Reklama

Reklama

Ekspert: Polska wyżej notowana w USA, ale nie w Berlinie i Paryżu

Wizyta amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie przyniosła Polsce korzyści - powiedział w rozmowie z francuski ekspert Martin Quencez. Jego zdaniem zbliżenie Warszawy z Waszyngtonem jest jednak nie do wykorzystania w rozmowach z Paryżem i Berlinem.

"Dla Polski stosunki z USA są bardzo ważne, ale dokonane w Warszawie zbliżenie z Waszyngtonem, jest nie do wykorzystania w rozmowach w Paryżu i Berlinie. Dodatkowy problem polega na tym, że Francja i Niemcy są przekonane, że jeśli współpraca między nimi układa się dobrze, to Europa musi dobrze funkcjonować. Paryż i Berlin wierzą, że mają odpowiedzi na wszelkie kwestie europejskie i nie akceptują braku zgody innych partnerów" - twierdzi specjalista "German Marshall Fund of the United States" od stosunków transatlantyckich Martin Quencez.  

Reklama

Zdaniem eksperta paryskiego biura instytucji "władze polskie mają wspólną z prezydentem Trumpem wizję polityczną, ale nie należy tego mylić z wrogością do UE". "Wszystkie sondaże wskazują, że Polacy są tym narodem, gdzie poparcie dla EU jest największe, i że absolutnie nie chcą oni wyjść z Unii. Nie ma więc mowy, by Polska, przy pomocy Trumpa, chciała zniszczyć projekt europejski" - zaznacza. 

"Znaczenie tej podróży wykracza poza Polskę, ale pamiętać trzeba, że wizyty w Arabii Saudyjskiej i Izraelu wydawały się czymś bardzo pozytywnym, a potem przyszło rozczarowanie na brukselskim szczycie NATO. Tym razem G20 w Hamburgu, a w przyszłym tygodniu wizyta w Paryżu, pokażą - do pewnego stopnia - jak "trzymają się" warszawskie deklaracje" - zauważa Quencez.  

"Przed wizytą Trumpa w Warszawie oczekiwania były bardzo niskie. Teraz przywódcy europejscy starają się wysunąć na czoło jej pozytywne aspekty, przede wszystkim potwierdzenie ważności art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego i wywyższenie "wartości Zachodu", nawet jeśli niezbyt wiadomo, co kryje się za tym pojęciem".  

Quencez podkreśla, że "wszyscy pragną mieć specjalne relacje z Waszyngtonem, ale brak sympatii, z jakim spotyka się Trump w społeczeństwach europejskich, nie pozwala na to, by te stosunki były zbyt bliskie". "Francja i Europa widzą Trumpa jako problem i będzie to zapewne ciążyć podczas całej kadencji obecnego prezydenta USA" - mówi.  

"Od zaprzysiężenia Trumpa rząd amerykański powtarza - osądzajcie nas nie po prezydenckich "tweetach", ale po tym co robimy. W sprawach bezpieczeństwa, poza deklaracjami, są konkrety. Na terytorium Polski stacjonują żołnierze amerykańscy, a budżet obronny USA dostanie w przyszłym roku dodatkowe 1,8 mld dolarów. Polacy mogą być więc spokojniejsi" - twierdzi Quencez.  

"Tu mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Polacy są dziś bardziej ufni, choć posłanie wojsk do Polski to decyzja poprzedniego prezydenta. W Warszawie Trump sugerował, że Amerykanie stacjonują w Polsce tylko czasowo, co też jest kontynuacją polityki Obamy. 

Mimo to Polacy są bardziej ufni dziś niż za jego prezydentury" - kontynuuje ekspert.  

Quencez zaznacza, że "przemówienia Trumpa śledzi się również po to, by zauważyć, czego nie powiedział". "Wbrew obawom niektórych nie zrobił żadnych uwag, mogących wykopać przepaść między Europą Środkową a Zachodnią" - powiedział w rozmowie z PAP. 

Z Paryża Ludwik Lewin (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne