Reklama

Reklama

Ciastoń: To nie wywoła niepokoju w USA

Decyzja o zamknięciu części ambasad i konsulatów USA na Bliskim Wschodzie nie wywoła niepokoju w Stanach Zjednoczonych; Amerykanie są przyzwyczajeni do zagrożenia i do tego, że w niektórych krajach mogą być obiektami ataku - ocenił ekspert Fundacji im. K. Pułaskiego Rafał Ciastoń.

Jemeńskie siły bezpieczeństwa zostały postawione w stan pogotowia przed ambasadami państw zachodnich, w tym USA, W. Brytanii, Francji i Niemiec, które zamknięto tego dnia w Sanie w związku z ogłoszonym w ub. tygodniu przez USA zagrożeniem zamachami. Biały Dom wyjaśnił, że decyzja o zamknięciu ambasad była "posunięciem uprzedzającym".

Reklama

Na to zwrócił też uwagę ekspert ds. polityki Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie Rafał Ciastoń. - Po części jest to prewencja, prewencja na pewno uzasadniona danymi wywiadowczymi uzyskanymi przez agencje amerykańskie. Amerykanie niezbyt często posuwają się do tego rodzaju działań, więc jeśli tym razem to zrobili, to wydaje mi się, że realna ocena zagrożenia musi być dość wysoka - powiedział ekspert Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Jak zaznaczył, trudno przewidzieć, czy władze amerykańskie będą w przyszłości podejmowały podobne decyzje. - Trudno to jednoznacznie stwierdzić, nie mając dostępu do danych i przesłanek, którymi kierowali się Amerykanie, podejmując tę decyzję. Ale być może w niektórych rejonach Amerykanie będą podejmować tego rodzaju kroki w sytuacji, w której ryzyko będzie znacznie podwyższone, niż ma to miejsce normalnie - ocenił Ciastoń.

Zauważył też, że dziś trudno ocenić stopień zagrożenia terrorystycznego w związku ze zbliżającą się kolejną rocznicą zamachów na WTC z 11 września 2001. Jak powiedział, 11 września jest z jednej strony "atrakcyjny medialnie" dla terrorystów, dla ugrupowań, które chciałyby zagrozić Stanom Zjednoczonym, nawet jeśli nie w sposób faktyczny, to przynajmniej w tej formie medialnej, ale z drugiej - Amerykanie w rocznicę zamachu podejmują niezwykle zaostrzone środki ostrożności. - Dlatego ta data jest szczególnie trudna do przeprowadzenia działań terrorystycznych - uważa Ciastoń.

Zdaniem Ciastonia miarą skuteczności walki Stanów Zjednoczonych z terroryzmem po 11 września 2001 jest brak zamachów przeprowadzonych na podobną skalę. Choć - jak zauważył - nie wszystkie działania Stanów Zjednoczonych były dobre i przyniosły zakładany efekt. - Natomiast w ujęciu ogólnym to Stany Zjednoczone tę wojnę wygrywają - podsumował Ciastoń.

To właśnie realna i aktualna ocena zagrożeń - zdaniem Ciastonia - będzie kierowała kolejnymi posunięciami administracji amerykańskiej.

Dowiedz się więcej na temat: USA | Al-Kaida

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje