Reklama

Reklama

​Hiszpania: Ekshumacja szczątków generała Francisco Franco

W podmadryckiej Valle de los Caidos - Dolinie Poległych - ekshumowano generała Francisco Franco. Prawie 44 lata po śmierci hiszpańskiego dyktatora, jego szczątki zostały przeniesione z wybudowanego ku jego czci mauzoleum na okoliczny cmentarz Pardo-Mingorrubio, gdzie rodzina Franco ma grobowiec. Decyzję, która wzbudza dużo emocji, podjął lewicowy gabinet Pedro Sancheza.

Podczas ekshumacji, w podziemnej bazylice, w której do dzisiaj był pochowany generał Franco, przebywała jego najbliższa rodzina, hiszpańska minister sprawiedliwości i lekarze sądowi. Mimo zakazu, wnuk zmarłego, Francisco Franco, wniósł do bazyliki flagę z czasów dyktatury. Pełniący funkcję premiera socjalista, Pedro Sanchez, odmówił dyktatorowi honorów państwowych. Wyniesieniu trumny z bazyliki towarzyszyły okrzyki "Viva Franco!" - niech żyje Franco - wznoszone przez zwolenników dyktatury.  

Reklama

Do bazyliki zakazano wejścia dziennikarzom. Z dziedzińca świątyni wydarzenie było relacjonowane przez 500 stacji telewizyjnych i gazet z całego świata - więcej niż było akredytowanych na ślubie hiszpańskiego monarchy Filipa VI. W obawie przed blokadą dróg przez frankistów, trumna ze szczątkami została przetransportowana na madrycki cmentarz drogą powietrzną - wojskowym helikopterem. Wniesienie jej do grobowca na cmentarzu Mingorrubio poprzedzono krótką ceremonią religijną, którą poprowadził ksiądz Ramon Tejero, syn Antonia Tejero - przywódcy nieudanego zamachu stanu w Hiszpanii, w lutym 1981 roku. Nekropolia położona jest w pobliżu pałacu Pardo, rezydencji generała. Dyktator spoczął na niej obok żony, Carmen Polo.

Franco sam wybrał miejsce pod mauzoleum Doliny Poległych. Prace rozpoczęły się w 1940 roku - 12 miesięcy po zakończeniu wojny domowej. Przez 20 lat bazylikę budowali wzięci do niewoli republikanie i więźniowie polityczni. Każdy rok prac skracał ich wyroki o 10 lat. Wielu z nich podczas budowy zmarło. Oprócz Franco i Jose Antonio Primo de Rivera - twórcy Falangi, jedynego ugrupowania politycznego czasów dyktatury - w mauzoleum spoczywają szczątki 40 tysięcy ofiar konfliktu. Dokonanie ekshumacji było jedną z wyborczych obietnic Pedro Sancheza. Zwycięzca kwietniowych wyborów parlamentarnych uzasadniał, że jest to miejsce pamięci i hołdu ofiarom wojny a grób Franco “obraża hiszpańską demokrację". Pod koniec września jego petycje poparł Sąd Najwyższy, który jednogłośnie orzekł na rzecz “szybkiego przeniesienia szczątków". Za ekshumacja opowiedziała się też większość deputowanych.

O zaniechanie ekshumacji zwolennicy dyktatury zwracali się do papieża Franciszka. Rodzina Franco, która kilkakrotnie odwoływała się od decyzji, uznała ekshumację za część kampanii wyborczej socjalistów. Po nieudanej próbie utworzenia rządu, 10 listopada, w Hiszpanii, odbędą się kolejne wybory parlamentarne.

Dyktatura Franco trwała 40 lat. Liczba ofiar reżimu - wojny domowej, obozów koncentracyjnych, represji - szacowana jest na ponad 300 tysięcy. W tym zaginionych jest ponad 100 tysięcy osób obu stron konfliktu. Większość z nich spoczywa w rozsianych po całym kraju zbiorowych mogiłach. Pod względem liczby zaginionych Hiszpania jest drugim po Kambodży krajem na świecie.

Generał Franco zmarł w listopadzie 1975 roku. O jego grób - między innymi o to, aby codziennie leżały na niej świeże kwiaty - dbała do dzisiaj Narodowa Fundacja Francisco Franco (Fundacion Nacional Francisco Franco). Z doniesień hiszpańskich mediów  wynika, że do 2004 roku Fundacja otrzymywała subwencje z kasy państwa. 

Ewa Wysocka

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy