Reklama

Reklama

Himalaje: Turysta odnaleziony po 7 tygodniach poszukiwań

Turysta Liang Sheng-yu został odnaleziony, po tym jak 47 dni temu zaginął w Himalajach wraz ze swoją dziewczyną Liu Chen-chin. Jego partnerka zmarła 3 dni przed przybyciem ratowników.

"Kiedy go znaleźliśmy, był świadomy. Czuwał przy boku zmarłej partnerki" - informuje ratownik Madhav Basnet. Mężczyznę znaleziono w środę, tuż przed południem.

Reklama

Para uprawiała trekking u podnóża góry Ganesh. Ich trasa obejmowała rejon Tipling w dystrykcie Dhading w Nepalu. 9 marca w tym rejonie przeszła śnieżyca. Od tamtej pory słuch o nich zaginął.

Jak się wynika z relacji mężczyzny, schronienie znaleźli w małej jaskini w wąwozie.

Liang i Liu przybyli do Nepalu pod koniec lutego. Rodziny turystów straciły z nimi kontakt już na początku marca. Poszukiwania zostały rozpoczęte, kiedy zaginięcie pary zostało zgłoszone oficjalnie. Trwały tygodniami, lecz ze względu na złą pogodę były okresowo zawieszane. Podjęto je pod koniec kwietnia.

"Nie wierzyliśmy, że odnajdziemy ich żywych. Kiedy zobaczyliśmy Liang’a byliśmy zaskoczeni. Przywitał nas słowami ’Namaste’. Był bardzo szczęśliwy" - powiedział ratownik Madhav Basnet.

Liu i Liang nie jedli przez wiele dni.  Jedzenie, które ze sobą zabrali wystarczyło im na pierwsze 8-10 dni. Po tym czasie żywili się solą i roztopionym śniegiem. W ciągu 47 dni Liang stracił na wadze 30 kg.

Mężczyzna wraz z ciałem partnerki został przetransportowany helikopterem do centrum medycznego w stolicy Nepalu, Katmandu. Jego ojciec ma przylecieć w piątek.

Lekarze dodają, że Liang nie odniósł poważniejszych obrażeń fizycznych, ale nie był zbyt stabilny emocjonalnie.

Kiedy został odnaleziony był ekstremalnie wykończony. Między jego palcami u stóp znaleziono robaki, a we włosach wszy. Niemniej jednak był bardzo szczęśliwy i noc w szpitalu przebiegła spokojnie.

"Byłem z nim całą noc. Wczoraj wieczorem zjadł 6 talerzy zupy i wciąż mi dziękował" - powiedział ratownik Madhav Basnet.

Liang’owi już nic nie zagraża. Wciąż jest jeszcze słaby, ale bardzo szybko dochodzi do siebie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne