Reklama

Reklama

Czasem na pomoc jest już za późno. Cztery oblicza Tanzanii

Zanim nad Nyangao wzejdzie słońce, wioska budzi się do życia. Lokalni sprzedawcy przygotowują swoje stragany, a dzieci wychodzą z chat, gotowe na godzinny marsz do szkoły. Przed szpitalem St. Walsburg powoli ustawia się długa kolejka pacjentów. To jedyny szpital w promieniu 300 kilometrów, w którym kobiety mogą bezpiecznie urodzić dziecko. Wszystko dzięki solidarności Polaków.

Manda musiała przebyć dwugodzinną podróż na motorze, by dostać się do szpitala. To normalne w Tanzanii, że transport pochłania bardzo dużo czasu i pieniędzy. 

W oczekiwaniu na poród

Reklama

Kobieta w przyszpitalnym obozie czeka na poród już trzeci tydzień. Jest w dziewiątym miesiącu ciąży, ale po wielkości jej brzucha można wnioskować, jakby to był dopiero początek. 

- Jestem matką trojga dzieci, ale to pierwszy raz, kiedy będę rodzić w szpitalu - mówi Manda. 

Kobiety w Tanzanii najczęściej rodzą bez medycznej opieki w domach, rzadko pod opieką lokalnej położnej lub akuszerki, ponieważ nie stać ich na transport do szpitala. Czasami, gdy pojawiają się komplikacje, na przyjazd do lekarza jest już za późno. 

W Nyangao ciężarne mogą urodzić bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów, dzięki wsparciu Polskiej Misji Medycznej w ramach programu Polska Pomoc MSZ.

Zawsze w pogotowiu

Kilka dni później Manda urodziła zdrową córeczkę. W drodze do domu towarzyszyła jej kuzynka, która cały czas w szpitalu czuwała przy pacjentce. 

W szpitalu w Nyangao nie ma kucharek i salowych, które mogłyby zająć się chorymi. Nawet na planowy zabieg pacjent musi przyjść z krewnym, który w razie komplikacji będzie dawcą krwi. Bliscy mieszkają w baraku obok szpitala, by móc trzy razy dziennie przynosić posiłki hospitalizowanym krewnym. 

Matuma mieszka w Nangeti, 10 kilometrów od szpitala, ale w miejscowości tej nie ma ośrodka zdrowia, w którym jej córka otrzymałaby pomoc. 

- By nie tracić pieniędzy na dojazd, na który mnie nie stać, mieszkam na obszarze wydzielonym dla rodzin pacjentów. Za drewno, na którym gotuję, muszę zapłacić 1000 szylingów (50 centów). To duży wydatek, bo tam, skąd pochodzę, mogłabym sama zebrać drzewo, za darmo - mówi Matuma. Kobieta od 10 dni zajmuje się córką, która czeka na rozwiązanie.  

Majątek za pobyt w szpitalu

Zazwyczaj krewni i pacjenci zostają w szpitalu, dopóki nie skończą się im pieniądze, a w większości przypadków do szpitala trafiają za późno, gdyż ze względu na brak funduszy odwlekają decyzję o korzystaniu ze specjalistycznej pomocy. 

Tygodniowy pobyt w szpitalu to koszt w granicach 53 zł. Dla rodzin w Nyangao to majątek.

Oddani swojej pracy

Justyna Szumicka, położna ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, od kilkunastu dni odbywa misję w szpitalu St. Walsburg. Jest wsparciem dla lokalnego personelu, ale - jak mówi - świadomość, że w polskich warunkach wielu umierającym pacjentom można by pomóc, jest przytłaczająca. 

- Ogranicza mnie częściowy brak nowoczesnego sprzętu medycznego i muszę na co dzień mierzyć się z dużym poczuciem bezradności. Natomiast bardzo się cieszę, że oddział położniczy jest - dzięki Polskiej Misji Medycznej - wyposażony w odpowiedni sprzęt, który pomaga ratować życie noworodków - dodaje Justyna.

Kilogramowy chłopiec walczył o każdy oddech

Jedną z pacjentek Justyny była Sophia. Kobieta odczuwała w ciąży silne bóle brzucha. Nie była świadoma, że może to zwiastować zbliżający się przedwczesny poród i nie udała się do szpitala. Nagle w domu urodził się maleńki, ważący zaledwie kilogram, chłopczyk. Rodzina stwierdziła, że tak małe dziecko nie ma szansy na przeżycie i nie ma powodu, by jechać do szpitala. U Sophii wystąpiło jednak duże krwawienie, które zaniepokoiło jej bliskich. Zabrali ją i noworodka zawiniętego w kolorową szmatkę i po czterech godzinach od porodu dotarli do szpitala, gdzie Sophia otrzymała odpowiednią pomoc. 

Ku zdziwieniu wszystkich, ze szmacianego zawiniątka zaczęło dobiegać kwilenie. Okazało się, że mały chłopczyk bardzo chce żyć i walczy o każdy oddech. Niemowlę było wychłodzone. Umieszczono je w inkubatorze na oddziale intensywnej terapii noworodka, wybudowanym przez PMM. Teraz chłopczyk oddycha samodzielnie, przybiera na wadze, bardzo lubi "kangurowanie" i uczy się jeść bezpośrednio z piersi.

Inkubator daje nadzieję

Sophia jest jedną z 55 pacjentek, które w ciągu tygodnia przyjmowane są na porodówce i oddziale położniczym. Dzięki odpowiednim zasobom w postaci leków i sprzętu medycznego oraz dzięki wykwalifikowanym położnym każda matka będzie miała szansę na szczęśliwy powrót do domu ze swoim zdrowym niemowlęciem. 

Polska Misja Medyczna prowadzi akcję "Inkubator nadziei", czyli zbiórkę pieniędzy na ratunek dla noworodków, których życie jest zagrożone. 

***

Możesz wesprzeć działania Polskiej Misji Medycznej w Tanzanii: 

  • wpłać datek na akcję Inkubator nadziei
  • ustaw w swoim banku płatność cykliczną na działania PMM
  • przekaż darowiznę na numer konta Polskiej Misji Medycznej: 62 1240 2294 1111 0000 3718 5444 z dopiskiem Inkubator nadziei/Noworodek


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne