Reklama

Reklama

​Emir Kataru: Jesteśmy gotowi zaakceptować mediację USA

Katar jest gotowy zaakceptować propozycję Białego Domu, by w Waszyngtonie odbyły się rozmowy z udziałem czterech państw arabskich, które zerwały w czerwcu stosunki dyplomatyczne i handlowe z tym krajem.

"Nic nie może być stawiane wyżej niż nasza godność i nasza suwerenność" - powiedział Kataru Tamim ibn Hamad as-Sani w wywiadzie dla CBS, deklarując jednocześnie swą gotowość do podjęcia dialogu z Arabią Saudyjską, Bahrajnem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Egiptem.

Reklama

"Jeśli będą gotowi wyjść w naszą stronę choćby na jeden metr, jestem gotów przejść w ich kierunków i 10 tys. mil" - powiedział w niedzielnym wywiadzie dla CBS News.

Deklaracja ta nie zyskała na razie przychylnego przyjęcia po przeciwnej stronie. Minister spraw zagranicznych Bahrajnu, szejk Chalid ibn Ahmad ibn Muhammad al-Chalifa, zagroził w niedzielę na Twitterze, że Manama może nie wziąć udziału w najbliższym posiedzeniu Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC).

"Jeśli władze Kataru sądzą, że ich gra na zwłokę pozwoli coś ugrać, to są w błędzie" - zaznaczył. "W przypadku, gdyby sytuacja nie uległa zmianie, nasze uczestnictwo w następnym szczycie GCC uznamy za bezcelowe" - dodał.

Szef dyplomacji Bahrajnu stoi na stanowisku, że członkostwo Kataru w GCC, do której należą: Arabia Saudyjska, Bahrajn, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman i Katar, powinno być "zamrożone".

"Nie mielibyśmy zresztą nic przeciw wypadnięciu Kataru z tej organizacji" - wskazał w swym tweecie.

Wzajemne oskarżenia

Państwa, które zerwały z Katarem stosunki, oskarżają ten kraj o sprzyjanie islamskiemu terroryzmowi i bliską współpracę z Iranem, podejrzewanym o wrogie działania wobec sunnickich państw arabskich.

Zgoła inaczej sytuację postrzega Katar. Stanowisko emiratu przedstawił w niedzielę szejk Tamim ibn Hamad as-Sani w wywiadzie dla amerykańskiej stacji telewizyjnej CBS.

"Poprzez blokadę polityczną i ekonomiczną Kataru Arabia Saudyjska i jej arabscy sojusznicy chce doprowadzić do zmiany systemu politycznego w emiracie" - ocenił. "Historia pokazuje i uczy nas, że znów, w sposób całkowicie otwarty, próbują dokonać tego samego, do czego dążyli w 1996 r., gdy emirem został mój ojciec" - oświadczył.

"Nie akceptują naszej niepodległości, naszego sposobu myślenia, naszej wizji rozwoju regionu" - dodał. W ocenie szejka Tamima, kluczowym problemem i zarzewiem konfliktu jest podejście do wolności słowa. "Chcemy wolności wypowiedzi dla mieszkańców regionu, a im się to nie podoba. Widzą w tym zagrożenie dla siebie".

Szejk Tamim z uznaniem wypowiedział się o inicjatywach Białego Domu, który zaoferował gotowość pośredniczenia w mediacji. "Prezydent Donald Trump powiedział mi we wrześniu, gdy spotkaliśmy się przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, że 'nie akceptuje sytuacji, gdy sojusznicy USA walczą ze sobą nawzajem'".

Stany Zjednoczone korzystają z bazy lotniczej Al Udeid położonej na terytorium katarskim, największej nad Zatoką Perską.

Co wydarzyło się 5 czerwca

Mimo wielu apelów dyplomacji amerykańskiej strony konfliktu są jednak nieprzejednane. Na początku września doszło do rozmowy telefonicznej przywódców Kataru i Arabii Saudyjskiej (był to pierwszy kontaktem na tak wysokim szczeblu od wybuchu kryzysu dyplomatycznego przed pięcioma miesiącami), ale sprawy, o których rozmawiali liderzy, wywołały kolejne spory.

Dyplomatyczny konflikt saudyjsko-katarski rozgorzał 5 czerwca, kiedy Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne i konsularne z Katarem, oskarżając go o wspieranie terroryzmu.

W ślad za Rijadem poszło kilka krajów arabskich - Egipt, Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie, które wraz z Saudyjczykami wprowadziły blokadę morską, powietrzną i lądową emiratu. 23 czerwca przedstawiły listę żądań wobec Kataru, domagając się m.in. zamknięcia telewizji Al-Dżazira, rozluźnienia relacji z Iranem i zamknięcia tureckiej bazy wojskowej w Katarze. Dauha uznała te żądania za "niedorzeczne".

Dowiedz się więcej na temat: Katar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL