonowania prezydenta wymagana jest większość dwóch trzecich głosów. Z kolei Richard Nixon zrezygnował z urzędu, zanim jego impeachmentem zdążyła zająć się Izba Reprezentantów (wcześniej wniosek pomyślnie przeszedł przez komisję Izby).

Jak głosi konstytucja USA, podstawą do usunięcia prezydenta z urzędu jest "zdrada, przekupstwo lub inne ciężkie przestępstwa i wykroczenia".

Dowiedz się więcej na temat: Donald Trump

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy