Reklama

Reklama

"Coraz bardziej agresywna polityka Rosji napełnia obawami"

​Rosja wykorzystuje sąsiedztwo państw bałtyckich do testowania gwarancji bezpieczeństwa NATO - ocenia ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich Justyna Gotkowska. Według niej, kraje bałtyckie łączy z Polską wspólne dążenie do zwiększania obecności Sojuszu w regionie.

W niedzielę w Tallinie swoją pierwszą zagraniczną wizytę złoży prezydent Polski Andrzej Duda. Weźmie on udział w obchodach Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.

Reklama

Coraz bardziej agresywna polityka Rosji napełnia obawami i jest wyzwaniem dla państw bałtyckich - mówi  specjalistka OSW. Jak podkreśliła Gotkowska, kraje bałtyckie jako jedyne byłe republiki radzieckie znajdują się obecnie w strukturach zachodnich: UE i NATO, a Rosja chce podważyć poczucie bezpieczeństwa tych krajów.

W ocenie ekspertki jednym z takich działań było skazanie w środę przez rosyjski sąd na 15 lat więzienia funkcjonariusza estońskich służb bezpieczeństwa Estona Kohvera. Według estońskich służb, oficer został porwany na pograniczu estońsko-rosyjskim przez niezidentyfikowanych ludzi, którzy przybyli z Rosji.

Chcą zwiększenia obecności NATO na swoim terytorium

- To są działania, na które trudno państwom bałtyckim czy ich sojusznikom odpowiedzieć - podkreśliła. - Jeśli Rosja uzna, że NATO jest wewnętrznie podzielone i nieskłonne do stanowczej reakcji w regionie, może w większym stopniu próbować testować wiarygodność gwarancji sojuszniczych - oceniła Gotkowska.

Dlatego państwa bałtyckie - podobnie jak Polska - chcą zwiększenia obecności NATO na swoim terytorium. Zdaniem ekspertki OSW postanowienia z zeszłorocznego szczytu w Newport rzeczywiście doprowadziły do większego zaangażowania wojsk sojuszniczych na Litwie, Łotwie i w Estonii, jednak wciąż w ocenie tych krajów jest ono niewystarczające.

- I rzeczywiście, obecność sił sojuszniczych jest relatywnie niewielka. Oprócz udziału sojuszników w ćwiczeniach wojskowych zaangażowanie NATO w postaci jednostek do 150 żołnierzy w każdym z trzech państw to naprawdę niewiele - oceniła Gotkowska.

Dodała, że w ramach postanowień z Newport w państwach bałtyckich zostały utworzone trzy małe dowództwa integracyjne liczące około 40 oficerów; dowództwa te w razie konieczności mają integrować przybywające z Zachodu siły NATO.

Gotkowska zaznaczyła, że w każdym państwie bałtyckim rotacyjnie obecne są jednostki sił NATO, przede wszystkim są to kompanie amerykańskie; pojawiły się tam także jednostki portugalskie i niemieckie. - Ale to głównie Stany Zjednoczone przez obecność swoich sił w krajach bałtyckich są postrzegane jako gwarant bezpieczeństwa militarnego w państwach bałtyckich - zaznaczyła.

"Sojusz nie pali się do większego zaangażowania"

Ekspertka zwróciła uwagę, że w ramach realizacji postanowień z Newport siły sojusznicze biorą też udział w ćwiczeniach wojskowych przeprowadzanych w państwach bałtyckich.

Gotkowska przypomniała, że szefowie obrony państw bałtyckich apelowali już w maju tego roku do naczelnego dowódcy NATO w Europie gen. Philipa Breedlove'a o zwiększenie rotacyjnej obecności sił do jednego batalionu w każdym państwie; odpowiedzi jednak do tej pory nie otrzymali. - Sojusz nie pali się do większego zaangażowania w tamtym rejonie. Są dwa powody. Część państw sojuszniczych, w szczególności państw zachodnioeuropejskich, uważa, że ich na to nie stać. I nie chcą też swoją obecnością wywołać reperkusji po stronie rosyjskiej - oceniła.

Jej zdaniem Polska jest naturalnym sojusznikiem dążeń państw bałtyckich do zwiększenia obecności NATO na wschodniej flance Sojuszu. - Polska nigdy nie stanowiła dla państw bałtyckich konkurencji. Bardziej traktowała je jako partnera, z którym współpraca ma sprawić, że głos w NATO i UE będzie bardziej słyszalny - mówiła Gotkowska. Jak podkreśliła, to na pewno wybrzmi w czasie wizyty prezydenta Dudy w Tallinie.

Ekspertka przypomniała, że stanowisko państw bałtyckich w Sojuszu było i jest zazwyczaj zbliżone do polskiego lub nawet bardziej radykalne. - Zdarzało się, że kraje bałtyckie były mniej dyplomatyczne w swoich żądaniach, ale ich stanowisko miały mniejsze przełożenie niż np. Polski na podejmowanie decyzji w ramach NATO ze względu na siłę głosu tych państw - mówiła ekspertka.

Według niej wielkość krajów bałtyckich miała też wpływ na postrzeganie stosunków z Polską. - W tych krajach istniała obawa, że Polska relacje ze swoimi mniejszymi partnerami w regionie stawia na drugim miejscu, za zacieśnianiem stosunków z Francją czy Niemcami. Co nie do końca jest prawdą - uznała.

"Polska aktywność w tym regionie jeszcze wzrośnie"

- Polska jest w ostatnich latach coraz bardziej pozytywnie postrzegana w państwach bałtyckich, w Estonii w szczególności - uznała. Estończycy widzą, że Polska inwestowała i inwestuje w swoje bezpieczeństwo, dążąc m.in. do zwiększenia nakładów na obronność do 2 proc. PKB i modernizacji sił zbrojnych.

- Zapowiedzi prezydenta Dudy mogą świadczyć o tym, że polska aktywność w tym regionie jeszcze wzrośnie. Polska w Estonii jest bardzo pozytywnie postrzegana, widzą nas jako sojusznika, z którym należy zacieśniać relacje polityczno-wojskowe - podkreśliła.

W jej ocenie "można się spodziewać, że wizyta Dudy odbije się dużym echem w tym kraju". - Bardzo pozytywnie przyjęto informację, że nowa głowa państwa swoją pierwszą zagraniczną wizytę złoży właśnie tam - podkreśliła.

Dodała, że w polityce państw bałtyckich można zauważyć dążenie również do zbliżenia politycznego i militarnego ze Szwecją i Finlandią, które również odczuwają zagrożenie agresywną polityką Rosji na Ukrainie. Oba państwa są już bliskimi partnerami gospodarczymi państw bałtyckich - w handlu i inwestycjach.

- W przypadku jakichkolwiek operacji NATO w regionie terytorium lądowe czy przestrzeń powietrzna Szwecji i Finlandii musiałyby zostać prawdopodobnie wykorzystane przez Sojusz w obronie państw bałtyckich. Mimo że te dwa państwa nie są członkami Sojuszu ściśle z NATO pracują - tłumaczyła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama