Reklama

Reklama

Głosy poparcia dla Polski w europejskich gazetach. "Putin nie ma racji"

Prezydent Rosji Władimir Putin nie ma racji, umniejszając wkład Polski w pokonanie Hitlera, jak to robił podczas uroczystości w Yad Vashem - pisze w piątkowym komentarzu redakcyjnym brytyjski dziennik "The Times". "Rosja powtarza kłamliwe argumenty czasów stalinowskich" - czytamy we francuskiej gazecie "L'Opinion". A "Tagesspiegel" uważa, że "rewizja historii w wykonaniu rosyjskiego prezydenta jest niebezpiecznym zjawiskiem".

Gazeta podaje, że choć uroczystości w Yad Vashem z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz były największym wydarzeniem dyplomatycznym w historii Izraela, to przekazy medialne w tym dniu zdominowała nieobecność polskiego prezydenta Andrzeja Dudy. "The Times" wyjaśnia, że odmówił on udziału, gdy dowiedział się, że Władimir Putin będzie przemawiał, a on - nie i przypomina ostatnią wymianę wzajemnych oskarżeń między obydwoma politykami - zarzuty Putina, że Polska paktowała z nazistami i słowa Dudy, że Putin rehabilituje stalinizm dla celów politycznych.

"Organizatorzy upamiętnienia pod przewodnictwem Mosze Kantora, rosyjskiego miliardera bliskiego Putinowi, ograniczyli prawo do wypowiedzi do sojuszników, którzy pokonali nazistowskie Niemcy. Wykluczenie Polski z tej grupy jest pozbawione poczucia przyzwoitości, biorąc pod uwagę mężny wkład Polaków na wygnaniu w wysiłek wojenny. Biorąc pod uwagę powiązania Kantora z Kremlem oraz pragnienie Benjamina Netanjahu, by mieć bardziej przyjazne stosunki z Rosją, wpływ Moskwy na ten afront nie jest trudny do wykrycia" - pisze "The Times".

Reklama

"Ta historia nie powinna być kontrowersyjna"

Pierwszymi aliantami w walce z III Rzeszą były państwa, które wypowiedziały wojnę hitlerowskim Niemcom na początku września 1939 roku. Były to Polska, Francja i Wielka Brytania. Później dołączyły do niej inne państwa.

Brytyjski dziennik ocenia, że wystąpienie Putina w Jerozolimie nie było wolne od kontrowersji. Jak wyjaśnia, Putin twierdził, iż 40 proc. żydowskich ofiar Holokaustu było sowieckimi obywatelami, podczas gdy według przyjmowanych przez historyków liczb, było to ok. 17 proc. Putin zawyżył tę liczbę wliczając w to mieszkańców wschodniej Polski zajętej wówczas przez Związek Sowiecki, którym narzucono obywatelstwo.

"Tak jak nikt nie kwestionuje poświęcenia Związku Sowieckiego po najeździe nań w 1941 roku ani heroizmu Armii Czerwonej, które doprowadziło do wyzwolenia większości obozów śmierci, tak samo Rosjanie nie powinni kwestionować poświęcenia Polaków, poświęcenia, które rozpoczęło się wcześniej. W czasie Holokaustu zamordowano trzy miliony polskich Żydów. Zginęło ponad dwa miliony nieżydowskich polskich cywilów i żołnierzy" - podkreśla "The Times".

Gazeta pisze, ze choć niektórzy Polacy uczestniczyli w pogromach żydowskich sąsiadów, inni ryzykowali własnym życiem udzielając im schronienia. I wskazuje, że uhonorowanych przez Yad Vashem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów świata zostało 6992 Polaków-chrześcijan wobec 209 Rosjan.

"Tak samo jak dwa lata temu, gdy rząd polski nie miał racji, gdy chciał oskarżanie Polaków o współudział w Holokauście uznać za niezgodne z prawem, tak teraz to Putin nie ma racji oskarżając ich o współudział w rozpoczęciu wojny. Historia tego okresu, choć złożona, nie jest pogmatwana i nie powinna być kontrowersyjna. Udawanie, że jest, obraża pamięć zmarłych" - konkluduje brytyjska gazeta.

Prof. Roszkowski w "L’Opinion": Rosyjska polityka pamięci jest najczęściej oparta na kłamstwie i agresji

Tymczasem na łamach francuskiego dziennika "L’Opinion" historycy Wojciech Roszkowski i Paul Allen opisują historię Polski, akcentując zwalczanie jej z jednej strony przez nazistowskie Niemcy, a z drugiej przez bolszewicką Rosję i komunistyczny Związek Radziecki.

W artykule zatytułowanym "Nie wolno nam zmieniać pamięci historycznej" prof. Roszkowski pisze, że "rosyjska polityka pamięci, prezentowana ostatnio tylko pozornie na nowo przez prezydenta Władimira Putina, oparta jest najczęściej na kłamstwie i agresji".

"Rosja powtarza kłamliwe argumenty czasów stalinowskich" - wtóruje mu amerykański historyk Paul Allen, autor książki "Katyń. Stalinowska masakra i tryumf prawdy".

Allen podkreśla, że w przeciwieństwie do tego, co wybija rosyjska polityka historyczna, nie doszłoby do wybuchu II wojny światowej, gdyby nie pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Jak pisze, według narracji rosyjskiej "pakt Ribbentrop-Mołotow służył tylko obronie przeciwko możliwej agresji ze strony Polski, Francji i Wielkiej Brytanii".

Roszkowski przypomina najnowszą historię Polski, od odzyskania niepodległości po I wojnę światowej, po bitwę warszawską w 1920 roku i wrzesień 1939 roku, kiedy Francja i Wielka Brytania nie udzieliły Polsce pomocy militarnej mimo formalnych zobowiązań, a Armia Czerwona 17 września wkroczyła na terytorium Polski.

Polski historyk zaznacza, że Niemcy i Rosja nie chciały pogodzić się z niepodległością Polski. Podobną ocenę wyraża także Allen.

"Niemcy zostały zmuszone w Wersalu do koncesji terytorialnych na rzecz odrodzonej Polski, natomiast Rosja bolszewicka, usiłując odbudować imperium rosyjskie w nowym kształcie ustrojowym, wysłała przeciw rodzącej się Polsce Armię Czerwoną" - przypomina Roszkowski, przytaczając cytat z dowodzącego wówczas ofensywą Michaiła Tuchaczewskiego: "Droga do światowego pożaru wiedzie przez trupa Polski".

"Mogąc wybrać pokój europejski, gwarantowany z Francją i Wielką Brytanią, Stalin wybrał wojnę na spółkę z Hitlerem. Po tym, jak 1 września 1939 roku III Rzesza zaatakowała Polskę od zachodu i północy, szesnaście dni później Armia Czerwona najechała Polskę od wschodu. Sowiecka inwazja na Polskę z 17 września 1939 roku była pogwałceniem czterech umów międzynarodowych obowiązujących ZSRR: polsko-sowieckiego układu pokojowego z Rygi z marca 1921 roku, układu o wzajemnej nieagresji z maja 1934 roku, paktu Brianda-Kellogga z lipca 1929 roku i londyńskiej konwencji o określeniu napaści z lipca 1933 roku" - przypomina prof. Roszkowski.

"Niezależnie od ludobójczej polityki Niemiec, której ofiarą padło ponad pięć milionów obywateli Polski, w tym około 3 miliony polskich Żydów, władze ZSRR deportowały w nieludzkich warunkach do łagrów i na przymusowe osiedlenie prawie milion Polaków. Duża część deportowanych nie przeżyła tej operacji. Poza tym na mocy decyzji najwyższych władz ZSRR z marca 1940 roku sowiecka policja polityczna zamordowała około 22 tysięcy polskich oficerów w Katyniu i innych miejscach kaźni. Moskwa i Berlin współpracowały także w tępieniu polskich dążeń niepodległościowych na mocy umów między NKWD i Gestapo ze stycznia i marca 1940 roku" - podkreśla polski historyk.

"Dla Polaków wyzwolenie spod okupacji niemieckiej było jednocześnie początkiem zniewolenia komunistycznego. Reżim zależny od ZSRR zapanował w Polsce na następne 45 lat, przynosząc kolejne ofiary w społeczeństwie polskim" - podsumowuje Roszkowski relacje polsko-niemiecko-rosyjskie.

Teksty opublikowane na portalu "L’Opinion" to część kampanii edukacji historycznej "The Truth That Must Not Die", która powstała przy współpracy Polskiej Fundacji Narodowej i Instytutu Nowych Mediów.

"Tagesspeigel": Rewizja historii przez Putina jest niebezpiecznym zjawiskiem

Z kolei niemiecki dziennik "Tagesspiegel", komentując V Światowe Forum Holokaustu w Jerozolimie, skupia się w piątek na polityce historycznej Kremla. Według gazety rewizja historii w wykonaniu rosyjskiego prezydenta Władimira Putina jest niebezpiecznym zjawiskiem.

"Próby przepisywania historii przez Putina są wyzwaniem nie tylko dla historyków. Jest to niezwykle niebezpieczne, ponieważ sieje niezgodę czy wręcz pogardę dla Polaków, Ukraińców, (członków) narodów bałtyckich, których Kreml chce napiętnować jako współpracowników Hitlera" - pisze "Tagesspiegel", odwołując się do niedawnych rosyjskich ataków słownych na Polskę.

Zdaniem dziennika, Putin działa wbrew powiedzeniu, że "tajemnicą pojednania jest pamięć".

"Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz. Pomagała także w wyzwoleniu Europy i Niemiec od nazistów. Nikt nie powinien odmawiać jej uznania. Jednak na początku wojny Stalin był wspólnikiem Hitlera" - konstatuje berlińska gazeta, zastrzegając jednocześnie, że Niemcy nie są predestynowani do pouczania innych ze względu na własną winę. Dlatego - zdaniem "Tagesspiegla" - dobrze się stało, że prezydent RFN Frank-Walter Steinmeier nie nawiązał w swoim czwartkowym przemówieniu do sporu między Rosją a Polską.

"Nie oznacza to, że kłamstwa Putina na temat historii mają pozostać bez odpowiedzi. Ale to raczej inni powinni zgłaszać sprzeciw" - konkluduje dziennik.

Przemawiając w czwartek w Jerozolimie, prezydent Steinmeier przypomniał m.in., że "przemysłowy, masowy mord na sześciu milionach Żydów, największa zbrodnia ludzkości została popełniona" przez jego rodaków, a wojna, która kosztowała życie ponad 50 mln ludzi, wyszła z jego kraju. "75 lat po wyzwoleniu Auschwitz stoję przed wami jako niemiecki prezydent obarczony ogromną historyczną winą" - oświadczył.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje