Reklama

Reklama

Donald Trump po raz kolejny zażartował z żony

Jak donoszą zagraniczne media, Donald Trump pozwolił sobie ostatnio na kolejny żart pod adresem swojej małżonki. W czasie kolacji dla wpływowych republikanów stwierdził, że... gdyby został postrzelony, Melania nie uroniłaby ani jednej łzy.

Prezydent wziął niedawno udział w kolacji dla prominentnych działaczy Partii Republikańskiej, którą zorganizowano w Trump Hotel w Waszyngtonie. Amerykański prezydent nawiązał podczas niej do sytuacji, gdy postrzelony został republikański kongresmen z Luizjany, Steve Scalise. Trump pojechał wówczas do szpitala, żeby się z nim zobaczyć. Prezydent oraz pierwsza dama spotkali się także z panią Scalise, przerażoną stanem męża, który doznał ciężkich obrażeń. Scalise, choć już dawno wrócił do pracy, w rezultacie strzelaniny do tej pory chodzi o lasce. 

Reklama

W trakcie kolacji Trump pochwalił jego odwagę. Wspomniał także o tym, jak na to, że Scalise został ranny, zareagowała jego żona. "Gdy się z nią spotkałem tego fatalnego dnia, wypłakiwała sobie oczy... Mam na myśli to, że niewiele żon zareagowałoby w ten sposób na tragedię. Moja żona z pewnością nie" - miał stwierdzić.

Ten drobny żart stał się dla mediów pretekstem do przyjrzenia się bliżej związkowi prezydenta i pierwszej damy. Jak podkreśla "The Guardian", wielu komentatorów jest zdania, że Trump stwierdził tym samym, że Melania nienawidzi go tak bardzo, iż nie uroniłaby jednej łzy nad jego trumną. Ewentualnie, że po wszystkich trudnościach, jakie przeszło ich małżeństwo, jego żonie nie została już żadna łza do wypłakania.

Jak przypomina z kolei "The Independent", spekulacje na temat związku Trumpów trwają od dawna. Już w czasie wieczoru wyborczego obserwatorzy komentowali fakt, że twarz pierwszej damy wyrażała najróżniejsze emocje za wyjątkiem radości na wieść o wygranej męża. Na informację o wyborze męża Melania płakała. Jak wyjaśnia "The Guardian", zdaniem szefa komunikacji Białego Domu, były to łzy szczęścia. Żona Donalda Trumpa miała bardzo cieszyć się z wygranej, w którą mocno wierzyła. Jak opisuje natomiast Michael Wolff, autor głośnej książki "Fire and Fury", opowiadającej o kampanii prezydenckiej Trumpa i jego wejściu do Białego Domu, zdecydowanie nie były to łzy szczęścia.

Także w trakcie inauguracji prezydentury Trumpa obserwatorzy zauważyli nietęgą minę jego żony. Później wielokrotnie komentowano jej uchylanie się od pocałunków czy dyskretne odtrącanie mężowskiej dłoni, gdy w czasie publicznych uroczystości próbował ją chwycić za rękę.

Melania Trump w wywiadach odrzuca wszelkie sugestie dotyczące ewentualnych kłopotów małżeńskich, podkreślając, że jest matką i pierwszą damą i nie ma czasu zajmować się myśleniem o tych zdarzeniach. Dodaje też, że u niej i Donalda wszystko w porządku. Komentatorzy zauważają jednak, że w ich małżeństwie problemem może być nie tylko ewentualna niewierność, ale i dziesiątki poważnych zarzutów dotyczących seksualnych napaści i molestowania, jakie wiele kobiet wysunęło przeciwko Trumpowi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje