Reklama

Reklama

Chile: 23 zabitych i 57 zaginionych po powodziach

Do 23 wzrosła w środę liczba zabitych w wyniku wyjątkowo silnych opadów deszczu w ub. tygodniu i wywołanych przez nie powodzi w pustynnych regionach północnego Chile. Za zaginione uznano 57 osób. Prezydent Michelle Bachelet odwołała zagraniczne wyjazdy.

Według ratowników bilans w najbliższych dniach wzrośnie, gdyż pod zwałami błota najpewniej odnalezione zostaną kolejne ciała.

Wywołane przez deszcze lawiny błotne i wylewające rzeki pozbawiły w ubiegłym tygodniu tysiące ludzi prądu i wody pitnej w suchych zazwyczaj regionach Coquimbo, Atakama i Antofagasta, a także zniszczyły domy i drogi. Do opadów doszło na Atakamie, czyli najsuchszej pustyni na Ziemi.

Reklama

Wciąż trwa usuwanie skutków żywiołu. Według rządowego centrum ds. nadzwyczajnych ONEMI odczuło je 26 tys. ludzi, z których ponad 4 tys. nadal przebywają w przygotowanych na tę ewentualność obiektach.

Chilijskie siły powietrzne poinformowały, że szukają śmigłowca, który zaginął we wtorek w okolicach miasta Copiapo. Na pokładzie były cztery osoby; śmigłowiec brał udział w operacji ratunkowej.

W kopalniach w Chile, które jest największym na świecie eksporterem miedzi, nie odnotowano poważnych strat, ale zablokowane drogi utrudniały pracę w niektórych rejonach.

Jak pisze agencja Reutera, centrolewicowa prezydent Bachelet usiłuje pokazać, że wyciągnęła wnioski z trzęsienia ziemi i tsunami z 2010 roku, gdy jej rząd był krytykowany za zbyt powolną reakcję. "Nakazałam rządowi, by nadal pracował non stop, dopóki ludzie nie będą mogli wrócić do normalnego życia" - oświadczyła. Dodała, że odwołuje zagraniczne wyjazdy, zaplanowane na przyszły tydzień.

Szefowa państwa miała wziąć udział w szczycie przywódców państw obu Ameryk w Panamie, a także odwiedzić Ekwador.

Władze Chile były chwalone za szybką reakcję na ubiegłoroczne trzęsienie ziemi na północy kraju. Obecnie niektórzy obywatele krytykują rząd za zbyt wolną odpowiedź na najnowsze powodzie.

Popularność pani prezydent spadła do najniższego poziomu od objęcia władzy, a także podczas poprzedniej kadencji w latach 2006-10.

Według badania instytutu Gfk Adimark w marcu działania szefowej państwa popierało 31 proc. Chilijczyków, o 8 punktów procentowych mniej niż w lutym.

Agencja AP pisze, że spadek ten ma związek m.in. ze skandalem, w który zamieszany jest syn Bachelet i jego żona. Są oni podejrzewani o uzyskanie uprzywilejowanego dostępu do kredytu wartego 10 mln dolarów. Pożyczka została zatwierdzona dzień po wyborze Bachelet na szefową państwa w grudniu 2013 roku.

Na początku kadencji Bachelet cieszyła się 54-procentowym poparciem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy