Reklama

Reklama

​"Der Spiegel": Niemieccy politycy lobbystami Kazachstanu

Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew zabiegał, częściowo z powodzeniem, o pozyskanie niemieckich polityków i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości jako lobbystów mających poprawić wizerunek kraju uważanego za dyktaturę - podał "Der Spiegel".

"Der Spiegel" pisze, że rozpoczęta w 2009 roku akcja lobbowania sterowana była przez kancelarię adwokacką Lansky, Ganzger + Partner w Wiedniu. Redakcja tygodnika powołuje się na przeciek właśnie z tej kancelarii.

Reklama

Na szefa "Klubu przyjaciół Kazachstanu" (oficjalna nazwa Independent International Advisory Council - IIAC) wyznaczono byłego kanclerza Austrii Alfreda Gusenbauera. Jak pisze "Der Spiegel", do pierwszych osób, które Gusenbauer pozyskał dla tego pomysłu, należeli Romano Prodi, Aleksander Kwaśniewski i były minister spraw zagranicznych Hiszpanii Marcelino Oreja.

Do grona niemieckich polityków, o których poparcie - z różnym skutkiem - zabiegała kancelaria Lansky'ego, należeli: były kanclerz Gerhard Schroeder, były prezydent Niemiec Horst Koehler i były szef MSW Otto Schily, a także posłowie i urzędnicy wymiaru sprawiedliwości - czytamy w tygodniku.

Jak zaznacza redakcja, oprócz grupy lobbystów, których zadaniem była poprawa wizerunku Kazachstanu, władze w Astanie zmontowały drugą grupę wpływowych osób w celu doprowadzenia do ekstradycji Rachata Alijewa - byłego zięcia Nazarbajewa, który po konflikcie z teściem uciekł do Europy.

Według "Spiegla" uczestnikami tej grupy byli oprócz Schily'ego: były szef Interpolu Max-Peter Ratzel, poseł CSU Peter Gauweiler i były prokurator z Duesseldorfu Juergen Kapplinghaus.

Alijew naraził się wszechmocnemu teściowi, gdy publicznie zadeklarował wolę startu w wyborach prezydenckich w 2012 roku, a także skrytykował zmiany w konstytucji umożliwiające Nazarbajewowi kandydowanie w kolejnych wyborach.

Jak twierdzi "Der Spiegel", projekt umowy ze Schroederem przewidywał honorarium w wysokości 300 tys. euro rocznie. Polityk SPD wziął udział jako "specjalny gość" w dwóch spotkaniach "Klubu przyjaciół Kazachstanu" pod koniec 2010 roku. Jak wynika z jednego z e-maili wysłanych przez kancelarię Lansky'ego w lutym 2011 roku, były kanclerz został ujęty w wykazie honorariów. Miesiąc później polityk poinformował swojego partnera w Wiedniu, że z "przyczyn osobistych" wycofuje się z projektu.

Biuro Schroedera oświadczyło, że były kanclerz nie jest i nigdy nie był członkiem w sztabie doradców prezydenta Kazachstanu. Jego małżonka Doris Schroeder-Koepf napisała w sobotę na Twitterze, że materiał opublikowany przez "Spiegla" nie odpowiada prawdzie.

Po rezygnacji Schroedera lobbyści podjęli starania o pozyskanie Koehlera - do 2010 roku prezydenta Niemiec. Z wymiany korespondencji wynika, że w maju 2012 roku Koehler wyraził gotowość do przystąpienia do IIAC. Jednak w lipcu, przed podpisaniem umowy, polityk otrzymał propozycję pracy dla ONZ.

W działaniach przeciwko Alijewowi Kazachstan mógł pochwalić się większymi sukcesami. Pozyskany dla władz w Astanie Schily, szef MSW w rządzie Schroedera, otrzymał w październiku 2012 roku 70 tys. euro, a miesiąc później kolejne 75 tys. euro za lobbowanie na rzecz ekstradycji przeciwnika Nazarbajewa.

Niemiecki polityk obiecywał interwencję u sekretarza generalnego Interpolu Ronalda Noble. Jego największym atutem były jednak dobre kontakty z mediami. Próby ulokowania w "Spieglu" artykułu atakującego Alijewa spaliły jednak na panewce - czytamy w tygodniku.

Zadaniem Ratzela i Kapplinghausa, których autorzy materiału określają mianem "najemników", było natomiast międzynarodowe nagłośnienie wdrożonego w niemieckim Krefeld postępowania przeciwko Alijewowi w związku z podejrzeniem o pranie brudnych pieniędzy. Od sierpnia 2012 roku obaj byli wysocy urzędnicy zabiegali o przeniesienie sprawy na forum Eurojustu - Zespołu ds. Współpracy Sądowej w Unii Europejskiej.

Jak zaznacza "Spiegel", sprawa Alijewa rozwiązała się bez udziału niemieckich lobbystów. Były zięć Nazarbajewa, oskarżony o o zamordowanie dwóch bankierów i przebywający w areszcie w Wiedniu, popełnił w lutym tego roku samobójstwo.

Przedstawiciele niemieckich partii opozycyjnych - Lewicy i Zielonych - domagają się zbadania powiązań polityków z władzami Kazachstanu.

"Bardzo rzadko udaje się zobaczyć lobbing w tak czystej postaci. Zasłużeni politycy demokratycznego kraju pozwalają wykorzystać się do upiększania wizerunku władcy, przy czym deptane są wartości ustawy zasadniczej (niemieckiej konstytucji)" - pisze "Der Spiegel".

Nazarbajew rządzi 17-milionowym Kazachstanem jako prezydent od uzyskania przez ten kraj niepodległości po rozpadzie ZSRR w 1991 roku. W 2015 roku został wybrany na kolejną kadencję.

Z Berlina Jacek Lepiarz 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje