Reklama

Reklama

Feministki żądają prawnej ochrony ofiar przemocy domowej

Około 500 feministek manifestowało w niedzielę na placu Kossutha przed gmachem węgierskiego parlamentu w Budapeszcie, żądając, aby znowelizowany kodeks karny objął paragrafy dotyczące sposobów zwalczania przemocy domowej i ochrony jej ofiar.

- W wyniku przemocy fizycznej i seksualnej co tydzień na Węgrzech ginie jedna kobieta, a co miesiąc umiera jedno dziecko. Co piąta kobieta w naszym kraju zetknęła się ze zjawiskiem przemocy - twierdzi Palma Halasz, przewodnicząca fundacji broniącej pokrzywdzonych kobiet.

Reklama

Kobiety przyszły na plac Kossutha z naręczami lalek i zabawek. - Nie będziemy rodzić dzieci jak niewolnice. Nie jesteśmy poddanymi we własnym kraju. Jesteśmy natomiast pozbawione ochrony przed gwałtem i przemocą. Gwałt w rodzinie to na Węgrzech temat tabu. W przeprowadzonej niedawno anonimowej ankiecie 28 proc. kobiet przyznało, że są zmuszane do seksu i bite przez swoich partnerów - mówiły oburzone aktywistki.

Węgierskie feministki, zainspirowane postulatami opozycyjnej partii Polityka Może Być Inna (LMP), od 1 marca do 1 maja zebrały aż 103 tys. podpisów pod petycją w sprawie nowelizacji kodeksu karnego w celu ochrony kobiet i ustanowienia wysokich kar za ich dyskryminację.

Petycja będzie rozpatrywana na posiedzeniu parlamentu w poniedziałek. Jeśli zostanie zaaprobowana, sekretarz stanu ds. polityki społecznej Zoltan Balog ma zgłosić poprawki do kodeksu karnego. Zdaniem prawniczki i członkini LMP Timei Szabo nie jest wykluczone, że zapisy sankcjonujące prawną ochronę kobiet znajdą się w nowym kodeksie karnym, który zacznie obowiązywać 1 lipca 2013 roku.

W czerwcu węgierski parlament po raz pierwszy od 30 lat znowelizował kodeks karny, m.in. rozszerzając pojęcie obrony koniecznej oraz obniżając granicę wieku odpowiedzialności karnej za ciężkie przestępstwa z 14 do 12 lat. Lewicowa opozycja była przeciwna.

Rząd Węgier nie złożył do tej pory podpisu pod konwencją Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, która stwarza ramy prawne dla ścigania sprawców oraz działania i prewencji w tym zakresie. Jednym z powodów podawanych przez władze jest niespójność postanowień konwencji z nową konstytucją - rząd obawia się m. in. promowania homoseksualizmu i transseksualizmu.

W nowej konstytucji, która weszła w życie 1 stycznia tego roku, znalazł się akapit o "prawnej ochronie życia od poczęcia" oraz kolejny, definiujący instytucję małżeństwa jako "związku mężczyzny i kobiety".

Oburzenie feministek wywołała niedawna wypowiedź deputowanego rządzącej partii Fidesz Mihalya Vargi, który stwierdził na forum parlamentu, że "kobiety powinny realizować się w życiu rodzinnym, rodząc nie dwoje, a czworo dzieci". "Tym sposobem kobiety przyczyniłyby się do wzrostu populacji Węgier, które mają problemy z demografią, zamiast walczyć o emancypację i zajmować się tak drugorzędnymi problemami, jak gwałt i przemoc w rodzinie" - powiedział.

W niedzielę lewicujący dziennik "Nepszabadsag" w wydaniu internetowym zauważył, że "po wielomiesięcznym ignorowaniu protestu kobiet gabinet premiera Orbana wydaje się jednak zmieniać zdanie". "To dlatego, iż rząd premiera Orbana zorientował się, że kobiety stanowią niemal połowę węgierskiego elektoratu" - napisała gazeta.

Niedzielny protest poparł również opozycyjny Jobbik. Deputowana tej partii Krisztina Morvai napisała książkę "Terror w rodzinie", w której zajęła się prawami ofiar zarażonych wirusem HIV, wykorzystywaniem seksualnym dzieci, prostytucją, dyskryminacją i przemocą domową.

Dowiedz się więcej na temat: kodeks karny | ofiary przemocy | przemoc | przemoc domowa | feminizm | Węgry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy