Reklama

Reklama

Grecja: Rośnie bilans ofiar. Są pierwsi podejrzani o podpalenie

91 ofiar śmiertelnych, dziesiątki wciąż uznawane za zaginione i kilka osób podejrzanych o celowe podpalenia. W Grecji wciąż szaleje pożoga. Od poniedziałku w rejonie Attyki, w okolicach Aten, ogień sprawił ogromne spustoszenie.

Ostatnimi zidentyfikowanymi ofiarami są dwie dziewięcioletnie dziewczynki i ich dziadkowie odnalezieni w Mati. Do czwartku była nadzieja, że co najmniej jedna z dziewczynek ocalała. Nadzieję na to, że przynajmniej jedna z dziewczynek żyje, dała ojcowi zaginionych relacja telewizyjna o ocalałych z pożaru, którzy przed ogniem uciekli na łódź. W jednym z kadrów miał dostrzec córkę. Niestety, okazało się, że dziewięciolatka nie była jego dzieckiem. 

Jak relacjonuje specjalny wysłannik RMF FM do Grecji Mateusz Chłystun, około 60 osób nadal przebywa w szpitalach, z czego 11 jest w stanie ciężkim. 

Reklama

Pierwsi podejrzani o celowe podpalenia

Ratownicy będą kontynuować swoją akcję. Władze nie informują na razie o zatrzymanych, którzy są podejrzani o podpalenia. Premier Grecji powiedział jedynie, że służby prowadzą w tej sprawie dochodzenie i mają konkretne ślady. 

Greckie media donoszą jednak, że w rejonie Pendeli, gdzie wybuchły pożary na wschodnim wybrzeżu, znaleziono substancje łatwopalne.

Obserwował jak ogień trawi okolicę, on ocalał

Historia ostatnich pożarów w Attyce to głównie opowieść o tragicznych próbach ucieczki ludzi przed żywiołem. Wśród setek dramatów są jednak historie, które zakończyły się szczęśliwie. Jedną z nich została uwieczniona na filmiku nagranym telefonem. 

W Grecji nagranie szybko stało się niezwykle popularne. Na zdumiewającym filmie widać mężczyznę, który wyszedł przed swój dom, gdy pożar pojawił się w okolicy miejsca jego zamieszkania. Rozgorączkowany szukał ucieczki, podczas gdy z każdą sekundą silne podmuchy wiatru rozprzestrzeniały ogień, który docierał coraz bliżej miejsca, w którym się znajdował Grek. W tle słychać było alarmy samochodów.

Mężczyzna zdecydował się ukryć za ścianą swojego domu. Szybko zdał sobie jednak sprawę, że to działanie może go nie ocalić, skoro płomienie są tak wielkie, że w trzy minuty trawią całą okolice. Grek, krzycząc, w desperacji zdecydował się wejść do środka domu. Miał niewiarygodne szczęście. Pożar ominął miejsce, w którym się ukrył.

Mateusz Chłystun

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje