Reklama

Reklama

Clinton wyszła z 11-godzinnego przesłuchania „obronną ręką”

Hillary Clinton przez 11 godzin odpowiadała w czwartek w Kongresie na pytania ws. ataku na konsulat USA w Bengazi w 2012 r. Zdaniem obserwatorów przesłuchanie nie ujawniło wielu nowych faktów, a kandydatka w wyborach prezydenckich wyszła z niego obronną ręką.

Trzy lata po ataku islamistów na konsulat USA w Bengazi, w którym zginęło czterech Amerykanów, w tym ambasador USA w Libii Chris Stevens, Hillary Clinton, ówczesna sekretarz stanu, po raz kolejny zeznawała w czwartek w Kongresie w sprawie okoliczności tej tragedii.

Reklama

Przesłuchanie, transmitowane na żywo przez kilka stacji telewizyjnych, było bardzo wyczekiwanym w USA wydarzeniem. Republikanie, którzy doprowadzili do powołania specjalnej komisji ds. zbadania okoliczności ataku w Bengazi, od godz. 10 rano do godz. 9 wieczorem czasu lokalnego, nie licząc kilku przerw, zadawali Clinton pytania, starając się dowieść, że jako szefowa dyplomacji nie zadbała o wystarczającą ochronę konsulatu w Bengazi, a po ataku dopuściła się politycznej manipulacji, ukrywając początkowo przed Amerykanami informację, że był to z góry zaplanowany atak terrorystyczny. 

USA: Lider w niebezpiecznym świecie

Jednak komentatorzy w CNN i dziennik "New York Times" zgodnie oceniały, że przesłuchanie "nie ujawniło wielu nowych informacji w sprawie ataku" w porównaniu do poprzednich siedmiu dochodzeń parlamentarnych poświęconych tej sprawie.

- Biorę na siebie całą odpowiedzialność za to, co stało się w Bengazi - oświadczyła Clinton. Jednocześnie podkreśliła, że w pracy dyplomatów nie da się całkowicie wyeliminować ryzyka. - Ameryka musi przewodzić w niebezpiecznym świecie, a obowiązkiem dyplomatów jest reprezentować USA w tych niebezpiecznych miejscach  - powiedziała.

- Chris Stevens rozumiał, że dyplomacja musi działać także tam, gdzie nie ma żołnierzy, a bezpieczeństwo nie jest zagwarantowane (...), rozumiał też, że nie możemy w pełni wyeliminować zamachów terrorystycznych czy zapewnić doskonałego bezpieczeństwa, i że musimy zaakceptować pewien poziom ryzyka - powiedziała. Przypomniała, że Stevens był jednym z najbardziej doświadczonych dyplomatów USA na Bliskim Wschodzie i z własnej woli wystąpił o powierzenie mu stanowiska wysłannika USA do Bengazi.

Podwyższenie standardów bezpieczeństwa

Tłumaczyła, że "nie ma takiej możliwości", by USA wycofały się z niebezpiecznych miejsc, bo wówczas mogłaby powstać próżnia, którą wypełniłyby organizacje terrorystyczne.

- Potrzebujemy kreatywnego przywództwa, które balansuje pomiędzy dyplomacją a środkami obronnymi - dodała.

Zapewniła też, że nie docierały do niej wnioski o podwyższenie standardów bezpieczeństwa w placówkach dyplomatycznych USA.

- Nie widziałam ich, nie akceptowałam ani nie odrzucałam - powiedziała, dodając, że takimi wnioskami zajmują się w Departamencie Stanu eksperci ds. bezpieczeństwa, a nie sekretarz stanu. Zapewniła jednak, że po ataku w Bengazi natychmiast podjęła działania, by wzmocnić ochronę amerykańskich placówek dyplomatycznych na całym świecie.

Clinton spokojna i zrównoważona

Clinton przez całe przesłuchanie odpowiadała na pytania bardzo spokojnie, ani razu nie podniosła głosu i nie dała się wyprowadzić z równowagi, podczas gdy między republikańskimi i demokratycznymi członkami komisji co chwila dochodziło do ostrej wymiany zdań, a czasem wręcz krzyków.

Zdaniem Demokratów nie ulega wątpliwości, że celem obecnego dochodzenia, które kosztowało podatników już prawie 5 mln dolarów, nie jest ustalenie prawdy, ale zaszkodzenie Clinton - faworytce Demokratów w wyborach prezydenckich w 2016 roku - w kampanii wyborczej. Na dowód przytaczali wypowiedzi Republikanów, w tym szefa większości w Izbie Kevina McCarthy'ego, który w wywiadzie dla Fox News pośrednio przyznał im rację.

- Wszyscy myśleli, że Hillary Clinton jest nie do pokonania - powiedział McCarthy. - Ale my powołaliśmy specjalną komisję ds. Bengazi. I jakie są jej (Clinton) notowania obecnie? Spadają. Dlaczego? Bo nie można jej zaufać. Ale nikt by o tym nie wiedział, gdybyśmy nie walczyli (o ujawnienie prawdy).

Dochodzenie "ani poważne, ani głębokie"

Szef komisji, Republikanin Trey Gowdy, odpierał te zarzuty.

- To nie jest śledztwo na pani temat, ale na temat śmierci czterech osób, które służyły temu krajowi - powiedział. - To im jesteśmy winni ustalenie prawdy (...); naszym obowiązkiem jest zrobić wszystko możliwe, by zapobiec powtórce takich tragedii - kontynuował.

Jego zdaniem poprzednie dochodzenia parlamentarne "nie były ani poważne, ani głębokie", bo śledczym nie udało się - w odróżnieniu od obecnej komisji - dotrzeć do maili Stevensa oraz Clinton z tamtego okresu. Przypomniał, że to właśnie w rezultacie pracy specjalnej komisji ujawniono, iż Clinton korzystała jako sekretarz stanu z prywatnej skrzynki mailowej w celach służbowych zamiast korzystać z adresu służbowego. Demokraci ripostowali, że z tych maili nie wynika nic nowego dla sprawy.

- Potwierdziły one wszystko to, co ustaliły poprzednie dochodzenia - powiedział Demokrata Elijah Cummings.

Zerwali z tradycją "narodowej zgody"

Najostrzejszy zarzut Republikanów dotyczył tego, że bezpośrednio po ataku Clinton tłumaczyła Amerykanom, iż był on wynikiem "spontanicznej demonstracji" przeciw antymuzułmańskiemu filmowi, podczas gdy ich zdaniem niemal od razu wiedziała, iż chodziło o zaplanowany atak terrorystyczny.

Clinton odrzuciła te insynuację, zapewniając, że początkowo było wiele sprzecznych informacji. Jedna z grup powiązanych z Al-Kaidą po 24 godzinach wycofała się z wcześniejszego komunikatu, w którym przyznała się do zamachu. Oskarżyła też Republikanów, że zerwali z tradycją "narodowej zgody", jak obowiązywała wcześniej, np. po zamachach w Bejrucie w 1983 r. i w Afryce w 1998 r.

- Wielka szkoda, że tragedia taka jak ta w Bengazi może być wykorzystywana w celu politycznym - powiedziała. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje