Reklama

Reklama

Chiński dysydent zadzwonił na posiedzenie komisji Kongresu

Niewidomy chiński dysydent Chen Guangchen po raz kolejny zadzwonił na posiedzenie komisji Kongresu. Po tym jak jego sprawa trafiła na czołówki mediów na całym świecie, dysydent obawia się o los swoich najbliższych.

Chen Guangcheng poinformował, że nasilają się represje chińskich władz wobec członków jego najbliższej rodziny. Działania te podejmowane są "w odwecie" za ucieczkę dysydenta z aresztu domowego i szukanie pomocy w amerykańskiej ambasadzie w Pekinie.

Reklama

Podczas rozmowy z kongresmanami Chen wyraził szczególne zaniepokojenie losem swojego bratanka, który przebywa obecnie w więzieniu pod zarzutem "usiłowania zabójstwa". Według działacza społecznego chińskie władze grożą także prawnikom, którzy chcieli bronić członka rodziny Chena.

Chen Guangcheng wraz z żoną i dwójką dzieci znajduje się obecnie w jednym z pekińskich szpitali. Chińskie władze zapowiedziały, że nie będą mu utrudniać wyjazdu do USA na stypendium. Amerykański departament stanu poinformował, że wszystkie formalności po stronie gospodarza tej wizyty są już załatwione. Decyzja o wypuszczeniu Chen Guanchenga z Chin pozostaje wyłącznie w gestii Pekinu.

Dowiedz się więcej na temat: Chiny | dysydent | kongres

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy