Reklama

Reklama

Głodny i agresywny niedźwiedź polarny. Nigdy wcześniej nie dotarł tak daleko

Samica niedźwiedzia polarnego została złapana tysiąc kilometrów od swojego siedliska. - Nigdy w historii Rosji nie zaobserwowano niedźwiedzia polarnego, który zawędrował tak daleko w głąb lądu - stwierdził Roman Smetanin, szef agencji BioResources z Jakucji, który brał udział w operacji odłowienia drapieżnika. Samica była bowiem głodna, wyjadała pokarm psom i atakowała mieszkańców wioski Dżebariki-Chaja.

Wychudzony, głodny i agresywny niedźwiedź polarny został we wtorek w nocy odłowiony w pobliżu wsi Dżebariki-Chaja (około 300 km na wschód od Jakucka, azjatycka cześć Rosji). Dotarcie niedźwiedzia polarnego tak daleko od jego siedliska arktycznego jest bezprecedensowe w historii Rosji. 

"Absolutnie wyjątkowy przypadek"

- To absolutnie wyjątkowy przypadek, pierwszy w historii Rosji i Eurazji, kiedy ten gatunek zawędrował z siedliska arktycznego tak daleko na południe w głąb lądu - zauważył w rozmowie z "The Siberian Times" Roman Smetanin, szef agencji BioResources z Jakucji, który brał udział w operacji odłowienia drapieżnika. 

Zwierzę postanowiono złapać, gdyż było agresywne, wyjadało pokarm psom, spało na podwórzach i atakowało mieszkańców wsi, którzy próbowali je odgonić. 

Reklama

- Gdy tylko usłyszeliśmy o niedźwiedziu we wsi, poprosiliśmy jej mieszkańców, by pozostali w domach, a na miejsce wysłano dziesięcioosobowy zespół, w skład którego weszli m.in. eksperci z Ministerstwa Ekologii, Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych, przyrodnicy i pracownicy jakuckiego zoo.

Złapany na ryby spryskane olejem

Niedźwiedzia zwabiono do specjalnej klatki, w której wyłożono stos ryb spryskanych dodatkowo rybnym olejem.  

Smetanin wyjaśniał, że chciano za wszelką cenę uniknąć konieczności odstrzału niedźwiedzia, który po wędrówce w głąb lądu był wyczerpany i mógł nie przeżyć podania środka usypiającego. - Na szczęście zapach ryb w pułapce zwabił go do klatki - mówił Smetanin.

Po odłowieniu drapieżnika okazało się, że jest to około dwuletnia samica. Na razie nie podjęto jeszcze decyzji, jaki czeka ją los. Tymczasowo trafiła do zoo Orto Doidu w pobliżu Jakucka, ma tam przejść kwarantannę przed badaniami medycznymi.

Przyrodnicy uważają, że wciąż jest szansa, by zwierzę mogło zostać wypuszczone na wolność w okolicach Morza Łaptiewów, jego naturalnego środowiska. Jeśli jednak okaże się, że jest w kiepskiej kondycji zdrowotnej, to może trafić do jednego z rosyjskich ogrodów zoologicznych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje