Reklama

Reklama

Gruzja: Opozycja zmobilizowała 50 tys. ludzi

Co najmniej 50.000 ludzi zmobilizowała gruzińska opozycja, by domagać się dymisji prezydenta Micheila Saakaszwilego w dniu, gdy Gruzja obchodzi rocznicę odzyskania niepodległości w roku 1918. Prezydent oświadczył, że nie dziwi go protest części Gruzinów.

Reklama

Manifestanci, których liczbę agencja Associated Press szacuje na 60.000, początkowo zebrali się na stadionie, a następnie przeszli w stronę katedry, by wysłuchać cieszącego się poważaniem zwierzchnika gruzińskiego Kościoła prawosławnego patriarchy katolikosa Eliasza II.

Reklama

W obawie przed konfrontacją władze odwołały organizowaną tradycyjnie w Dniu Niepodległości paradę wojskową. Na ulicach, jak podały agencje, nie było też widać policji.

Zwolennicy opozycji zebrani na stadionie w Tbilisi odśpiewali hymn narodowy i uczcili minutą ciszy ofiary wojny z Rosją w sierpniu roku 2008.

- Będziemy manifestować razem dopóki nie dojdzie do pokojowej zmiany władzy - powiedział jeden z liderów opozycji Irakli Alasania.

- Wszystkie siły polityczne są zgodne co do tego, że pewnego dnia odbudujemy integralność terytorialną i będziemy świętować rzeczywisty Dzień Niepodległości - dodał.

Ton patriotyczny zabrzmiał we wtorek w wystąpieniach prezydenta Micheila Saakaszwilego, w tym na spotkaniu z uczniami w jednej ze szkół w Tbilisi.

Saakaszwili podkreślił, że choć Gruzini mogą się nie zgadzać w poglądach politycznych, to, jak powiedział, "z wyjątkiem kilku zdrajców, pragną Gruzji stojącej na własnych nogach, Gruzji zjednoczonej i odnoszącej sukcesy".

Nawiązując do wtorkowej demonstracji zwolenników opozycji, prezydent Saakaszwili wyraził przekonanie, że część demonstrantów to ci, którzy są niezadowoleni z tego, że w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich nie zwyciężył ich kandydat Lewan Gaczecziładze.

Saakaszwili wspomniał także o tym, że w ciągu ostatnich pięciu lat w celu uzdrowienia struktur państwowych, w tym z policji, prokuratury i urzędów regionalnych, trzeba było zwolnić ponad 50.000 ludzi, gdyż, jak powiedział, "był to system nieuczciwy" i "konieczne były radykalne posunięcia w celu jego zburzenia".

- Ci ludzie wciąż mieszkają w Tbilisi i, oczywiście, nie mogą być zadowoleni, bo zostali odsunięci - dodał Saakaszwili.

Prezydent odwiedził też tego dnia cmentarz na przedmieściach Tbilisi, gdzie pochowano kilku gruzińskich żołnierzy, którzy zginęli w sierpniowej wojnie.

Powiedział, że kraj będzie dalej walczyć o pełne wyzwolenie i budować "pomyślność demokratycznej europejskiej Gruzji".

Opozycja, która od 9 kwietnia prowadzi manifestacje antyprezydenckie z żądaniem ustąpienia Saakaszwilego, obciąża go odpowiedzialnością za ubiegłoroczną wojnę z Rosją, zarzuca zdradę ideałów rewolucji róż z roku 2003 i zapędy autorytarne.

Saakaszwili nie ma zamiaru ustępować.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy