Reklama

Reklama

Chłopcy uwięzieni w jaskini. Dramatyczna walka z czasem

Dwunastu młodych piłkarzy i ich trener nadal znajdują się w jaskini Tham Luang Nang Non w prowincji Chiang Rai w Tajlandii. Czas na ich uratowanie jest coraz bardziej ograniczony - twierdzą tajlandzkie władze. Szanse powodzenia akcji ratunkowej obniżają pogarszające się warunki pogodowe oraz spadający w jaskini poziom tlenu. Obecnie wynosi on wewnątrz jaskini zaledwie 15 procent.

Prawdopodobnie właśnie jego brak przyczynił się do śmierci dzisiaj w nocy 38-letniego nurka Samana Kunana.

Reklama

Pracujące dzień i noc maszyny wypompowujące wodę z pieczar nie nadążają za spływającą ze wzgórz deszczówką. Również w najbliższych dniach w północnej Tajlandii spodziewane są obfite opady deszczu.

Do obozu ratunkowego przybył minister spraw wewnętrznych.

Dodatkowym utrudnieniem dla służb ratunkowych może być niespokojna aura. Jeśli zacznie padać, woda w jaskini może się podnieść.

Jak podaje BBC ratownicy jednak się nie poddają i szukają sposobu, jak uratować uwięzionych. Jednym z pomysłów jest wykonanie odwiertu. Przez kamienne korytarze przeciśnięto czterokilometrową rurę, którą ma być wpompowywane powietrze.

Nie mogą jeszcze nurkować

Narongsak Osotthanakorn, gubernator regionu Chiang Ra, w którym znajduje się jaskinia, powiedział do dziennikarzy w piątek, że chłopcy mają dość siły, by iść, ale nie mogą pływać bezpiecznie.

Poinformował, że zdrowie większości chłopców "powróciło do normy" i że nurkowie kontynuowali uczenie ich technik nurkowania i oddychania.

Na pytanie, czy próba ratunkowa zostanie podjęta w nocy, jeśli zacznie padać, odpowiedział: "Nie, chłopcy nie mogą jeszcze nurkować".

W czwartek rodzice wysłali listy do chłopców, ale gubernator powiedział, że nie jest pewien, czy już do nich dotarły.

12 chłopców w wieku od 11 do 16 lat i towarzyszący im 25-letni trener prawie dwa tygodnie temu weszło do kompleksu jaskiń w Chiang Rai na północy Tajlandii. Odcięci od świata zostali po tym jak część jaskini zalała woda. W poniedziałek do uwięzionych dotarli ratownicy. Dostarczono im pożywienie i leki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne