Reklama

Reklama

​Hiszpania i Portugalia żądają przeprosin od szefa eurogrupy

Przedstawiciele rządów Hiszpanii i Portugalii wezwali w środę szefa eurogrupy Jeroena Dijsselbloema do przeprosin za słowa o południowych krajach Unii Europejskiej. Lizbona zaapelowała do innych członków UE, by nie popierali Holendra w wyborach na kolejną kadencję. Tymczasem rzecznik szefa eurogrupy oświadczył, że w wypowiedzi dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung", która wywołała oburzenie państw Europy Południowej, nie skrytykował on żadnego konkretnego państwa czy regionu.

Uwagi szefa Eurogrupy z wywiadu dla niemieckiej gazety “Frankfurter Allgemaine Zeitung", że kraje Europy Południowej wydały pieniądze na "alkohol i kobiety", a potem proszą o pomoc, są jednym z głównych tematów środowych wydań gazet na Półwyspie Iberyjskim. Wypowiedź Dijsselbloema spotkała się również z krytyką większości partii wchodzących w skład parlamentów Hiszpanii i Portugalii.

Reklama

Oburzenie na południu Europy wywołała następująca wypowiedź szefa eurogrupy: "W czasie kryzysu euro państwa północy okazały solidarność z najbardziej dotkniętymi krajami. Jako socjaldemokrata przykładam wielką wagę do solidarności, ale ma się też obowiązki. Nie można wydać wszystkich pieniędzy na alkohol i kobiety, a potem prosić o pomoc".

W środę rząd w Lizbonie wezwał kraje UE do niepopierania kandydatury holenderskiego polityka, ubiegającego się o reelekcję na stanowisku szefa eurogrupy.

“Nasz rząd uważa, że Dijsselbloem nie spełnia warunków, aby pozostawać na czele eurogrupy. Dostrzegamy, że podobną opinię podziela też wiele osób w Parlamencie Europejskim" - powiedział minister spraw zagranicznych Augusto Santos Silva.

Dijsselbloema do przeprosin wezwał również rząd Hiszpanii. Minister gospodarki, przemysłu i konkurencji Luis de Guindos wyraził przekonanie, że szef eurogrupy powinien uznać swoją wypowiedź za “niefortunną i żałować za nią".

We wtorek Dijsselbloem podczas spotkania z eurodeputowanymi w ramach prac jednego z komitetów Parlamentu Europejskiego oświadczył, że nie zamierza przepraszać za cokolwiek.

“Przykro mi, że Dijsselbloem nie poczuwa się do winy. Myślałem, że przyzna się do błędu. Jego wypowiedź była bowiem niefortunna zarówno co do meritum, jak i co do formy" - powiedział dziennikarzom w środę w madryckim Kongresie Deputowanych Luis de Guindos.

Dijsselbloem w poniedziałek zasygnalizował w Brukseli, że mógłby pozostać na stanowisku. Sama procedura wyboru szefa eurogrupy zawarta w protokole nr 14 do Traktatu Lizbońskiego mówi ogólnie, że ministrowie państw członkowskich, których walutą jest euro, wybierają przewodniczącego na okres dwóch i pół roku.

Dijsselbloem, który przewodzi pracom eurogrupy od roku 2013, był dotychczas bardzo dobrze oceniany przez swoich kolegów. Wprawdzie nieformalne porozumienie przewidywało, że po pierwszej kadencji zastąpi go Luis de Guindos, ale ostatecznie ministrowie nie zdecydowali się na ten krok.

Z Lizbony Marcin Zatyka 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje