Reklama

Reklama

Dwugodzinna egzekucja. "Dostał to, na co zasłużył"

Prawie dwie godziny trwała egzekucja mordercy w mieście Florence w stanie Arizona (USA). Z relacji świadków wynika, że Joseph Rudolph Wood "ciężko oddychał i krztusił się ponad godzinę", a umarł dokładnie po godzinie i 56 minutach.

Mężczyźnie, skazanemu za zastrzelenie w 1989 roku z zimną krwią swojej byłej dziewczyny i jej ojca, zaaplikowano zastrzyk z trucizną. Cała procedura rozpoczęła się o godzinie 13:53 czasu lokalnego.

Reklama

Jeden z amerykańskich reporterów, który był obecny podczas egzekucji, powiedział, że po tym, jak mężczyzna wyrzekł swoje ostatnie słowa, był nieprzytomny przez kilka minut. Później zaczął ciężko oddychać i się krztusić. - Naliczyłem około 660 takich głębokich westchnięć. Zgon ogłoszono dopiero o 15:49 - powiedział.

Drugi z dziennikarzy stwierdził, że oglądanie egzekucji było dla niego "trudne i wyglądało jak duszenie się ryby".

Zazwyczaj zastrzyk z trucizną działa niemal natychmiast. Skazany umiera po ok. 10 minutach. Tym razem obrońcy mężczyzny zdążyli jeszcze złożyć alarmowy wniosek o zawieszenie egzekucji. W tym czasie mężczyzna zmarł.

Rodzina ofiar twierdzi jednak, że mężczyzna "dostał to, na co zasłużył". - To nawet nie równa się z tym, co przeżywaliśmy przez 25 lat - mówiła siostra ofiary.

Senator stanu Arizona Jan Brewer powiedziała, że jest zaniepokojona przebiegiem egzekucji i już zleciła kontrolę w związku z sytuacją.

Anna Baranowska-Ślusarek

Dowiedz się więcej na temat: egzekucja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje