Reklama

Reklama

Formalne śledztwo armii USA w sprawie śmierci 61 cywilów w Mosulu

Armia USA wszczęła formalne śledztwo w celu zbadania, jaką rolę amerykańskie siły zbrojne odegrały w incydencie z 17 marca, kiedy to pod gruzami domu w Mosulu zginęło co najmniej kilkadziesiąt osób - powiedział w środę gen Joseph Votel.

Gen. Votel jest dowódcą Centralnego Dowództwa USA obejmującego m.in. Irak i Afganistan. W środę wypowiadał się on na posiedzeniu komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów USA.

W niedzielę armia iracka podała, że ze zburzonego 17 marca budynku w zachodnim Mosulu, w którym Państwo Islamskie (IS) podłożyło ładunki wybuchowe, wydobyto zwłoki 61 osób i nic nie wskazuje na to, by budynek został zbombardowany przez międzynarodową koalicję pod wodzą USA.

Dowództwo irackiego wojska poinformowało, powołując się świadków, że bojownicy IS zapędzili do piwnicy cywilów, by używać ich jako żywych tarcz.

Reklama

Oświadczenie wojska różni się od doniesień świadków i przedstawicieli lokalnych władz. Według nich z gruzów domu w dzielnicy Dżadida wyciągnięto ok. 200 zwłok, a budynek został zniszczony w nalocie sił antyislamistycznej koalicji wymierzonym w bojowników i sprzęt IS.

"Dżihadyści używają cywilów jako żywych tarcz"

Gen. Votel powiedział, że śledztwo ma wyjaśnić, w jaki sposób Państwo Islamskie przyczyniło się do śmierci cywilów 17 marca. W jego ocenie amunicja użyta tego dnia przez amerykańskie lotnictwo nie spowodowałaby całkowitego zrujnowania budynku. W ten sposób dał do zrozumienia, że dżihadyści z IS mogli rozmyślnie zgromadzić w tym domu cywilów i założyć ładunki wybuchowe - pisze AP. Jednocześnie dowódca ostrzegł, że unikanie ofiar cywilnych może być coraz trudniejsze, bo walki w Mosulu objęły gęsto zabudowany teren, a dżihadyści używają cywilów jako żywych tarcz.

"W miarę jak posuwamy się naprzód w otoczeniu miejskim, będzie coraz trudniej stosować wysokie standardy w naszych działaniach, ale będziemy próbować" - powiedział generał kongresmenom.

Przepytywany przez członków komisji Votel zapewnił, że zasady użycia broni przez amerykańskich żołnierzy nie zostały zmienione ani poluzowane tak, by zezwalać na więcej ofiar wśród cywilów. Dodał, że jedyna zmiana nastąpiła w ub. roku, kiedy zezwolono na podejmowanie pewnych decyzji dotyczących walki dowódcom bliżej pola walki. To oznacza, że odpadł jeden poziom zatwierdzania decyzji bojowych, ale dowódcy na miejscu nadal muszą przeprowadzić taką samą analizę działań pod kątem ewentualnych ofiar wśród cywilów.

Nadal nie wiadomo, co dokładnie wydarzyło się 17 marca w Mosulu, a różniące się doniesienia trudno weryfikować ze względu na toczące się w mieście walki między islamistami a siłami rządowymi, wspieranymi przez lotnictwo koalicji.

We wtorek Amnesty International oceniła, że rosnąca liczba ofiar cywilnych w Mosulu sugeruje, iż amerykańskie siły zbrojne nie stosują tam wystarczających środków ostrożności, wspierając irackie sił zbrojne.

"Codziennie z miasta uciekają tysiące ludzi"

W sobotę dowództwo wojsk USA przekazało, że według wstępnej oceny naloty dokonywane ostatnio przez koalicję w zachodnim Mosulu, w tym także 17 marca, były prowadzone na prośbę irackich sił bezpieczeństwa.

W Mosulu walki koncentrują się obecnie wokół meczetu Al-Nuri, w którym przywódca IS Abu Bakr al-Baghdadi w 2014 roku proklamował sunnicki kalifat na podbitych przez jego organizację terytoriach w Iraku i Syrii.

Międzynarodowa koalicja i zdominowany przez szyitów rząd Iraku obawiają się incydentów, które mogą nastawić do nich wrogo sunnitów, stanowiących większość mieszkańców Mosulu, oraz podsycać napięcia na tle wyznaniowym, które przyczyniły się do powstania IS.

Batalia mająca na celu wyparcie dżihadystów z Mosulu, ostatniego bastionu IS w Iraku, trwa szósty miesiąc. Irackie siły rządowe wspierane przez amerykańskich doradców i lotnictwo międzynarodowej koalicji zajęły w styczniu wschodnią część miasta, a w ostatnich tygodniach - połowę części zachodniej. Codziennie z miasta uciekają tysiące ludzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy