Reklama

Reklama

Ekspert o Trumpie: Nacjonalistyczna retoryka i gwarancje dla NATO

Profesor London School of Economics Peter Trubowitz ocenił, że przemówienie prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie było połączeniem "twardej, nacjonalistycznej retoryki" z gwarancjami bezpieczeństwa dla członków NATO.

Prof. Trubowitz, który kieruje wydziałem stosunków międzynarodowych prestiżowej londyńskiej uczelni, dodał, że jego zdaniem głównymi adresatami wystąpienia Trumpa były nie tylko państwa wchodzące w skład inicjatywy Trójmorza, ale także niemiecka kanclerz Angela Merkel, rosyjski prezydent Władimir Putin i elektorat Trumpa w Stanach Zjednoczonych.  

"W tekście tego przemówienia widać wpływ (doradcy Trumpa - PAP) Steve'a Bannona, zwłaszcza w odniesieniu do konieczności obrony naszej cywilizacji. To woda na młyn dla konserwatywnych populistów w Europie, w tym w Polsce, i Stanach Zjednoczonych. (...) Trump połączył twardą, nacjonalistyczną, cywilizacyjną retorykę Bannona z wysiłkami (szefa Pentagonu - PAP) Jamesa Mattisa mającymi zapewnić Europę o amerykańskim wsparciu" - tłumaczył. 

Reklama

Jak ocenił, "połączenie takiego wydźwięku jego wypowiedzi z poparciem dla artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego sprawia, że całość jest interesującą mieszanką".  

"To trochę tak, jakby powiedział do Angeli Merkel: "w porządku, zobowiązujemy się do obrony Zachodu, ale najpierw sprawdźmy, czy mamy na myśli te same zachodnie wartości". Jego obrona Zachodu dotyczy wielu elementów, z którymi zachodni liberałowie raczej by się nie zgodzili" - powiedział.  

Wzmocnienie pozycji przed szczytem G20

Zdaniem prof. Trubowitza wizyta prezydenta w Polsce "wyglądała na element wzmacniania pozycji negocjacyjnej przed rozmowami z niemiecką kanclerz  Merkel i innymi liderami, w tym z rosyjskim prezydentem Putinem, w trakcie szczytu G20 w Hamburgu".  

"Wystąpienie Trumpa w Warszawie miało za zadanie pokazać Merkel, że amerykański prezydent ma politycznych sojuszników w Europie, którzy podzielają jego obawy, m.in. dotyczące granic i uchodźców. Z kolei jego komentarze dotyczące rosyjskich działań na Ukrainie, jasne poparcie artykułu 5. i memorandum w sprawie sprzedaży rakiet Patriot miały udowodnić, że nie siedzi w kieszeni Putina. Wiele w tym interesującej geopolityki, (...) a Polska została częściowo użyta jako rekwizyt - ważny, ale nadal rekwizyt - w większej rozgrywce" - powiedział.  

Zdaniem Trubowitza przemówienie w Warszawie może także poprawić ocenę Trumpa przez amerykańskich wyborców, którzy od czasu jego inauguracyjnego wystąpienia w styczniu czekali na "prezydenckie" przemówienie, przedstawiające całościową wizję stosunków międzynarodowych.  

Jak dodał, wizyta w Polsce była także uzasadniona "transakcyjną logiką" amerykańskiego prezydenta.  

"Trump zawsze łączy zobowiązanie do obrony NATO z nawoływaniem do tego, by Europejczycy płacili więcej - to bardzo transakcyjne podejście. Pod tym względem wybór Polski też ma sens, bo polski rząd przeznacza powyżej 2 proc. PKB na obronność, wypełniając swoje zobowiązania z nawiązką" - powiedział prof. Trubowitz.  

Poparcie wśród konserwatystów

Ekspert podkreślił, że "analogia pomiędzy walką Polaków z nazistami a zagrożeniem terrorystycznym dla Europy nie zostanie doceniona w wielu krajach Europy, bo jest nieco wymuszona i wprowadzająca w błąd, (...) ale znajdzie poparcie konserwatystów w takich krajach, jak Polska, Węgry czy Francja".  

"W tym sensie to jest nieco ryzykowne zagranie: Trump próbuje dotrzeć do części Europejczyków ponad głowami szefów poszczególnych rządów. Zobaczymy, jak zareaguje na to Merkel, bo z pewnością nie są to te zachodnie wartości, które ona ma na myśli" - ocenił.  

Pytany o konkretne korzyści wynikające z wizyty Trumpa w Polsce, prof. Trubowitz wskazał na umowę dotyczącą zakupu systemu rakietowego Patriot i zapowiedź amerykańskiego zaangażowania w Europie. 

Zaznaczył również, że "można się spodziewać, iż kraje Trójmorza spróbują użyć poparcia Trumpa, aby wzmocnić swoją pozycję w Unii Europejskiej, w szczególności wobec Niemiec, ale nie sądzę, żeby to zadziałało".  

Jak powiedział, "jako gospodarz czwartkowego spotkania, polski prezydent Andrzej Duda jest pierwszym, który zaryzykował i postawił na Trumpa - zobaczymy, jak na tym wyjdzie".  

"Jeśli okaże się, że to nie przyniesie większych korzyści w polityce europejskiej, inni liderzy mogą być mniej skłonni, żeby podążyć tą samą drogą" - dodał.   Amerykański prezydent Donald Trump wziął udział w czwartkowym szczycie Trójmorza w Warszawie i spotkał się w cztery oczy z prezydentem Andrzejem Dudą. 

Z Londynu Jakub Krupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne